Ciche, rytmiczne echo obcasów odbijało się od ścian wysokiej wieży, będąc jedynym słyszalnym w okolicy odgłosem. Hermiona szła na umówione spotkanie z Aurorą, z którą od powrotu do Hogwartu nie miała okazji porozmawiać. Nie wiedziała jakim cudem dwa tygodnie przeleciały jej przez palce; zupełnie nie poczuła upływu czasu, pochłonięta rozwijającym się romansem, który przekroczył wszelkie oczekiwania, jakie zarówno Hermiona, jak i Severus mogli wobec niego mieć.
Młoda kobieta wspięła się na Wieżę Astronomiczną, czując, że ostatnie stopnie pokonała z lekką zadyszką. Pomyślałby kto, że człowiek nabiera kondycji, zakpiła w myślach, rumieniąc się wściekle. Podeszła pod drzwi gabinetu nauczycielki astronomii i zapukała, nabierając kilka głębokich oddechów, a Aurora pojawiła się w drzwiach po krótkiej chwili, przywitawszy młodszą koleżankę skinieniem głowy i szerokim uśmiechem.
— Jesteś — powiedziała. — Chodź.
Gryfonka zauważyła, że ciemnoskóra czarownica, która weszła w głąb swoich kwater, ubrana była w odświętną sukienkę i ładne, eleganckie buty. Zamknęła drzwi i podeszła bliżej starszej nauczycielki, która zerknęła na nią pytająco.
— Powiedz — zaczęła Aurora, a jej ton dość jasno sugerował, że była nieco zażenowana faktem, o co chce poprosić. — Okiem… przeciętnego człowieka… — zaczęła, a Hermiona uniosła brew rozbawiona miną Sinistry, która niezrażona kontynuowała: — Nie jest zbyt strojnie?
Ciche parsknięcie rozluźniło atmosferę, która na moment stężała, a Aurora posłała śmiejącej się pod nosem szatynce nieco obrażone spojrzenie i wywróciła oczami. Gryfonka zlustrowała starszą koleżankę teatralnym wzrokiem, taksując jej sylwetkę, która naprawdę dobrze prezentowała się w obcisłej, ale nie zbyt przylegającej, ciemno-fioletowej sukience. Szczupłe, nieco zgarbione ramiona skrywał szeroki golf, luźno ułożony przy szyi, ale wystarczająco okazały, aby stanowić źródło ciepła i dekorację w jednym.
— Co to za okazja?
Hermiona zauważyła, że spojrzenie Aurory ucieka w stronę drewnianego stołu w rogu pomieszczenia, na którym Hermiona dostrzegła niewielką, udekorowaną elegancko paczkę prezentową. Młodsza z czarownic uniosła brew, zerkając wymownie na ciemnoskórą kobietę, która ponownie wywróciła oczami i podeszła bliżej mebla.
— Henry ma za niedługo urodziny i zaprosił mnie na kolację — wyjaśniła kwaśnym tonem Aurora, chowając torbę do szuflady.
Ciemne brwi Hermiony uniosły się w zaskoczeniu, ale niemal natychmiast na jej ustach pojawił się szeroki, wzruszony uśmiech.
— A myślałam, że ty i profesor Tucker to nic takiego — mruknęła złośliwie, chichocząc cicho, kiedy spojrzenie ciemnych oczu starszej kobiety skierowało się na nią ostrzegawczo.
— Nic w porównaniu z tobą i Severusem — odgryzła się niespodziewanie Aurora. Orzechowe tęczówki zamarły nagle, przyglądając się triumfującemu uśmieszkowi, który wypełzł na usta ciemnoskórej nauczycielki. — Minerwa już się pochwaliła, że będzie ślub.
Oczywiście, że się pochwaliła, pomyślała gorzko Hermiona, wywracając oczami. Mimo wszystko była zaskoczona, że dyrektorka obwieściła nowiny za ich plecami, choć nie dostała od nich nic, poza kpiną. Najwyraźniej stwierdziła, że uznają pomysł profesora Dumbledore’a za dobry. Rozsądny.
— Oczywiście, że żadnego ślubu nie będzie — prychnęła teatralnie. — Minerwa, wyobraź sobie, zaprosiła nas na drinka. — Gryfonka podeszła do fotela ustawionego przy niewysokim, okrągłym stole kawowym, który był głównym miejscem, gdzie Sinistra przyjmowała gości i usiadła na nim ciężko. — Zaproponowała, żebyśmy w związku z procesem Draco Malfoya przyspieszyli ślub, bo to uwiarygodni Severusa jako świadka.
Liczyła, że ciemnoskóra czarownica wyśmieje pomysł Minerwy i Albusa, tymczasem brwi kobiety poruszyły się w zaskakująco wyrozumiałym, rozważającym wyrazie. Zorientowała się, że młodsza nauczycielka przygląda się jej oburzona i wzruszyła ramionami wymownie.
— Nawet nie waż się tak patrzeć — fuknęła Hermiona.
— Brzmi rozsądnie — mruknęła przepraszająco Aurora, ale gryfonka niemal od razu jej przerwała.
— Raczej bezsensownie — stwierdziła. — Ślubu i tak miało nie być.
— Więc równie dobrze możecie narobić Minerwie nadziei — dodała wymownie Sinistra, przyprawiając swoją rozmówczynię o krzywy grymas.
W głowie Hermiony kołatało się tylko jedno zdanie. Tego nie było w planie. Choć doskonale zdawała sobie sprawę, że sypiania ze Snape’em również w nim nie było, a mimo to zupełnie świadomie dała się wciągnąć w znajomość, która z dnia na dzień stawała się jedynie bardziej intensywna. Myśl jednak, że mieliby wkroczyć na ten etap sojuszu, zacząć przygotowania do ślubu i w konsekwencji, do zerwania… nieco ją przerażała — a jakiekolwiek odstępstwa burzyły jej skrupulatny plan, powodując niepokój. Zmuszając do dostosowania się do niechcianych zmian.
— Severus podjął już decyzję — powiedziała w końcu Hermiona. — A ja nie zamierzam się jej sprzeciwiać, poza tym zgadzam się z nią całkowicie. — Wyprostowała się na fotelu, czując na sobie czujny wzrok ciemnych oczu wysokiej nauczycielki astronomii. — Za jakiś czas mieliśmy zacząć ustawiać rozstanie, a potem ja wyjadę i rozejdziemy się w swoje strony. Wplątanie w to ślubu i skakającej koło nas Minerwy… z całym szacunkiem — Hermiona uśmiechnęła się pobłażliwie — nie jest nam do niczego potrzebne.
Nieświadomie wypowiedziała się w imieniu Severusa, choć wiedziała, że przecież i tak podzielał jej zdanie na ten temat. Przypomniała sobie jednak jego minę, kiedy wspomniał, że gdyby mieli podjąć decyzję, miałaby być ona wspólna. Jakby rozważał możliwość przyjęcia oferty ich przełożonej i było to uzależnione od jej zdania.
