Sojusz, Granger? – Rozdział 69

Zaprzeczanie temu, że Snape wiedział o jej rozmowie z Harrym nie miało najmniejszego sensu. Mężczyzna zresztą nie wyglądał, jakby oczekiwał od niej potwierdzenia — patrzył na nią beznamiętnie, chcąc odpowiedzi na proste pytanie. Wyraz czystego szoku na twarzy Hermiony powoli zbladł, ustępując miejsca zrezygnowaniu. Przyznaniu. Wina odcisnęła się w jej złamanym spojrzeniu i na ustach, które rozciągnęły się w bezradnym wyrazie.

— Niemal od początku — odparła cicho.

Nie spuściła wzroku z ciemnych oczu nawet na ułamek sekundy — licząc, że co? Co chcesz tam dostrzec? Nie widziała nic. Severus zamknął się przed nią całkowicie, mierząc ją nieprzyjemnie lodowatym spojrzeniem, choć dostrzegła, że zacisnął mocniej dłonie skryte w kieszeniach spodni. Nie było odwrotu. Musiała przyznać się do wszystkiego. Czuła, jak fala emocji przetacza się przez jej słabe ciało, niemal pozbawiając ją równowagi.

— Sam się nie domyślił — mruknął nagle Snape. Hermiona zmarszczyła brwi, przyglądając się, jak jego spojrzenie tężeje. — Zrobiłaś coś, przez co nabrał podejrzeń? — zapytał, niespodziewanie unosząc brew. Zanim kobieta zdążyła zareagować, mężczyzna ponownie spytał: — Palnęłaś coś głupiego? — Pokręciła głową niemal odruchowo. — Zdradziłaś się w jakikolwiek sposób? — Czuła, że każde potrząśnięcie głową było coraz bardziej ociężałe. Naznaczone winą, która manifestowała się w całej jej postawie. — Był w takim razie choć jeden powód — zapytał Snape, robiąc krok w jej stronę — żebyś raz w życiu nie mogła trzymać buzi na kłódkę?

Jeden z gorszych koszmarów, jakie ją ostatnio nawiedzały, właśnie się spełniał. Dowiedział się. Nie chciała pytać, co dokładnie słyszał, bo stojąc przed chłodnym obliczem jedyne, o czym myślała, to w jaki sposób odzyskać jego zaufanie. Co powiedzieć, żeby zrozumiał. Zrozumiał, nie wybaczył. Tyle czasu zastanawiała się, co zrobi, kiedy w końcu prawda wyjdzie na jaw — tyle scenariuszy przewinęło się przez jej myśli. A teraz stała bezsilnie patrząc, jak na obojętną twarz powoli wypływają emocje. Zawód.

I nie wiedziała, co robić.

— Oboje wiemy, że żadne moje tłumaczenie nic tu nie da — powiedziała w końcu, siląc się na pewny siebie ton. Uniosła podbródek, licząc, że doda jej to odwagi. Nie dodało.

— Złamałaś jedyny warunek, jaki ci postawiłem — warknął Snape, ponownie robiąc krok w stronę Hermiony. Kobieta wyprostowała się, zadzierając dzielnie wzrok i zmarszczyła brwi, słysząc jego słowa. — Spróbuj.

Jak? Merlinie, tak bardzo nie chciała być teraz w swojej własnej skórze. Chciałaby móc się do tego przygotować, znać pytania, na które mogła mieć czas odpowiedzieć z sensem… Obawiała się, że nie będzie umiała. Obawiała się, że podświadomie nie chciała musieć się do tego przygotowywać. Podświadomie liczyła, że to się nigdy nie wyda. Naiwna idiotka.

— Twój warunek był okrutny, Severusie — odparła po chwili. Spostrzegła, że mężczyzna zmarszczył brwi i wiedziała, że nie ma drogi powrotnej ze ścieżki, na której się znalazła. — Zrozum… — mruknęła, czując, że jej gardło momentalnie się ściska. — Myślałam, że nie mam wyboru. Jasno dałeś mi do zrozumienia, że nie interesują cię żadne emocjonalne rozterki, a ja…

Niespodziewany ruch pozbawił jej języka w gębie. Severus stanął przed nią, górując nad drobną kobietą zarówno wzrostem, jak i postawą. Miażdżył ją. Kącik jego ust drgnął w sposób, który sugerował czającą się wściekłość, ale i rozgoryczenie. To samo, które Hermiona zobaczyła w jego oczach, które nagle znalazły się za blisko.

— Nawet nie próbuj obrócić tej sytuacji przeciwko mnie — ostrzegł tak cichym głosem, że kobieta aż zadrżała. Poczuła jednak, że jego słowa obudziły w niej coś, o istnieniu czego zupełnie zapomniała.

— Nie próbuję — powiedziała twardo. — Nie szukam też wymówek. — Odsunęła się nieco, zerkając na twarz Severusa, który ściął jej sylwetkę przelotnym spojrzeniem. — Ja zwyczajnie nie potrafiłam się w tym odnaleźć. Na początku… Tego było po prostu za dużo. — Poczuła, jakby wraz ze słowami jej organizm opuszczał i strach. Skoro wszystko się wydało… równie dobrze mogła powiedzieć całą prawdę. Również tą, którą zamierzała zostawić dla siebie. — Tych emocji, tego, co się działo… Tego wszystkiego było za dużo. A ja byłam tu całkiem sama.

Ciemne oczy nagle zmieniły swój wyraz, a zawód jej słowami przyprawił Snape’a o krzywy grymas. Sama. Sam zrobił wszystko, aby się tak czuła. Zobaczył, jak przepraszające spojrzenie Hermiony uciekło na moment w kierunku splecionych na brzuchu szczupłych dłoni i zmarszczył brwi. Ile razy odpychał ją, warcząc inwektywy w jej stronę? Ile razy wyganiał, czasem nieskutecznie, grożąc i uwłaczając jej inteligencji? Jak zwykle. Sam był sobie winien tego, że karma gryzła go w tyłek.

— Nie zamierzam przepraszać za to, że nie jestem taka jak ty — powiedziała Hermiona, kiedy cisza na moment przytłoczyła ich swoim ciężarem. Snape posłał jej pytające spojrzenie, a kobieta dodała łagodnie: — Nie umiem tego wyłączyć. Potrzebowałam kogoś… kto mi powie, co mam robić. Kogoś, kto mnie chociaż wysłucha. — Pokręciła głową, krzywiąc się pod nosem. — Ty zawsze podkreślałeś, jak bardzo nie chcesz tego robić.

Podkreślał. Wielokrotnie i dobitnie, aż w końcu zrozumiała, co przecież chciał, żeby zrobiła. Otaksował wzrokiem spiętą od emocji twarz, a orzechowe tęczówki zlustrowały go tym samym, przejętym spojrzeniem — z tą różnicą, że w jego oczach nie dało się niczego dostrzec.

— Zapewniałem cię też, że możemy dogadać się jak dorośli ludzie — rzucił.

Hermiona niespodziewanie parsknęła pod nosem i spojrzała na niego w tak zbolały, zmęczony sposób, że Snape aż się spiął.

— Próbowałam — mruknęła. — Dość dobitnie wyraziłeś swoją dezaprobatę dla tego pomysłu. — Dlaczego, do cholery, zawsze musiała mieć rację? Severus nie znał odpowiedzi na to pytanie, ale ten fakt powoli doprowadzał go to do białej gorączki. — Poza tym… jesteśmy hipokrytami, pamiętasz? — Hermiona zamrugała szybko, czując, że jej usta drżą od powstrzymywanych uczuć. — Ty nie ufałeś mi na tyle, żeby pozwolić komuś o tym powiedzieć, a ja nie ufałam, że naprawdę obchodzi cię, co czuję.

— Na zaufanie trzeba sobie zasłużyć — powiedział Snape, zanim zdążył się powstrzymać.

Nie powinien był tego mówić.

— A w twojej ocenie przez ostatnie pół roku nie zrobiłam nic, żeby to zrobić? — Hermiona skrzywiła się, niespodziewanie pokazując na twarzy nową gamę emocji. Skrzywdzonych, niewinnych, czystych. Tak delikatnych, że wszystko mogło je zniszczyć. — Nie wiń mnie za to, że uwierzyłam w wersję ciebie, którą latami przed nami grałeś — powiedziała nagle, marszcząc ostro brwi. — Nie mieliśmy łatwego startu, sam dobrze o tym wiesz. Dołożyłeś wszelkich starań, żeby tak było.

Dołożył. Odkąd Hermiona Granger pojawiła się w Hogwarcie dbał, aby miała o nim jak najgorsze zdanie i robił wszystko co w jego mocy, aby ją do siebie zniechęcić. Aby myślała, że jest człowiekiem bez serca, skrupułów, moralności i uczuć. Sam prawie już w to uwierzył, a teraz miał mieć pretensje, że naiwna, młoda kobieta zrobiła to samo. Okrutny.

— Wiem, że to niczego nie usprawiedliwia — dodała Hermiona, a jej głos nieco stracił na sile. — Zdaję sobie z tego sprawę. — Jej oczy skierowały się na Snape’a i powoli zlustrowały jego twarz, badając uważnie oschłe oblicze w poszukiwaniu zrozumienia. — Ale prawda jest taka, że bez ich pomocy nie poszłoby nam tak łatwo i doskonale o tym wiesz.

Ich pomocy? Severus zmarszczył powoli brwi, a młoda gryfonka niemal natychmiast zrozumiała, jaką palnęła gafę. Wykopała dół, w który sama wpadła. Kretynka!

— Kto jeszcze wie? — zapytał mężczyzna, cedząc przez zęby słowa przesiąknięte złością. Nie spodziewał się, że odpowie mu cisza. Spojrzał na Hermionę, która jedynie uchyliła usta, ale nie zdobyła się nawet na jedno słowo. To jedno słowo, które chciał od niej usłyszeć. — Kto? — zapytał głośniej, przyprawiając kobietę o dreszcz.

— Aurora — wyszeptała.

Oczywiście, pomyślał gorzko. Zawiesił spojrzenie na oczach gryfonki, szukając w nich kłamstwa, półprawdy. Nie dostrzegł tam jednak nic poza przejmującą winą.

— Jesteś… — zaczął powoli, ale niespodziewanie młoda kobieta zrobiła krok w jego stronę i przerwała mu, zanim zdążył dokończyć.