— To wasz plan, wy pociągacie za sznurki — stwierdziła Aurora, przysiadając się w końcu na sąsiednim fotelu.
Hermiona zlustrowała ją przeciągłym spojrzeniem, w końcu przypominając sobie, że było coś, co chciała powiedzieć starszej profesorce.
— Właśnie… Severus wie. — Jej słowa przyciągnęły uwagę ciemnoskórej czarownicy, która zmarszczyła brwi, przyglądając się gryfonce niepewna, czy dobrze zrozumiała jej słowa. — Wie, że mi pomagałaś i że Harry od początku o wszystkim wiedział.
Ciemne oczy chwilę badały zmieniającą się mimikę na bladej twarzy, ciekawsko doszukując w niej dodatkowego wyjaśnienia.
— Och — mruknęła Aurora, a rozbawiona Hermiona zerknęła na nią przelotnie. — Żyjesz, więc rozumiem, że przyjął to dobrze.
Wesoły śmiech młodej kobiety wypełnił pomieszczenie, a kobiety wymieniły porozumiewawcze spojrzenie, chwilę siedząc w ciszy i nasłuchując odgłosów palącego się w kominku drewna. Zanim młodsza z nich zdążyła pomyśleć nad jakąkolwiek odpowiedzią, Sinistra pochyliła się ku niej lekko, opierając łokcie na szczupłych udach skrytych pod grubym, ewidentnie mało rozciągliwym materiałem sukienki.
— To kiedy zaczynacie to wszystko doprowadzać do końca?
Niepozornie proste, niewinne pytanie zabrzęczało w uszach Hermiony niczym donośny dzwon, na moment oszałamiając kompletnie jej zmysły.
— Do tego jeszcze kilka miesięcy — odparła pod nosem.
— A potem wyjedziesz? — dopytała Aurora, a brwi młodej szatynki zmarszczyły się mocno nad spojrzeniem nieco poddenerwowanych tęczówek.
— Tak — powiedziała zdawkowo.
Och, jak bardzo chciałaby móc powiedzieć “nie”. Szansa, jaka przed nią stała zaczynała blednąć przy tym, co dostawała od Severusa — wbrew wszelkim oczekiwaniom to właśnie człowiek tak skąpy w emocje, że aż niemal beznamiętny, pomógł odkryć jej istotę jej własnych uczuć i pozwolił zrozumieć, czym są. Człowiek z pozoru pozbawiony serca pomógł jej rozszyfrować, co czuje i nauczył o pragnieniach więcej, niż sama kiedykolwiek byłaby w stanie się nauczyć. Pozwalał jej eksplorować nowy, nieznany obszar, cierpliwie prowadząc niemalże za rękę i dzielił się z nią wiedzą, jakiej nigdy nie spodziewała się uzyskać.
— Całe szczęście, to dopiero za kilka miesięcy — przypomniała Aurora nagle, machając dłonią w stronę Hermiony. Młoda nauczycielka otrzeźwiała nieco, mrugając szybko, kiedy poczuła, że jej oczy nieco zaschły od tępego wpatrywania się w siedzącą naprzeciw czarownicę. — A skoro mowa o wyjazdach… Dostałam zaproszenie na badania kwalifikacyjne do kliniki, która może mi pomóc.
Gryfonka nie spodziewała się takich nowin. Uchyliła usta, zaskoczona wyznaniem koleżanki, a na jej ustach pojawił się szeroki, pełen radości uśmiech.
— To fantastycznie! — powiedziała z entuzjazmem, zerkając na Aurorę, która jedynie zmarszczyła brwi. — Cieszę się, że zdecydowałaś się spróbować. — Ciemne oczy odnalazły przyjazne, łagodne spojrzenie i zmrużyły się, kiedy młoda gryfonka dodała: — Kiedy wyjeżdżasz?
— W przyszłym tygodniu — odparła Sinistra. Prychnęła pod nosem po dłuższej chwili, której Hermiona nie zamierzała zakłócić; wiedziała, że starsza czarownica nie chciała słuchać umoralniających wypowiedzi, ani pocieszeń, dlatego poza okazaniem aprobaty, gryfonka niespecjalnie wiedziała, co więcej zrobić. — Ale to tylko dwa dni.
— Henry nawet nie zdąży się stęsknić — zakpiła Hermiona, obrywając nagle miękką, dekoracyjną poduszką, którą ciemnoskóra kobieta wyciągnęła zza pleców.
Radosne, beztroskie śmiechy zagłuszyły kompletnie trzaskanie w palenisku, które zdawało się przybierać na intensywności w miarę jak rosły oktawy głosów rozbawionych kobiet. Aurora zmierzyła młodszą nauczycielkę przeciągłym wzrokiem i powiedziała nagle:
— Nie wyglądasz, jakby uśmiechał ci się ten wyjazd. — Gryfonka podniosła zaskoczone spojrzenie na wpatrzoną w nią badawczo ciemnoskórą czarownicę, która dodała nagle: — Obawiasz się tego stażu?
Nieświadomie udało jej się zadać niewygodne pytanie i podsunąć odpowiedź w jednej wypowiedzi. Hermiona zmarszczyła brwi, kiwając pospiesznie głową i mając nadzieję, że nie wyglądało to zbyt sztucznie.
— Boję się tego, że to wszystko będzie takie nowe — skłamała.
Bała się tego, że jej wyjazd oznaczał koniec widywania Severusa. Bała się, że ciężko przyjdzie jej pogodzić się z takim obrotem spraw; choć doskonale zdawała sobie sprawę, że był on wysoce prawdopodobny i prędzej czy później przyjdzie jej się z tym pogodzić. Nie mogła mieć wszystkiego; zjeść ciastka i mieć ciastka.
— Dasz radę — pocieszyła ją rozbawiona Aurora i dodała nieco kąśliwie: — Podpisałaś pakt z diabłem, to z nauką sobie nie poradzisz?
Hermiona parsknęła śmiechem całkowicie odruchowo, ale pomogło jej to rozluźnić spięte mięśnie w ramionach. Opadła nieco głębiej w fotel, przyglądając się wesołej minie Sinistry i nie odpowiedziała, czując, że pytanie starszej kobiety było w pewnym sensie retoryczne.
Porozmawiały jeszcze chwilę o nieistotnych rzeczach, po czym młoda czarownica podjęła decyzję o powrocie — wspomnienie o układzie, jaki zawarli ze Snape’em stanęło jej w gardle i wiedziała, że był jeden dobry sposób, aby się go pozbyć. Jak na chwilę zapomnieć, że ich sojusz w ogóle istniał.
Pożegnała Aurorę, która podziękowała jej lakonicznie za odwiedziny, uśmiechając się do niej jednak przyjaźnie.
— Ach — mruknęła Hermiona, odwracając się przez ramię w progu drzwi. — Jeśli chcesz znać opinię przeciętnego człowieka… to nie jest zbyt strojnie.
Uśmiechnęła się szeroko, widząc rozbawione ogniki w oczach Sinistry i skinęła jej głową, odwracając się na pięcie. Ruszyła wzdłuż podłużnej platformy ku schodom prowadzącym na dół Wieży Astronomicznej, jednak zanim do nich dotarła, zerknęła ostatni raz w stronę drzwi gabinetu starszej profesorki.
Kobieta stała w progu, obserwując bez słowa, jak Hermiona rzuca jej przeciągłe spojrzenie, a po chwili odwraca się, odchodząc bez ponownego zawahania. Kiedy kroki powoli ucichły, ciemnoskóra nauczycielka zaszyła się w swoim własnym gabinecie, zastanawiając nad tym, czy powinna była jednak wyjawić młodej kobiecie prawdę o tym, gdzie dokładnie jedzie i jak doszło do tego, że jej badaniami zajmie się sam Rodovic. Jaki wkład w to miał jej własny, osobisty “narzeczony”, Severus Snape. Przekonała się jednak o wiele za dobrze, że szczerość musi przyjść w odpowiednim momencie i od odpowiednich osób.
Hermiona wróciła na trzecie piętro bardzo późno — nie spieszyła się, zahaczając o zakamarki korytarzy, których do tej pory nie miała okazji tak dokładnie eksplorować. Nie wiedziała czemu, ale zaczęła zastanawiać się nad absurdalnym pomysłem, co jeśli faktycznie poślubiłaby Severusa. Co, jeśli jakimś cudem plan nie poszedłby po ich myśli i doszłoby do czegoś, czego oboje nie chcieli. Właściwie…
Młoda kobieta zatrzymała się przy wysokim, zakurzonym parapecie we wschodnim skrzydle drugiego piętra i zerknęła na widoczny za oknem mały, boczny dziedziniec. Myślała o tym jeszcze zanim podjęła decyzję o współpracy z mężczyzną — ślub z nim, nawet udawany, mógł być dla niej niesamowitą okazją. Szansą. Już wtedy dostrzegła potencjał takiej możliwości i po dziś dzień stała za nim, choć teraz nie była pewna, czy przysięga byłaby całkowicie udawana.
Chociaż… Byłaby. Ona nie kochała jego, a on nie kochał jej. Wiedziała o tym, choć miała wrażenie, że było między nimi coś, co wplątało ich niezdarne uczucia w dziwny układ. Układ. Hermiona zacisnęła pięści, opierając czoło na zimnej szybie i odetchnęła głęboko. Dobrowolnie wdała się w romans z Severusem, wiedząc, że to skomplikuje sprawy związane z ich sojuszem — to była cena, jaką gotowa była ponieść i nie mogła winić za to nikogo, poza sobą.
Stanęła w końcu przed drzwiami gabinetu Snape’a, jednak nie nacisnęła klamki, patrząc się na nią dłuższą chwilę. Zapukała, odsuwając się na krok, a po kilku momentach usłyszała ciężkie odgłosy zza drzwi, które ciemnowłosy mężczyzna uchylił przed nią nieco zaskoczony, że to ją zobaczył po drugiej stronie. Wpuścił ją jednak do środka; początkowo bez słowa, choć nie byłby sobą, gdyby w końcu nie skomentował w końcu jej zachowania.
— Nie musisz pukać, mówiłem ci — mruknął, obserwując jak Hermiona wchodzi w głąb pomieszczenia i staje przy stoliku kawowym, zerkając na niego z rozbawieniem.
— A ja mówiłam tobie, przezorny zawsze ubezpieczony — przypomniała. Uniosła brew, lustrując Severusa nieco żywszym spojrzeniem i dodała: — Mogłeś być przecież zajęty.
Wysoki mężczyzna zbliżył się do niej, zostawiając na jej policzku przelotny pocałunek, którego Hermiona prawdę mówiąc zupełnie się nie spodziewała; poczuła, że rumieni się wściekle od nagłej czułości i przymknęła oczy, kiedy Snape odsuwał się od niej, kierując w stronę swojego biurka.
— Zajęty o tej porze jestem jedynie dla ciebie — powiedział nieco obojętnie.
I chyba ta obojętność, ta kompletnie pusta, pozbawiona emocji nuta w niskim głosie tak doprowadzała ją do szaleństwa. Rumieniec nasilił się, niemal trawiąc rozpalone policzki kobiety, która uśmiechnęła się szeroko i podeszła do drzwi sypialni, rozpinając po drodze kamizelkę.
— Co u Aurory? — zapytał nagle Severus, a Hermiona zwolniła, z dłońmi wciąż na metalowych zaczepach. Mężczyzna dostrzegł, że zamierzała się rozebrać i zlustrował ją ciekawskim spojrzeniem.
— Wygląda dobrze — odparła wesoło, kiwając głową. Kontynuowała rozpinanie kamizelki, kierując kroki ku sypialni ciemnowłosego czarodzieja, który nieco zawiedziony obserwował oddalającą się atrakcyjną sylwetkę. — Nie jest taka zmęczona, zdaje się, że nabrała sił — ciągnęła Hermiona, zupełnie bez emocji pozbywając się przy tym ubrania; rzuciła na łóżko Snape’a kamizelkę, a chwilę później dołączyła do niej kremowa, bufiasta koszula. — I w końcu umówiła się z Henrym — dodała nieco wymownie w pewnej chwili.
Zsunęła rozpiętą ukradkiem spódnicę z bioder, ją również odrzucając na mebel zasłany przyjemną, atłasową pościelą i dopiero wtedy zorientowała się, że Severus przygląda się jej z nieodgadnionym wyrazem na twarzy. Stał oparty o framugę drzwi, krzyżując ramiona na piersi w sposób, który Hermiona niesamowicie lubiła i bez słowa przyglądał się jej półnagiemu ciału, na którym została jedynie ciemna bielizna.
— Czas najwyższy — zakpił w końcu, poruszając brwiami.
— Wszystko co dobre, musi dojrzeć — mruknęła Hermiona, naśladując nieco ton głosu Snape’a. Wciąż stojąc przodem do łóżka przekrzywiła nieco głowę i uniosła brew, pytając: — A ty czegoś tutaj szukałeś?
Jej krnąbrny wzrok przyprawił Severusa o krzywy grymas. Bezczelna, pomyślał. Przecież to był jego gabinet, jego sypialnia — jego łazienka, z której młoda kobieta zamierzała właśnie skorzystać, jak zresztą często ostatnio miała w zwyczaju. Zachowując się przy tym, jakby był gościem w swoich własnych kwaterach.
O dziwo, nie miał z tym problemu. Wbrew temu, czego mógłby się spodziewać, naprawdę nie odczuwał dyskomfortu związanego z jej obecnością. Być może dlatego, że kończyła się ona wraz z nastaniem nocy, a Hermiona panoszyła się po jego gabinecie tak, jak robiła to do tej pory, nie zostając jednak nigdy na dłużej. A być może dlatego, że zwyczajnie wtopiła się w jego otoczenie, nie odstając od niego zbyt wyraźnie.