— Może, ale wiem co robię. — Nie wiedział co więcej mógł zrobić, poza wpatrywaniem się w jej przejętą emocjami twarz; obserwował, jak pokora powoli rozmywa zbolały wyraz na ustach, a jej spojrzenie trzeźwieje, lustrując go coraz bardziej zacięcie. — Zadbałam o wszystko, nikt nic nie podejrzewa. Minerwa jest przekonana, że jesteśmy szaleńczo w sobie zakochani, a przecież to chciałeś osiągnąć, prawda? Wszyscy wierzą w nasz związek, Severusie, a czy nie dokładnie to chciałeś osiągnąć? — Hermiona czuła, że nie kontroluje już tego, co mówi. I tak nie miało mieć to wiele sensu. — Tak, wiem. Postąpiłam źle. Powinnam była ci powiedzieć. — Snape dostrzegł, że jej spojrzenie złagodniało i zmarszczył brwi, obserwując w ciszy, jak kobieta kręci głową. — Wierz mi… chciałam to zrobić wiele razy. Ale nie potrafiłam. Tchórzyłam, a potem… Potem po prostu nie umiałam przyznać się do błędu. — Zaskakująco spokojne oczy ześlizgnęły się ukradkiem na wąskie, zaciśnięte usta. — Nie chciałam, żebyś myślał, że ci nie ufam, bo tak nie jest. Ufam — dodała szybko. — I żałuję, że nie potrafiłam zrobić tego od początku.

Wiedział, że mówiła prawdę. Wiedział, że nie kłamała. Nie umiała ukryć szczerego, nieskrępowanego spojrzenia, które posyłała w jego stronę szukając zapewnienia, że Severus ją rozumie. Że wie, dlaczego trzymała to wszystko w tajemnicy, dlaczego nie potrafiła mu powiedzieć. Jego zrozumienie było dla Hermiony równoznaczne z wybaczeniem, którego oczekiwałby każdy inny człowiek.

— Bez pomocy Aurory nie udałoby nam się zajść nawet w połowie tak daleko, jak zaszliśmy — powiedziała nieco poważniej. — Wiele mi pomogła przy organizacji wszystkiego wewnątrz szkoły, a gdyby nie Harry…

Zamilkła, nie wiedząc, czy chciała mówić mu, że bez pomocy Pottera ta decyzja byłaby dla niej o wiele trudniejsza. W ostatniej chwili zdała sobie sprawę, że Severus mógłby opacznie zrozumieć jej słowa.

— Decyzja o wyjawieniu im prawdy nie należała do ciebie — stwierdził nagle mężczyzna.

— Ale to ja ją podjęłam. — Hermiona spojrzała na niego walecznie, choć jej drżące brwi zdradzały, ile energii ją to kosztowało. — Tak jak wiele innych, których nie żałuję.

Jej słowa znaczyły więcej, niż początkowo obojgu się wydawało. Zawisły nad ich głowami, powoli zmuszając, aby zbliżyli się do siebie, przyciągani ich siłą. Ich znaczeniem. Severus czuł, że ostatnie płomienie niedoszłej złości przygasły, pozostawiając w głowie jedynie wątpliwości. Posłał kobiecie pytające spojrzenie, czując, że na jego usta ciśnie się pytanie:

— Jesteś pewna, że wiesz co robisz?

Kolejne niepozorne słowa, które sprawiły, że atmosfera w gabinecie zgęstniała i stała się niemal duszna.

— Możesz mi zaufać — odparła Hermiona, wymownie poruszając brwiami.

Severus poczuł, jak coś potwornie suchego staje mu w gardle — oto ktoś ponownie prosił o jego zaufanie.

— Żałuję, że ty nie potrafiłaś zaufać mi — powiedział dość niespodziewanie. Ciemne brwi zmarszczyły się, kiedy gryfonka posłała mężczyźnie zaskoczone spojrzenie i zmierzyła go powoli wzrokiem. — Żałuję, że mi nie powiedziałaś.

To jest nas dwoje, pomyślała gorzko Hermiona. Miała jednak wrażenie, że słowa Severusa ją uspokoiły — po jego wzroku widziała, że zrozumiał, co do niego powiedziała. Dostrzegł sens w bełkocie, który mu sprezentowała.

— Musiałam najpierw nauczyć się, że zaczęło obchodzić cię, co czuję — mruknęła.

— Fakt, że ja nie jestem skory do takich rozmów nie znaczy, że ty też masz taka być — stwierdził Severus, unosząc brew. Powstrzymał się przed chełpliwym uśmiechem, kiedy orzechowe oczy nieco się rozszerzyły w reakcji na jego słowa. — Sama próbowałaś mnie do tego przekonać, pamiętasz?

Pamiętała. A fakt, że i on o tym nie zapomniał niemal wycisnął na jej usta słaby uśmiech. Przyjrzała się jego twarzy, powoli nabierając powietrza, a kiedy w końcu spojrzała w jego oczy, stwierdziła, że nie było sensu ukrywać uśmiechu.

— Mówiłam ci, że czasem wolniej się uczę — odparła, czując, że jej policzki lekko się unoszą. Snape też to dostrzegł. Poczuł, że coś przewróciło się w jego żołądku, kiedy tuż obok ust kobiety pojawiły się niewielkie wgłębienia. — Ale w końcu się uczę.