— Już znalazłem — mruknął Snape, lustrując młode ciało w nieco ostentacyjny sposób. Nie był pewien, czy istniało coś, co podobało mu się bardziej, niż odcień jej skóry na przyjemnie opływowej sylwetce. Coś w drobnej figurze nadawało jej szalenie pociągającego wydźwięku, sprawiając, że mężczyźnie ciężko było oderwać od niej wzrok i kiedy nie musiał, zdecydowanie nie chciał tego robić.
Hermiona aż zadrżała, kiedy dostrzegła jego minę. Podobało jej się, co z nim robiła, choć nigdy nie spodziewała się widzieć takiego wyrazu na jego obojętnej zwykle twarzy. Jakby badał, analizował każdy skrawek jej ciała, które powoli pokryła gęsia skórka, ilekroć ciemne tęczówki ześlizgiwały się po jej skórze.
— Lubisz patrzeć, jak się wstydzę? — zapytała z cichym śmiechem, opuszczając wzrok na palce, które mięły skrawek materiału spódnicy, który został w jej dłoni.
Snape uniósł brew, taksując ponownie jej figurę, tym razem jednak o wiele szybciej i z bardziej pobłażliwym wyrazem.
— Lubię patrzeć, po prostu — odparł beznamiętnie.
Nie poruszył się, obserwując uważnie, jak wzrok Hermiony unosi się, ale nie odnajduje jego spojrzenia. Na zaróżowionych ustach pojawił się zadziorny uśmiech, a dłoń kobiety niespodziewanie wypuściła granatowy materiał i uniosła się do szczupłego, bladego ramienia. Snape zmrużył oczy, kiedy szczupłe palce wślizgnęły się pod ramiączko biustonosza i zsunęły je po skórze, aż sprężysty materiał luźno zawisł wokół zgrabnego przedramienia. Lewa dłoń kobiety podążyła podobną ścieżką, a kiedy drugie ramiączko zawisło bezwładnie przy ciele Hermiony, Severus nieco się wyprostował.
Intrygowała go. W chwilach takich jak ta, zapominał o jej smutnych oczach, które czasem napotykał podczas rozmowy, kiedy kobieta na moment poświęcała myśli nawracającym wspomnieniom. Im bliżej procesu byli, tym jej niepokój rósł, a on doskonale o tym wiedział; coraz ciężej przychodziło jej ukrywanie tego przed nim, choć usilnie wciąż próbowała to robić.
Tak jak wciąż próbowała z nim flirtować. Nieustannie, ilekroć na niego patrzyła, widział w jej oczach, ile satysfakcji sprawiał jej fakt, że na nią patrzył i przez to miał wrażenie, że jej uśmiech stawał się jeszcze bardziej figlarny — dokładnie taki, jaki pojawił się na jej ustach, kiedy kobieta posłała mu zalotne spojrzenie przez ramię, sięgając dłońmi do zapięcia biustonosza. Severus uniósł chciwie kącik ust, poprawiając uścisk ramion, przez które przebiegł przyjemny dreszcz podniecenia.
Zmrużył oczy, kiedy zasuwka wydała z siebie cichy dźwięk, a ciało kobiety zwinnie obróciło się, zanim zdążył dostrzec zarys jej piersi. Uśmiechnął się pod nosem, widząc wzrok, jaki posłała mu Hermiona — pełen pożądania, uwielbienia. Pasji do brania i dawania. Kobieta odwróciła się na pięcie, śmiejąc cicho pod nosem i ruszyła sprężystym krokiem do łazienki, zamykając drzwi niewerbalnym zaklęciem, zanim odwróciła się przodem do Severusa.
Bawiła się z nim w kotka i myszkę, a on sam już nie wiedział, po której stronie wolał się znaleźć. Pogoń za nią była równie ekscytująca, jak pozwolenie jej na odkrywanie wszystkiego, co było dla niej nowe. Był wręcz dumny, że może w tym uczestniczyć — szalenie pociągał go jej głód wiedzy, włącznie z tym, który dotyczył ekspansji zainteresowań o męską anatomię.
Wrócił do salonu, pozwalając, aby młoda gryfonka w spokoju wzięła prysznic po długim dniu zajęć. Nie miała ich wiele, ale niesamowicie ciągnąca się przerwa pomiędzy popołudniowymi, a wieczornymi zajęciami, podczas których kobieta przyjęła dwójkę poprawiających test uczniów, zmęczyła ją i odebrała energię, jaką miała jeszcze do lunchu, kiedy widzieli się ostatnio z Severusem.
To, jak ją wtedy dotknął, sprawiło, że myśl o spotkaniu z nim prześladowała ją cały dzień. Sprawiło, że zrozumiała, jak zachłanna się stała. Siedzieli przy stole wspólnym w Wielkiej Sali, rozmawiając przyciszonymi głosami, kiedy niespodziewanie Hermiona poczuła dłoń Severusa układającą się na jej udzie, skrytym pod cienkim, drapowanym materiałem spódnicy. Zastygła, kiedy silne palce nieco się zacisnęły i popatrzyła na niego, żeby zrozumieć, co się stało, ale przepadła wtedy, rozpływając się pod krótkim, przelotnym spojrzeniem jego czujnych oczu, które ścięły ją wymownie i natychmiast skierowały się ponad jej ramieniem w stronę równoległej odnogi stołu nauczycielskiego.
Hermiona upewniła się wtedy, że związek Aurory i Henry’ego wcale nie jest taki niewinny, jak twierdziła ciemnoskóra nauczycielka ani nierealny, jak próbowała wmówić i samej sobie, i młodszej koleżance po fachu. Czarownica weszła do Wielkiej Sali bocznymi drzwiami nieco spóźniona i skierowała kroki prosto ku wolnemu miejscu obok wysokiego, siwiejącego czarodzieja. Gryfonka uśmiechnęła się, kiedy Aurora przysiadła się do Henry’ego, witając się z nim zdawkowo i posłała mu nikły uśmiech. Uparta jak wół, pomyślała pobłażliwie, zerkając kątem oka na Severusa.
Zanim obsydianowe tęczówki odnalazły jej wzrok, poczuła, że dłoń mężczyzny mocniej zaściska się na jej ciele, a sztywne, długie palce przesunęły się nieco w głąb jej uda, robiąc to ukradkiem, poza widokiem wszystkich dookoła. Wystarczająco wyczuwalnie jednak, aby Hermiona zapamiętała to uczucie, którego musiała spróbować ponownie; ten przemożny, przytłaczający ciężar w podbrzuszu, powodujący promieniujące drgawki wzdłuż bioder i elektryzujący impuls w kręgosłupie. Czuła, że nie odeprze od siebie myśli, aby znów go poczuć.
Wyszła spod gorącej wody, od razu owijając rozgrzane ciało jednym z ręczników Severusa, którego ten użyczał jej, kiedy zdarzało się, że brała u niego prysznic. Niespodziewanie drzwi pomieszczenia otworzyły się zamaszyście, a kobieta odwróciła się, nabierając powietrza do płuc raptownie i zaśmiała się, widząc stojącego w progu wysokiego czarodzieja.
— Merlinie, nie strasz mnie tak — poprosiła rozbawiona, a poważna mina Snape’a jedynie mocniej ją rozbawiła. Szatynka zlustrowała szybkim spojrzeniem rozłożone szeroko ramiona ciemnowłosego mężczyzny i dłonie, które opierały się na drewnianych framugach. Jej usta przybrały nieco lubieżny wyraz, kiedy dostrzegła pojedynczą, ciemną żyłę, biegnącą po odsłoniętym częściowo przedramieniu, po czym zerknęła ponownie na twarz Severusa, który unosił pytająco brew, jakby oczekiwał, że sama zacznie mówić. — Coś się stało?
Snape odepchnął się od drzwi i podszedł do Hermiony, zmuszając ją, aby zadarła na niego wzrok, co ta zrobiła absolutnie bezwarunkowo.
— Gdzie jest Moretti? — zapytał, a brwi młodej nauczycielki poruszyły się nieco odruchowo.
— W gablocie przy kominku — odparła nieco przesłodzonym tonem, co natychmiast spotkało się z krzywym grymasem na twarzy Severusa. Kobieta jednak zignorowała go, obchodząc postawną sylwetkę i kierując się do komody, gdzie odłożone leżały jej ciuchy.
— Gdyby tam był, raczej nie fatygowałbym się i przerywał cokolwiek tam robiłaś tyle czasu — prychnął nieco kpiąco Snape, krzyżując ramiona na piersi. Hermiona obrzuciła go przelotnym spojrzeniem, uśmiechając się na widok nonszalanckiej postawy ciała i sięgnęła po bieliznę. — Z tego co pamiętam, ty go ostatnia ruszałaś.
Owszem, Hermion czytała niedawno badania Armanda Morettiego, ale oboje doskonale wiedzieli, że nie była bałaganiarą. Nie miała w zwyczaju ani rzucać niedbale rzeczy — poza ubraniami, ale to zupełnie nie miało znaczenia — ani kłamać na temat swojego roztargnienia.
— A potem odłożyłam na miejsce, tam, skąd go wzięłam — odparła, przeciągając nieco ostatnie samogłoski. Odwróciła się wyzywająco w stronę wysokiego czarodzieja, który choć nie podszedł do niej, nagle wydał się znajdować o wiele bliżej, niż w rzeczywistości był.
— Cóż — mruknął Snape. — Tam go nie ma.
— W takim razie przypomnij sobie, gdzie go odłożyłeś — rzuciła Hermiona, rozdzielając biustonosz od czarnych majtek, ozdobionych cienką, subtelną koronką. — Ja go nie ruszałam.
Kątem oka dostrzegając ruch obok siebie. Podniosła spojrzenie na Severusa, który stanął obok niej, marszcząc mocno brwi i zacisnęła dłoń na nieco drapiącym materiale biustonosza.
— Nie rób ze mnie wariata — ostrzegł ją niskim, gardłowym głosem.
Gryfonka uniosła z rozbawieniem brew, czując jak adrenalina w jej żyłach nagle przyspiesza i zaczyna buzować. Wciąż owinięta jedynie ręcznikiem, uniosła ramię i pstryknęła palcami, a nieduża, choć pokaźna lektura wylądowała w jej dłoni. Nie odrywając wzroku od Snape’a, kobieta wyciągnęła w jego stronę poszukiwany przez niego tomik, jednak czarodziej nie poruszył się nawet o cal.
— Tu nie o książkę chodzi, Granger — powiedział oschle.
Zadrżała, słysząc swoje nazwisko wypowiedziane takim tonem. Przyłożyła grubą okładkę do klatki piersiowej Severusa, napierając na nią lekko i opuściła brodę, zadzierając spojrzenie w uwodzicielskim wyrazie, po czym mruknęła:
— Chodzi o dotykanie twoich rzeczy, tak? — Uniosła brew, taksując przelotnie tężejącą powoli twarz i dodała: — Oboje wiemy, że zawsze odkładam na miejsce to, co zabieram. Właśnie dlatego — kobieta musnęła spojrzeniem wąskie, blade wargi — mogę dotykać twoich rzeczy, kiedy tylko chcę.
Snape poczuł przypływ złości faktem, że Hermiona próbowała go onieśmielić i w dodatku miała przy tym rację. Zacieśnił dystans między nimi, dociskając nagie, owinięte ręcznikiem ciało do komody, która zaskrzypiała ostrzegawczo, kiedy nóżki przesunęły się po posadzce pod wpływem natarcia Severusa. Hermiona sapnęła z szerokim uśmiechem, czując, że dłonie mężczyzny zacisnęły się na jej talii.
— To, zdaje się — mruknął mężczyzna, zrywając popielaty ręcznik z tułowia drobnej szatynki — nie należy do ciebie. — Młoda kobieta westchnęła, kiedy nagle została pozbawiona okrycia, ale jej ciało odruchowo wyprostowało się, napinając i rozluźniając na zmianę pod ostrzałem ciemnych tęczówek, które chciwie ją lustrowały. — Skoro już w temacie własności jesteśmy.
— Proszę bardzo, zabierz go — zakpiła Hermiona, odchylając ramiona i oparła dłonie na blacie komody. Zachichotała pod nosem, widząc kwaśny grymas na ustach Snape’a i dodała: — I tak nie był mi potrzebny.
Miała absolutną rację — nie był. Ciemnowłosy mężczyzna sięgnął do jej młodego, jędrnego ciała i posiadł je; wyjątkowo mniej agresywnie, ale za to z udziałem emocji, które przytłoczyły Severusa swoją intensywnością. Pokora, której brakowało Hermionie, powoli została całkowicie wyparta przez żądzę, która była niczym studnia bez dna, a im bardziej młoda gryfonka się w niej zagłębiała, tym bardziej chciała wiedzieć, co jest na jej końcu. Ciekawość rosła, a chęć odkrycia wszystkich tajemnic i sekretów starszego od niej mężczyzny była zbyt uzależniająca. Zbyt intrygująca.
Snape zacisnął dłonie na tylnej krawędzi drewnianego mebla, z Hermiona jęknęła głośno, kiedy poczuła nagłe, silne rozrywanie. Mężczyzna nie przestał jednak, czerpiąc energię z pogłębiających się, zduszonych spazmatycznym oddechem westchnień, kiedy komoda skrzypiała, raz za razem przesuwana pod agresywnymi pchnięciami bioder Severusa. Komoda mu jednak nie wystarczała. Hermiona jęcząca na niej w jego ramionach mu nie wystarczała. Objął ciasno jej ciało, a z ust przyciśniętych wciąż do jego warg wyrwało się ciche westchnienie. Snape sprawnym ruchem przeniósł zaskoczoną kobietę na łóżko i rzucił ją w pościel, pochylając się nad śmiejącą do niego twarzą.
— Hej! — pisnęła Hermiona, wesoło obserwując zbliżającego się mężczyznę.