— Wiem — prychnął niespodziewanie mężczyzna. — Dlatego to byłaś ty, Granger. — Severus zrobił krok w stronę Hermiony, choć wydawało się, że nie istniał między nimi żaden dystans. Zmusił ją, żeby zadarła brodę, nie odrywając od niego spojrzenia i dodał: — Dlatego wybrałem ciebie. — Nacisk na ostatnie słowo i uciekające ku jej ustom spojrzenie sprawiły, że kobieta uchyliła wargi w zaskoczonym wyrazie. — Ładna buzia to jedno, ale bystry umysł to coś, czym nie może poszczycić się większość społeczeństwa.

Hermiona poczuła, że nie kontroluje unoszących się w uśmiechu kącików ust. Nie była pewna, czy słyszała kiedyś słowa, które poruszyły niemal każdą struną w jej ciele — ale nawet jeśli, to te przyćmiły je całkowicie. Miała wrażenie, że jej klatka piersiowa powoli pęcznieje od emocji.

— Dlatego wierz mi… — mruknął niespodziewanie Severus, a jego ciemne brwi zmarszczyły się mocno. — Ostatnie, czego chciałem, to żebyś czuła się w tym wszystkim nieszczęśliwa.

Nie czuła. Hermiona odnalazła ciemne oczy, rzucając przelotne spojrzenie cienkim, chłodnym wargom i uśmiechnęła się czule.

— Nigdy tak nie było — powiedziała. Wzruszyła ramionami, czując, że kąciki ust drżą od niepowstrzymanego uśmiechu i dodała: — Ja po prostu nie potrafiłam sama poradzić sobie z tym, co czułam.

Za dużo. Za dużo słów, za dużo uczuć. Cięte, ostre niczym brzytwa spojrzenie przebiło bańkę, uwalniając ją od wszystkiego, co w niej siedziało — a Hermiona miała wrażenie, jakby ktoś nagle pozbawił ją wszelkiego ciężaru. Nic nie trzymało jej już uporczywie przy ziemi, mogła podejść, dotknąć…

— A co czułaś? — Kolejne niewygodne pytanie, kolejne spojrzenie przepełnione pragnieniem. Niecierpliwe oczy, które szukały na rozciągniętych w uśmiechu ustach zaproszenia. Zachęty. — Chyba, że w dalszym ciągu nie potrafisz nazwać połowy tych rzeczy.

Potrafiła. Hermiona poczuła, że przez jej uda przebiega cierpki, ostry dreszcz, kiedy kolejne spojrzenie Snape’a prześlizgnęło się przez jej twarz i szyję. Spodobała jej się myśl, że przyciąga jego wzrok. Ładna buzia, tak powiedział. Myśl, że Severus uważał ją za atrakcyjną sprawiła, że obok buzującej w żyłach adrenaliny przez jej ciało przetoczyła się przyjemna fala satysfakcji. Wiedziała, że nie miała już kontroli nad tym, jak jej ciało zachowywało się w jego obecności.

— Teraz zdecydowanie mniejszej połowy — mruknęła.

Jej jeden uśmiech wystarczył, żeby Snape zdecydował. Chciał, żeby była jego. Przyciągnął ją do siebie, zanim którekolwiek z nich zmieniło zdanie i pocałował stanowczo, a Hermiona niemal odruchowo oddała czułość, przelewając w nią całą tęsknotę, wszystkie emocje, które ją przytłaczały. Mężczyzna sięgnął do zapięcia jej koszuli wiedziony uczuciem, o którego istnieniu dopiero ona mu przypomniała i zniecierpliwiony rozerwał ostatnie guziki, a ciało pod władzą jego dłoni niemal natychmiast się spięło.

Hermiona sapnęła, zaskoczona siłą impulsu, jaki przeszył jej podbrzusze, a cichy jęk przeciągnął się, kiedy Severus naparł na rozedrgane ciało. Przygwoździł ją do biurka tak nagle, że kobieta niemal bezwiednie rozchyliła usta, przy których od razu pojawiły się chłodne wargi, składając na nich pospieszne, agresywne pocałunki. Nie pojmowała tego, jak kompletnie bezwładne jej ciało stawało się pod wpływem jego gestów. Jak jeden dotyk wystarczył, żeby była skłonna zrobić wszystko.

Poczuła zachłanne dłonie na skórze i niespodziewanie znalazła się na chłodnym blacie, a sztywne ciało wcisnęło się między jej rozgrzane uda. Westchnęła w usta Severusa, który warknął i podciągnął materiał jej spódnicy jednym, chciwym ruchem. Zimna skóra zetknęła się z płonącymi udami, które obiegł paraliżujący skurcz, a Hermiona zastygła, odrywając się od ciała, które trzymało ją w zaborczym uścisku.

— Nie zrobię niczego, czego nie chcesz — powiedział zachrypniętym głosem Severus, choć czuł, że brakowało mu oddechu, aby zabrzmiało to wystarczająco przekonująco. Niespodziewanie jednak drobna kobieta pod nim poruszyła się, przylegając do jego ciała, jakby była ulepiona z plasteliny.

— Chcę wszystkiego, co chcesz mi dać — szepnęła w jego usta, czując, że Severus skradł ostatnie słowo natarczywym pocałunkiem. Pieścił jej usta, palcami eksplorując miękkość ciała, jakby była czymś, czego nigdy wcześniej nie doświadczył. Jej słowa brzęczały w jego uszach, pchając do coraz impulsywniejszych ruchów, do coraz zuchwalszego brania tego, co Hermiona mu dawała.

Kobieta poczuła szarpnięcie bielizny i silne dłonie, które przysunęły ją bliżej. Severus wszedł w nią bez uprzedzenia, mocno przyciskając do siebie jej biodra, które zadrżały od niespodziewanej bliskości. Hermiona spojrzała prosto w ciemne oczy, odnajdując je świdrujące jej twarz, co wywołało jedynie potężniejszy spazm przyjemności. Mężczyzna poruszył się w niej, obserwując twarz, która stężała, a po chwili rozluźniła się, kiedy błogi uśmiech wypłynął na lekko rozchylone usta.

Każdy jęk, który wydobywał się z gardła dociskanej do drewnianego biurka Hermiony, napędzał mocniejsze, brutalniejsze ruchy Severusa. Mężczyzna czerpał z jej odgłosów ogromną przyjemność, chłonąc zapach kasztanowych włosów, kiedy uwieszona na jego ramionach kobieta wiła się pod wpływem agresywnych pchnięć. Trafił nagle w czuły punkt, a ciało pod jego władzą wygięło się na moment do tyłu. Poczuł napierające na niego drobne piersi, a dłoń Hermiony opadła na blat z głuchym odgłosem. Głębokie westchnienie przecięło powietrze, a Severus odruchowo złapał wolną ręką talię kobiety, sięgając do jej pleców i przyciągnął wątłe ciało szczelnie do swojego torsu. Merlinie, wykończy mnie.

Była tak ponętna, że obawiał się do czego mógłby doprowadzić, gdyby nie posiadał resztek samokontroli. Przejechał dłonią po materiale biustonosza pokrytego subtelną, choć drażniącą opuszki koronką i zlustrował ciało Hermiony przeciągłym wzrokiem. Sposób, w jaki tonacja jej skóry wkomponowała się w tło dymionego drewna spełniło poziom przyjemności, o istnieniu jakiego Snape nawet nie wiedział. Dostrzegł, że twarz Hermiony kieruje się na niego i odsunął się od kobiety powoli, zerkając na nią z góry.

Posłuszna. Posłał jej wymowne spojrzenie, zerkając przelotnie na podłogę, a szatynka niemal bez wahania wykonała jego nieme polecenie. Zsunęła się z blatu na drżących nogach, czując, że przez jej lędźwia przebiega dreszcz. Zanim jednak zdążyła się na nim skupić, wysoka postać pojawiła się tuż przed jej twarzą, z satysfakcją lustrując każdy jej cal. Severus sięgnął dłońmi do zamka spódnicy, który rozpiął jednym, szybkim ruchem. Ciężki materiał zsunął się z bioder na ziemię, upadając pod nogi Hermiony, która westchnęła. Naga. Choć wciąż miała na sobie bieliznę, poczuła się nagle kompletnie obdarta z przyzwoitości — i nie chciała pozostać w tym uczuciu sama.

Odruchowo sięgnęła palcami do rozpiętej w pośpiechu koszuli, kątem oka dostrzegając wzrok Severusa. Hipnotyzował ją. Nie mogła zupełnie nic na to poradzić. Nie umiała walczyć z władzą, jaką nad nią miał, choć wiedziała, że nie powinien jej mieć. Powinna móc mu odmówić. Powinna móc… Chociaż właściwie po co? Chciała tego, równie dobrze mogła robić to w sposób, jaki jemu miałby sprawić przyjemność. Usatysfakcjonować żądne łechtania ego.

Czarny materiał wylądował bezgłośnie na posadzce, a Hermiona przestąpiła krok w przód, mijając rzucone na podłogę ubrania. Podeszła do Severusa, upewniając się, że widzi jej chętne spojrzenie i uśmiechnęła się, drobną dłoń układając na klamrze poluzowanego paska. Spojrzenie ciemnych oczu stało się nagle nieznośne, natarczywe. Kobieta pociągnęła za zimny kawałek metalu, robiąc kilka kroków w stronę drzwi sypialni, a mężczyzna od razu zrozumiał jej niemą sugestię.

I zamierzał dać jej to, o co prosiła.

Nigdy nie spodziewał się, że widok cofającej się przed nim na łóżko Hermiony Granger, z lubieżnym uśmiechem na ustach i zamglonym spojrzeniem, będzie tym, co obudzi w nim na nowo niczym nieskrępowane pragnienie posiadania czegoś na własność. Poczuł chełpliwą przyjemność rozlewającą się po jego ciele, kiedy młoda kobieta wspięła się na pościel, nie odrywając od niego spojrzenia i uklęknęła przed nim, będąc niemal na wysokości jego oczu.

Jego. Przyciągnął do siebie jej twarz, całując rozgrzane wargi z zapałem, jakiego się po sobie nie spodziewał. Ta kobieta robiła z nim rzeczy, których w ogóle nie miał w planach robić i musiał się z tym pogodzić. Wiedział, że opieranie się temu nie miało żadnego sensu. Hermiona wyznawała najwyraźniej podobną zasadę — przylgnęła do jego ust, oddając pocałunek pospiesznie, łapczywie, a Severus poczuł jej dłoń przy zamku spodni i dał się poprowadzić na krawędź materaca, siadając przed kobietą, która posłała przelotne spojrzenie jego nagiemu ciału.