— Nie udawaj nagle, że ci to przeszkadza — warknął, przygważdżając jej wątłe ramiona do materaca. Poczuł jednak nagle, że jego przedramię zostaje odepchnięte, a uderzone w odpowiednim miejscu, zgina się, niemal natychmiast wytrącając całe jego ciało z równowagi. Hermiona przetoczyła się przez ciało Snape’a, z rozbawieniem siadając okrakiem na jego biodrach, a ten nieco zaskoczony popatrzył na górującą nad nim czarownicę, nie myśląc nawet o próbie wyswobodzenia się z “niekomfortowej”, przegranej sytuacji.
— Nie powiedziałam, że mi to przeszkadza — mruknęła Hermiona, zbliżając twarz bliżej poczerwieniałej twarzy Severusa i oparła przedramiona na jego klatce piersiowej, zawisając nad nim w komicznie władczej pozycji. — Przeszkadza mi za to, że podważasz moje zdanie.
— Jesteś jedyną osobą, która ma dostęp do biblioteki poza mną, a ja — ciemne oczy zlustrowały przyglądającą mu się z rozbawieniem kobietę, której twarz częściowo zakryły opadające przez ramię kasztanowe loki — wiem, gdzie trzymam swoje rzeczy.
— Ludzie czasem zapominają, Severusie — zaśmiała się Hermiona, prostując i siadając na łóżku obok niego. — A ty jesteś tylko człowiekiem.
Nie podniósł się. Zabrała ciężar z jego klatki, ale to wtedy, kiedy go czuł, łatwiej było mu oddychać. Orzechowe tęczówki zwróciły się na niego, a twarz kobiety przekrzywiła lekko, kiedy sięgnęła dłonią do twarzy ciemnowłosego czarodzieja i odgarnęła z jego czoła zagubiony kosmyk.
— Tylko? — wycedził Snape, przyprawiając swoją kochankę o cichy śmiech.
— Aż — mruknęła.
Podkurczyła nogi, jednak zanim zdążyła objąć je ramionami, Severus sprawnie podniósł się na kolana i pochylił nad nią, a ona niemal instynktownie odsunęła się, opadając łokciami na poduszki. Znów klęczał nad nią, znów to on miał władzę; a jednak to ona zdawała się wyznaczać tempo pocałunków i zbliżeń, które zamiast brutalności, wypełniło czyste, niepohamowane pożądanie.
I widział, że tego wieczora Hermiona pierwszy raz się zawahała.
Leżała naga na łóżku obok niego, ledwo przykryta cienką pościelą, a jej ciężka głowa spoczywała na poduszce, kierując się w stronę Severusa, który wpatrywał się w sufit bez słowa.
— Severusie? — Jej głos go zaniepokoił, aż zmarszczył brwi i przekrzywił nieco głowę, zerkając na kobietę, której spojrzenie odnalazło jego wzrok. — Dużo masz pracy?
Wiedział, o co pyta. Chciała użyć go do rozproszenia uwagi, wykorzystując jego towarzystwo jako pretekst, aby nie zostać sama ze swoimi myślami. Przeciągała wyjście pierwszy raz, odkąd dowiedzieli się o rozprawie; być może to nieubłaganie mijające dni tak na nią wpłynęły, a być może zwyczajnie czuła się samotna. Snape nie był do końca pewien. Nie chciał pytać, chciał jej jedynie pomóc. Miał pracę, owszem — miał jej nawet całkiem sporo. Nie zamierzał jednak mówić prawdy, jakby był jakimś amatorem.
— Jak zawsze — odparł wymijająco, odwracając beznamiętne spojrzenie z powrotem na sufit. — Nigdzie mi się nie spieszy.
Hermiona uśmiechnęła się pod nosem, kiedy mimo obojętnej miny, ramię mężczyzny uniosło się wymownie, pozwalając, aby skorzystała z jego ciepła. Kobieta oparła brodę o sztywny tors, przyglądając się ostremu, mocno zarysowanemu profilowi, haczykowatemu nosowi i wąskim, płaskim ustom. Uwielbiała ich gorzki smak, zaskakująco miękką fakturę i sposób, w jak ich kąciki unosiły się, obnażając zęby, kiedy mężczyzna brutalnie dociskał ją swoim ciężarem do materaca łóżka albo do innego, nieprzystosowanego do takich aktywności mebla.
Nie chciała spędzać u niego nocy, ale nie mogła jeszcze wyjść. Nie mogła zostać sama, jeszcze nie. Zbyt źle ostatnio czuła się, przebywając w pustym, cichym gabinecie na pierwszym piętrze, którego swoją obecnością nie zaszczycał nawet Albert. Zbyt szybko odhaczała kolejne dni w kalendarzu, mając wrażenie, że czas przyspieszył, jakby na złość właśnie teraz nie mógł stanąć w miejscu.
Postanowiła jednak, że chce z kimś porozmawiać. Nie czuła się komfortowo zrzucając ciężar swoich rozterek na Severusa, spodziewając się, że nie doceniłby szczerości, która wymagałaby od niego wsparcia. Mógł wysłuchać, owszem; ale ona potrzebowała czegoś więcej. I wiedziała, że on nie mógł jej tego dać. Zanim tydzień poprzedzający zeznania w sprawie Draco dobiegł końca, Hermiona napisała krótki list do Ginewry z prośbą o spotkanie, które liczyła, że młoda czarownica szybko potwierdzi. Inaczej Hermiona bała się, że nie starczy jej na długo energii, aby udawać, że wszystko jest w porządku.
Wracała akurat z sowiarni, opatulona szczelnie płaszczem, szybkim krokiem pokonując kolejne stopnie na trzecie piętro. Wiedziała, że Severus powinien już skończyć zajęcia, więc liczyła, że wyciągnie go na spacer, może na taras przy klasie Pomony albo na dziedziniec. Wieczory powoli robiły się cieplejsze, a kwiecień przyniósł zdecydowanie lepszą pogodę, niż poprzedzający go, ponury i mroźny marzec. Choć wciąż dało się wyczuć przeszywający chłód w podmuchach porywistego, górskiego wiatru, był on o wiele mniej dokuczliwy, o wiele bardziej do zniesienia.
Hermiona weszła bez pukania do gabinetu, jako, że Severus nigdy o tej porze nie przyjmował konsultacji, jednak ku swojemu zaskoczeniu zastała puste pomieszczenie. Zamknęła za sobą drzwi, zostawiając płaszcz na metalowym wieszaku i skierowała kroki w głąb salonu. Jej wzrok ciekawsko zlustrował uchylone drzwi do sypialni, za którymi jednak nie dostrzegła znajomej, szczupłej sylwetki. Rozebrała kamizelkę, odkładając ją na oparcie kanapy i pozwoliła nalać sobie szklankę alkoholu z gabloty Severusa. Wiedziała, że nie miałby nic przeciwko — często sam proponował jej, aby częstowała się jego zasobami, jeśli ma taką ochotę, o ile sam nie polewał jej czegoś mocniejszego. Nie zdarzało się to regularnie ani często, ale raz na jakiś czas każde z nich potrzebowało zatopić myśli w nalewce Rosmerty, której zalety Hermiona powoli zaczynała dostrzegać.