Chciała tak wiele… Za dużo. Zmarszczyła brwi, zbliżając się do sztywnego ciała i ostrożnie objęła je ramionami. Zaskoczyło ją, jak dużo większy od niej był. Jak drobna czuła się w jego objęciach. I zaskoczyło ją, jak to uczucie jej się spodobało. Jak sztywność jego ruchów i zdawkowość gestów potęgowała żar pocałunków i pasję, z jaką chciała go mieć. Wiedziona pewną dłonią usiadła okrakiem na udach Severusa, aż wypełnił całe jej wnętrze w niedelikatny sposób i jęknęła, nie mogąc powstrzymać przyjemności płynącej z nagłego, silnego uczucia rozpierania. Snape zaskoczony zacisnął dłonie na jej talii, przyciskając do siebie młode, jędrne ciało, które drżało pod wpływem jego gestów.

Idealna. Ulepiona pod jego ramiona. Hermiona poruszyła się na nim powoli, niepewnie, a nacisk ciasnych ścian sprawił, że mężczyzna aż warknął. Jej przyjemny ciężar jednak zaczął szybko napierać na niego coraz bardziej chaotycznie, powodując przyjemne tarcie i wywołując ciche, tłumione westchnienia. Hermiona przyspieszyła ruch bioder, wciskając palce w ramiona Severusa, który skrzywił się, kiedy ostre paznokcie pocharatały jego skórę. Warknął ochryple, dociskając do siebie drobne ciało kobiety, która skurczyła się w jego ramionach, czując, że nie jest w stanie znieść przyjemności, jaka rozchodziła się po jej ciele. Oszaleję, pomyślała. Nie potrafiła zrozumieć, jak tak skąpe w emocje ruchy były w stanie doprowadzić jej ciało do wrzenia. Jak siła spojrzenia, które nie odrywało się od niej nawet na chwilę, potęgowało rozlewającą się po jej wnętrzu rozkosz.

Kobieta poczuła, że coś na wylot przeszywa jej podbrzusze i odchyliła głowę, podtrzymywana wciąż pewną, męską dłonią. Kiedy jednak Snape poczuł na skórze jej włosy, tak miękkie i gęste… Zapragnął złapać je w garść. Czuł, że tylko w ten sposób odzyska część kontroli, którą przejęła nad nim Hermiona, która nadawała tempo i siłę kolizji lepkich od potu ciał. Kobieta jęknęła, co niespodziewanie przerodziło się w krzyk, którego nie zdążyła powstrzymać, a Severus przytknął wolną dłoń do rozchylonych w spełnieniu ust, drugą ręką dociskając drżące ciało do swojej klatki.

Moja.

Hermiona poruszyła się spazmatycznie jeszcze kilka razy, jęcząc w zaciśniętą na jej ustach dłoń, a Snape zmarszczył brwi, czekając, aż ekstaza powoli opadnie z drętwiejącego ciała. Kobieta podniosła na niego otępiałe, nieco rozkojarzone spojrzenie, a on opuścił dłoń, powoli zsuwając ją po skórze aż na szyję. Dotknął jej, przyglądając się obserwującej go w milczeniu Hermionie, która taksowała jego twarz, oszołomiona nieco niespodziewanym końcem doznań. Zsunęła się z ciała Severusa, zabierając przyjemny ucisk z jego męskości i sapnęła, opadając ciężko na łóżko.

Patrzył na nią tylko przez moment. Moment, który przerodził się w niepokojąco długą chwilę, w której mężczyzna musiał przyznać — chyba nie znał drugiego tak atrakcyjnego człowieka. Obiektywnie i subiektywnie, leżąca obok niego Hermiona Granger była cholernie piękną wiedźmą. Rozbestwione spojrzenie skierowało się na niego, okolone aureolą pociemniałych w półmroku loków, rozsypanych wokół jej twarzy na jasnej pościeli. Delikatne, choć dobrze dostrzegalne wgłębienia pojawiły się na zaczerwienionej skórze tuż obok drżących ust i roześmianych oczu. Przepiękna. Jakby czytała mu w myślach, Hermiona uśmiechnęła się do niego w sposób, jaki najbardziej lubił.

Mój.

Nie dotarło do niej zupełnie znaczenie tego słowa, dopóki nie zerknęła na siedzącego przy oparciu łóżka Severusa, którego ciało nosiło ślady jej obecności. Dostrzegła zaczerwienioną skórę w miejscu, gdzie zadrapała go paznokciami i uśmiechnęła się na wspomnienie uczucia, które towarzyszyło temu wypadkowi. Czuła się przy nim tak… pewnie. Jakby doskonale wiedziała co ma robić. Uniosła się na ramionach marszcząc brwi, kiedy ciemne oczy zwróciły się prosto na nią. Nie odwróciła jednak spojrzenia — nawet gdyby chciała, nie wiedziała jak.

Jej ostrożne ruchy przyciągnęły uwagę Severusa, który bez słowa przyglądał się, jak kobieta powoli podnosi się i na klęczkach zbliża w jego stronę. Zupełnie jakby podchodziła do zwierzyny; bacznie obserwując nieprzeniknioną twarz, przysłoniętą niechlujnie rozczochranymi, czarnymi włosami. Znalazła się kilka cali od niego, zaciekawionym wzrokiem ślizgając pomiędzy ustami, a oczami, które śledziły wszystkie jej subtelne gesty. Snape bez wahania zagarnął do siebie rozgrzane ciało, uśmiechając się półgębkiem, kiedy Hermiona cicho westchnęła.