Z upitą szklanką w dłoni młoda kobieta przeszła do sypialni, powoli rozpinając guziki jasno-kremowej koszuli. Usłyszała szmer dochodzący z łazienki i uśmiechnęła się pod nosem, upijając łyk z naczynia. Liczyła, że nadarzy się okazja do odpłacenia się Severusowi za jego ostatnie złośliwości. Szybko przechyliła szklankę, pociągając haust gorzkiego napoju i odstawiła resztkę alkoholu na stolik nocny w rogu pomieszczenia. Podeszła do drzwi łazienki, zamierzając zapukać, jednak niespodziewanie usłyszała syk i ciężkie, głuche uderzenie.
Bez namysłu otworzyła drzwi, stając w progu i odnalazła spojrzeniem stojącego przy umywalce Snape’a. Jego nagie ramiona napinały się mocno, a dłonie zaciskały na porcelanie, mając ochotę ją zmiażdżyć; z kolei jego twarz skryta była pod zasłoną ciemnych, posklejanych od wody włosów, która nie pozwalała Hermionie dostrzec jego miny. Młoda kobieta podeszła bliżej, mocno marszcząc brwi, kiedy nagle usłyszała niski, gardłowy głos Severusa:
— Wyjdź, proszę.
Nie słyszała nigdy takiego tonu z jego ust; poczuła, że jej pierś się ściska, a serce pęka, kiedy przemożny ból i cierpienie odbiło się w zwykle kojącym nerwy, aksamitnym barytonie. Tak bardzo chciałaby móc spełnić jego prośbę — tak bardzo chciałaby, aby nie wymagał od niej czegoś, czego nie mogła mu dać. Stanęła obok niego, mrugając szybko, kiedy odsunął się od niej na kilka cali. Dostrzegła, że jego dłonie jeszcze mocniej zacisnęły się na krawędzi ceramicznej umywalki, a na ich wierzchach pojawiły się ciemne, wyraźne żyły.
— Pozwól sobie pomóc — poprosiła miękkim głosem, nie chcąc, aby zabrzmiało to jak litość. Wiedziała, jaki on jest; jak głupi potrafił być. Jak uparty w swoich przekonaniach i zatwardziały czasem bywał. Mimo to chciała mu pomóc i nie zamierzała przestawać, tylko dlatego, że nie chciał z nią współpracować.
Severus poczuł ciepłą dłoń kobiety na ramieniu, a jego mięśnie spięły się w odruchowej, niemal natychmiastowej odpowiedzi. Czuł, że tępe rwanie w ramieniu rozniesie dodatkowo jego czaszkę, przy okazji wykańczając każdy nerw, każdy mięsień w jego ciele. Miał wrażenie, że im mocniej próbował zaradzić skurczom, tym one stawały się silniejsze, co tylko potęgowało chęć pozbycia się ich i napięcie całego ciała.
Jego ręka za szybko wystrzeliła w powietrze, a Hermiona, nie spodziewając się agresywnej reakcji z jego strony, zareagowała zbyt odruchowo; Severus odepchnął się od umywalki, ramieniem odtrącając dłoń kobiety, która odepchnięta zrobiła kilka kroków do tyłu i sapnęła zaskoczona. Snape usłyszał jej westchnienie i odwrócił się, dostrzegając, że brwi szatynki mocno marszczą się nad przestraszonym nieco spojrzeniem i mimowolnie sam zmarszczył brwi, przyglądając się jej drobnej sylwetce.
Cholera jasna.
Niespodziewanie Hermiona ruszyła w jego kierunku, nie spuszczając oczu z posągowej twarzy. Zatrzymała się przed nim, zerkając niepewnie na ranę, która choć wyglądała normalnie, musiała sprawiać mu niewyobrażalny ból. Młoda kobieta zadarła spojrzenie, odnajdując ciemne oczy i powiedziała cicho:
— Nie zapominaj kto z nas jest bardziej uparty.
Uniosła ramię, przykładając szczupłe palce do chropowatej skóry, a elektryzujące impulsy, jakie przeszyły ramię Severusa, wycisnęły na jego ustach krzywy grymas. Hermiona przyłożyła wnętrze dłoni do całej powierzchni ciemnej, poszarpanej rany, a fala ciepła zalała ramię mężczyzny, promieniując aż do tułowia. Choćby próbował, nie był w stanie ukryć wyrazu ulgi na twarzy, a ściągnięte brwi poruszyły się na znak odprężenia.
Młoda kobieta uniosła niespodziewanie drugie ramię, układając lewą dłoń na klatce piersiowej Snape’a obok otaczającej czule ranę prawej dłoni. Ciemnowłosy czarodziej zmarszczył pytająco brwi, nieco instynktownie obejmując szczupłą talię szatynki, a drobne ciało przywarło do niego, emitując energię, jakiej nigdy nie czuł — kojącą każdy, najbardziej nieprzyjemny ból, niczym fala na oceanie zalewająca tlący się pożar. Popatrzył w oczy, które pociemniały od wysiłku, ale z zapałem wpatrywały się w jego twarz, która powoli tężała od tłumionego zaklęciami bólu.
Severus przycisnął spocone czoło do gorącego czoła Hermiony i wsunął jedną z dłoni w jej włosy, trzymając blisko siebie ciało, które było pełne zaskakujących pokładów łagodzącego ból ciepła. Kobieta westchnęła, kiedy poczuła sztywne palce, mnące materiał koszuli na jej plecach i pogłębiła zaklęcie, nasłuchując uspokajającego się oddechu Severusa.
Wiedziała, że zrobiła dobrze. Wiedziała, że on nigdy jej tego nie przyzna, ale potrzebował tego — potrzebował jej. A ona doskonale umiała wyczytać to z jego twarzy. Przymknęła oczy, czując powiewy ciężkiego powietrza omiatające jej usta i nie oderwawszy czoła od czoła Severusa, przesunęła lewą dłoń bliżej długiej szyi mężczyzny. Trwali chwilę w bezruchu, słuchając swoich własnych oddechów, które odnalazły na moment wspólny rytm, jednak niespodziewanie lewe ramię Snape’a zadrżało, a jego dłoń zacisnęła się mocno na talii Hermiony, która aż syknęła i zmarszczyła brwi, czując nieprzyjemnie silny ucisk na skórze.
— Wracaj do siebie — mruknął cicho Severus, odrywając się od kobiety i ułożył dłonie ponownie na umywalce, opierając na niej cały ciężar tułowia. Nie mogła mu tym razem pomóc. Jej dłonie dały mu ukojenie na moment; za krótki, aby mógł się nim nacieszyć i wystarczająco długi, aby dał mu złudną nadzieję. Nadzieję, że zamiast nasilać się, ból będzie słabnąć, odchodzić w zapomnienie.
Hermiona zmarszczyła mocniej brwi, obserwując poruszającą się nerwowo dłoń mężczyzny i długie palce, które aż nienaturalnie mocno prostowały się i ściskały na zmianę pod wpływem spazmatycznych skurczów. Niespodziewanie odwróciła się na pięcie, wypadając z łazienki sprężystym krokiem i podeszła do gabloty chronionej zaklęciami Snape’a.