Zachłanna. Chwilę po prostu klęczała przy nim, uczepiona silnych ramion, które znaczyły granice nowego terytorium, jednocześnie powstrzymując ją przed jakimkolwiek ruchem. Hermiona odgarnęła splątane kosmyki z czoła Severusa, widząc, jak mimowolnie spiął twarz i uśmiechnęła się czule. To, jak ją posiadł, jak przywłaszczył sobie jej godność, stało się cierniem zatruwającym głodne ciało i umysł. Hermiona pocałowała go prawie, że bezwiednie, wiedziona na ślepo pragnieniem, jakie zatliło się w jej wnętrzu, a Severus nie potrzebował od niej niczego więcej — zrozumiał wszystko, co chciała mu tym powiedzieć.

Odepchnął się wolną ręką od poręczy łóżka, obserwując z satysfakcją, jak ciało, na które lekko natarł, ląduje w miękkiej pościeli. Zlustrował wzrokiem przyjemne krągłości, które z tej perspektywy wydawały się wyjątkowo pociągające i pochylił się nad Hermioną, wodząc dłonią wzdłuż jej brzucha aż po jędrną pierś. Poczuł, że uda, pomiędzy którymi się znalazł, odruchowo uniosły się, instynktownie dopasowując do jego ułożenia, a jego dłoń niemal bezwarunkowo ułożyła się na talii kobiety. Przyciągnął jej ciało do siebie i wszedł w nią gwałtownie, a Hermiona jęknęła tak gardłowo, że Snape aż warknął w odpowiedzi, zbliżając się do jej twarzy. Pchnął biodrami mocniej, czując, że cienka granica jego kontroli rozmywa się wraz z każdym ruchem ciała pod jego ciężarem. Z każdym stłumionym westchnieniem wydobywającym się zza rozpalonych ust spragnionej jego czułości Hermiony.

Sięgnął do nich wolną dłonią, kciukiem wodząc po wargach, które co chwilę rozchylały się w niemym krzyku, a pociemniałe z pożądania tęczówki odnalazły ku niemu drogę, wpatrując się w niego niecierpliwie. Szorstkość posunięć, ich intensywność i brutalność, jaką mężczyzna w nie wkładał, tylko potęgowały rosnące podniecenie, któremu brakowało ujścia. Hermiona miała wrażenie, że wybuchnie od nadmiaru emocji i podniosła się na łokciach, czując, jak dłoń Severusa zaciska się na jej włosach tuż za uchem. Mężczyzna ujął jej twarz, przyciskając do siebie mocno, kiedy jęczała w jego usta pomiędzy łapczywymi pocałunkami, a każdy kolejny pocałunek stawał się bardziej pożądliwy. Chciwość całkowicie przejęła nad Severusem kontrolę, a przylegające do jego klatki piersiowej, wyginające się w rozkoszy ciało młodej czarownicy szeptało prośby w tak wyuzdany, kompletnie niemy sposób, że aż nabrzmiał, czując jednocześnie spinające się na nim mięśnie Hermiony. Zmiął jej włosy pod palcami, a urwany jęk zawisł w powietrzu, kiedy agresywna czułość zamieniła się w nicość. Ciszę.

Ciszę przerywaną ciężkimi oddechami i głucho poruszającymi się ciałami, pod którymi szeleściła zmięta pościel. Severus odnalazł spojrzenie orzechowych tęczówek, które wpatrywały się w niego z mieszaniną szoku, spełnienia i wyczekiwania. Wyczekiwania, aż to wszystko zniknie — rozpłynie niczym kamfora w lepkim od potu powietrzu.

Mężczyzna odsunął się od niej tak nagle, że aż jęknęła. Przyjemne rozpychanie zastąpiła błoga, satysfakcjonująca ulga, która rozlała się po jej ciele w akompaniamencie skrzypnięcia łóżka obok i cichego, gardłowego westchnienia. Opadła na poduszki, zerkając przez ramię na Severusa, który wpatrywał się tępo w spód baldachimu. Jego klatka piersiowa poruszała się głęboko, rytmicznie, ale żyły na ramionach pulsowały groźnie, odznaczając się na bladej, zaczerwienionej miejscami skórze. Mężczyzna dostrzegł, naturalnie, utkwione w nim spojrzenie ciekawskich oczu. Zerknął na Hermionę jednak dopiero, kiedy ta odwróciła głowę, dołączając do niego w uspokajającym milczeniu.

Była jego.

Nie prawie, nie w pewnym tego słowa znaczeniu — w pełnym. Kobieta zaśmiała się niespodziewanie, przyprawiając Severusa o niezrozumiały wyraz twarzy.

— Mam to traktować jako opinię? — zakpił, unosząc brew.

Odpowiedział mu jego drugi ulubiony, podszyty uroczą pobłażliwością uśmiech.

— Wiesz co — żachnęła się Hermiona, kręcąc głową. Posłała mu rozbawione spojrzenie, widząc, że Severus nie spuszcza wzroku z jej nagiego ciała. Podobało jej się, w jaki sposób na nią patrzył. Podobało jej się, w jaki sposób jej chciał. — Po prostu nigdy… mimo wszystko… nie sądziłam, że znajdę się w takim położeniu.