Chwilę miotała dłońmi, podnosząc kolejne fiolki w poszukiwaniu czegoś, co miało dać efekt, jakiego chciała. Nie miała absolutnie nic do stracenia, równie dobrze mogła przetestować swoją teorię. Złapała nieduże, bulwiaste naczynko, kątem oka dostrzegając, że Severus pojawił się koło niej.
— Nie słyszałaś, co powiedziałem? — zapytał.
— Słyszałam — odparła szybko Hermiona, nie odrywając wzroku od kolejnych przeglądanych ostrożnie etykiet. — I byłabym wdzięczna gdybyś tego więcej nie robił, próbuję się skupić — mruknęła ciszej. Ciemne brwi Snape’a ściągnęły się ku sobie w pytającym, zniekształconym bólem wyrazie, a kobieta, choć nie patrzyła na niego, dodała: — Mówił.
Chyba postradała rozum, jeśli myślała, że jej posłucha — nawet w takiej sytuacji.
— Jeśli szukasz eliksiru od Whitlocka, to tracisz czas. Nie pomógł — powiedział gorzko Snape, krzyżując ramiona na piersi, co jednak nasiliło skurcz w chorym ramieniu, które niemal natychmiast rozprostował z grymasem na ustach.
Hermiona zerknęła na niego przelotnie i otaksowała wzrokiem jego twarz.
— Wiem, że trzymasz go w łazience — stwierdziła, odwracając się do regału i stanęła na palcach, przypatrując się etykietom na wysokiej półce wewnątrz gabloty.
Snape nie skomentował jej zachowania, czując, że mogłoby to jedynie pogorszyć jego stan. Musiał pogodzić się z faktem, że cokolwiek zamierzyła sobie Granger, miało stać się rzeczywistością, a on mógł jedynie na to patrzeć. Ku swojemu zaskoczeniu nie szukając dłużej sposobu, aby próbować pozbyć się jej ze swoich kwater.
Wrócił do łazienki, przemywając twarz zimną wodą i ubrał koszulę na ramiona, a Hermiona stanęła obok niego po chwili z wyciągniętym kieliszkiem w dłoni, czekając, aż odłoży niewielki ręcznik na szafkę.
— Nie masz wiele do stracenia — powiedziała, kiedy dostrzegła podejrzliwy wzrok Severusa.
— Poza życiem, owszem — prychnął ciężko mężczyzna.
Na ustach młodej gryfonki zamajaczył nikły uśmiech, kiedy Snape przytknął naczynie do ust. Wiedział, że akurat Hermionie Granger jest skłonny zaufać. Komu, jak komu — ale jej nie mógł zarzucić braku wiedzy czy profesjonalizmu. W kwestii czysto zawodowej, był pewien, że może powierzyć jej swoje zdrowie bezwarunkowo.
Oddał kobiecie naczynie, czując niespodziewanie gorzki, przeraźliwie drapiący w gardło smak, który szybko nabrał pikantnego wyrazu i zaczął palić przełyk. Mężczyzna skrzywił się, kiedy mrowienie w piersi nasiliło się, powoli uciskając drogi oddechowe, a przyglądająca mu się Hermiona zmarszczyła zaniepokojona brwi.
Severus zrobił krok w tył, układając dłoń na krawędzi umywalki w poszukiwaniu oparcia, a młoda kobieta odruchowo sięgnęła do jego ciała, podtrzymując tors drobnymi dłońmi, które ostrożnie ułożyły się na ciemnej koszuli. Hermiona obserwowała bezradnie, jak fala przeraźliwego bólu przetacza się przez napięte ramiona i zaciśnięte na porcelanie dłonie, a twarz Snape’a zniekształca w rozrywającym serce grymasie. Sięgnęła do jego policzka, kciukiem zataczając koło na chłodnej skórze, nagle dostrzegając, że ciemne oczy odnajdują jej sylwetkę.
Cisza.
Nagła cisza wypełniła pomieszczenie, kiedy niespodziewanie ból ustał, a Severus zastygł w bezruchu. Pulsowanie krwi w uszach skończyło się tak nagle, że zdezorientowany mężczyzna nie potrafił poruszyć ani jednym mięśniem, mając przy tym wrażenie że brak dźwięku rozerwie mu bębenki. Stał, czując na sobie przestraszone dłonie szatynki, która w wyczekiwaniu wpatrywała się w jego twarz, oddychając równie głęboko, co on.
Hermiona odsunęła dłoń, zaciskając ją na kieliszku trzymanym w drugiej ręce i zerknęła na Severusa, który wyprostował się ze skonsternowaną miną i przez chwilę po prostu patrzył na nią bez słowa.
— Miałam rację — powiedziała nagle, robiąc krok w tył. Oparła się biodrami o blat koło umywalki, a jej ciałem wstrząsnęło radosne westchnienie. Snape spojrzał na nią trzeźwiej, marszcząc mocno brwi. — Cokolwiek ci jest, nie ma nic wspólnego z klątwą.
Nie zrozumiał początkowo, co miała na myśli. Był zbyt otępiały bólem, który wciąż tkwił w jego pamięci, aby połączyć kropki i dostrzec sens w słowach Hermiony.
— To tylko piołun i rumianek — powiedziała, unosząc kieliszek. — Twój stan nie ma nic do czynienia z magią, Severusie. — Kobieta zamilkła na moment, wpatrując się w martwy punkt gdzieś na ramieniu wysokiego czarodzieja, który obrócił się w jej stronę, zerkając na nią pytająco. — Nie może mieć, skoro reagujesz na mugolskie zioła, a nie na eliksir czy moje zaklęcia.
Wyrzuciła z siebie słowa na wydechu, nabierając głęboko powietrza i na chwilę znów ucichła, z nadzieją podnosząc spojrzenie na Severusa. Konkluzje, jakie wydedukowała z prostego faktu, co pomogło mu ulżyć w cierpieniu, potwierdziły jedynie to, co Snape sam podejrzewał po usłyszeniu przypuszczeń Whitlocka. To geny jego ojca odpowiadały za cały ból, jakiego doświadczał. Udrękę, przez jaką musiał przechodzić każdego dnia. Wiedział to, a jednak miał wrażenie, że po dziś dzień wypierał z siebie tę wiedzę. Jakby mógł w ten sposób jej zaprzeczyć.
Hermiona jednak przy nim została. Tkwiła u jego boku, niestrudzenie walcząc z jego zaciętością i bezwarunkową ochotą odrzucenia jej pomocy, chcąc dociec co mu dolega za wszelką cenę. Została tego wieczora dłużej niż zwykle, choć Severus nie poprosił jej o to, a ona nie pytała, czy tego chce. Nie miał nic przeciwko, będąc pod koniec wieczoru wdzięcznym za jej wrodzony upór, a ona doskonale widziała w jego oczach, że jej obecność pomogła mu wrócić do rytmu. Uspokoić oddech. Wyciszyć głowę. Złagodzić nerwy.