Nie?

— Nie?

Zachrypnięty, ostry wręcz głos Snape’a przeszył zakończenia nerwowe w jej ciele w tak nagły sposób, że aż drgnęła.

— Jakby ci ktoś powiedział pół roku temu, że to się tak skończy… — zaczęła, unosząc zadziornie brew. — Naubliżałbyś takiej osobie, aż zapomniałaby jak się nazywa, zanim dopuściłbyś do siebie taką myśl.

Zapewne miała rację. Zważywszy na jej ostatnią tendencję — na pewno miała.

— Zasugerowałbym przy okazji pomoc specjalisty — dodał Snape, nieświadomie naśladując ton Hermiony; ton pełen normalności i niczym nieskrępowanej swobody. — Może tobie też powinienem to zasugerować?

Spokój, jaki wypłynął na twarz kobiety, pozwolił mu nabrać pełnego oddechu.

— Czuję się absolutnie dobrze — odparła Hermiona, szybko kierując na niego wymowne spojrzenie. Uśmiechnęła się, spuszczając podbródek, co zawsze na moment wytrącało Severusa z równowagi i dodała: — Nawet bardzo dobrze.

Idealnie.

Choć jej ciało znajdowało się tak blisko, Snape wiedział, że już zawsze miało być za daleko. Już zawsze miało być mu jej mało. Zupełnie się tego nie spodziewał, ale nie był na tyle głupi, aby tego nie rozumieć. Fakt posiadania kogoś takiego jak ona, kogoś tak dobrego i czułego, napawał go spełnieniem, ale i przemożnym pragnieniem, aby była tylko jego. Blisko. Bliżej.

Ona jednak nie zamierzała nigdzie się ruszać. Leżąc na boku, z głową podpartą na łokciu, wpatrywała się w oschły profil mężczyzny, który skrywał przytłaczającą siłę emocji pod wiecznie zimną maską. Wiedząc ile uczuć, ile niewypowiedzianych pragnień kłębiło się w Severusie, Hermionę zaskakiwało jak potrafił wydawać się tak beznamiętny na zewnątrz. Ile sił musiał wkładać w to, aby ukrywać przejmującą go złość, rosnący ból. Pragnienie normalnego życia.

Pragnienie jej.

Czuła je w każdym geście, każdym dotyku, który składał na jej ciele. Zdawkowym, powściągliwym dotyku, który był jednocześnie silny i pewny. Chciwy. Pożądliwy, w sposób, który budził w niej kompletnie nieznane, ale tak niesamowicie przyjemnie uczucia.

— Jestem zaskoczony, że tym razem nic nam nie przerwało — powiedział nagle Severus, a Hermiona zmarszczyła brwi, podnosząc się na łokciach. Zlustrowała mężczyznę przeciągłym, pytającym spojrzeniem, rozchylając usta w rozbawieniu i odparła:

— Każdy ma jakieś upodobania, to może Minerwa po prostu upodobała sobie rujnowanie nam takich momentów.

Uniosła brew wymownie, kiedy w kącikach wąskich ust Snape’a zamajaczył kpiący uśmieszek i opadła z uśmiechem na materac, który zapadł się pod nią z cichym zgrzytem. Severus posłał jej zgorszone spojrzenie, teatralnie wywracając oczami, czego panna Granger dostrzec nie mogła.

— Nie wywołuj wilka z lasu — mruknął posępnie, krzywiąc się na wspomnienie twarzy przyjaciółki. Język Granger, choć zwinny, był też momentami strasznie niewyparzony. — I ubierz się, ta gęsia skórka zaczyna mnie irytować.

Wesoły śmiech Hermiony rozproszył resztki niezręczności, która ledwo tliła się w dusznym powietrzu. Snape spojrzał na jej rozluźnioną twarz, która nabrała rumieńców i spokojnego, rozpromienionego wyrazu i zmarszczył brwi, kiedy dostrzegł drobną dłoń, subtelnie odsuwającą z policzka zapodziany kosmyk włosów.

Piękna.

Zrozumiał, że ona była jego upodobaniem — cała. Z burzą miękkich loków, donośnym, wesołym głosem i śmiechem, kojącym jego ból. Z zaciekawionym spojrzeniem i wścibskim, zadartym nosem. Swoim zdaniem, którego nie bała się bronić. Ideałami, o które nie wahała się walczyć. Z sercem pełnym żywych emocji wręcz pięknych w swojej czystości. Ona, cała, była tym, co satysfakcjonowało każde pragnienie, jakie Severus mógł sobie wyobrazić. Każde oczekiwanie, jakie mógł wobec niej mieć. A zdanie sobie z tego sprawy miało zupełnie zmienić to, co myślał, że wie o życiu.

Rozdziały<< Sojusz, Granger? – Rozdział 68Sojusz, Granger? – Rozdział 70 >>

Hachi ✨

Nieuleczalna fanka Pottera, zakochana w Sevmione. Wolne pisanie to moja pasja. Jeśli oczekujecie nowego rozdziału codziennie, to zły adres. Zakaz kopiowania i publikowania opowiadań bez mojej zgody. wattpad: https://www.wattpad.com/user/HachiYuuko blogspot: (tylko stare opowiadania) https://acciosevmione.blogspot.com/

Ten post ma jeden komentarz

Dodaj komentarz