Cichy jęk zakłócił ciszę, jaka panowała w pogrążonym w półmroku gabinecie na trzecim piętrze. Drobna kobieta poruszyła się w pościeli, która zaszeleściła pod wpływem nerwowego ruchu ciała, a jej miarowy oddech na moment przyspieszył. Chwilę później w pomieszczeniu rozległ się dźwięk aportacji, a skrzatka stanęła jak wryta o mało nie upuszczając trzymanej w dłoniach tacy na podłogę, kiedy dostrzegła obraz malujący się w rozpraszającej się powoli ciemności. Severus Snape, który zwykle o tej porze był już na nogach, biorąc prysznic bądź kręcąc się po kwaterach, spał w fotelu ustawionym obok kanapy, gdzie pod cienkim, atłasowym przykryciem rysował się zarys figury narzeczonej profesora, Hermiony Granger. Spała twarzą zwrócona ku mężczyźnie, w stronę którego kierowało się jej bezwładne ramię i oddychała niespokojnie, zaciskając lekko dłoń.
Różyczka chwilę przyglądała się im nie wiedząc, co powinna zrobić. Choć nie po raz pierwszy natknęła się na młodą nauczycielkę spędzającą noc w kwaterach profesora Snape’a, to po ogłoszeniu oświadczyn — które wywołały niemałe poruszenie wśród skrzatów pracujących w Hogwarcie — skrzatka spodziewała się, że kobieta zamieszka tam na stałe. Kiedy jednak nic takiego się nie stało, z natury dyskretna Różyczka nie dociekała, uznając, że to nie jej sprawa. Severus Snape nie wyglądał zresztą na człowieka, który byłby gotów do takich zmian, zważywszy na jego niemal pedantyczną rutynę, w której skrzatka uczestniczyła już od lat. To, czego świadkiem była tego poranka utwierdziło ją w przekonaniu, że nie tylko on był specyficzny i najwyraźniej związał się z odpowiednią dla siebie kobietą.
Różyczka bezgłośnie podeszła do stolika, po czym zestawiła zaczarowaną kawiarkę na szklany blat. Starając się zachować względną ciszę, postawiła obok kawiarki porcelanową filiżankę i zerknęła na śpiącą parę, mimowolnie uśmiechając się pod nosem. Wiedziała, że tego poranka nie będzie jej dane oglądać przepięknego wschodu słońca, ale nie czuła z tego powodu smutku. Severus Snape nie był jej panem w dosłownym sensie znaczenia tego słowa, ale w jej głowie lata temu tym właśnie się stał. Nie do końca z powodu wrodzonej służebności, jaką cechowały się skrzaty, lecz bardziej z chęci bycia oddaną czarodziejowi, który okazał jej więcej dobroci, niż ktokolwiek inny — choć w jego przypadku ta ilość dalej była bardzo skąpa. Natomiast Hermiona Granger jeszcze w swoich czasach szkolnych wywalczyła sobie miejsce w sercach skrzatów. Mimo, iż w ostatnich latach jej zaangażowanie nie było tak gorliwe jak wcześniej to warunki, które jej działania zapewniły skrzatom pracującym w szkole, na długo miały rekompensować ich dotychczasowe cierpienia.
W akompaniamencie pstryknięcia palcami na stoliku pojawiła się druga filiżanka. Ten dźwięk niemal od razu wyrwał ze snu czuwającego przy kanapie Snape’a. Mężczyzna zamrugał kilka razy, próbując zaadaptować wzrok do półmroku i wyprostował się, czując zdrętwienie mięśni. Kątem oka spostrzegł, że w blednącej ciemności majaczy niewyraźny zarys drobnej postaci. Skrzatka skłoniła się uprzejmie i posłała mężczyźnie przepraszające spojrzenie, czego jednak ten nie mógł zobaczyć.
— Czy Różyczka może w czymś pomóc, panie Snape? — zapytała cicho, jednak w tej samej chwili po pomieszczeniu rozległ się kolejny stłumiony jęk.
Mężczyzna zmarszczył brwi, spoglądając w stronę śpiącej na kanapie Granger. Pokręcił głową i odprawił Różyczkę pospiesznym machnięciem ręki, a ta ukłoniła się ponownie i ściskając tacę w drobnych dłoniach, deportowała się z nauczycielskich kwater.
Severus przetarł nasadę nosa, rozmasowując zmęczone oczy i przyjrzał się uważnie kobiecie. Jej oddech co jakiś czas przerywało spazmatyczne westchnięcie, a w powoli wyłaniających się zza horyzontu promieniach słońca mężczyzna dostrzegł grymas na bladej twarzy. Hermiona marszczyła brwi, a jej oczy chaotycznie poruszały się pod zamkniętymi powiekami. Dłoń, która swobodnie spoczywała przy jej policzku zacisnęła się nagle na materiale kołdry, kiedy z jej ust wydobyło się ciche sapnięcie. Dręczył ją koszmar i najwyraźniej stawał się coraz gorszy, a Snape poczuł nagle przemożną ochotę zobaczenia tego, co ona. Co cię dręczy, Granger? Chęć poznania odpowiedzi jak pasożyt uczepiła się jego umysłu. Jego dłoń sama powędrowała w kierunku czoła śpiącej kobiety, zupełnie, jakby nie kontrolował własnego ciała.
Przypomniał sobie rozmowę, która miała miejsce na balkonie cieplarni podczas nocy sylwestrowej. Hermiona wyjawiła mu prawdę o demonach przeszłości, jakie ją dręczyły i o traumie wojny, która pomimo upływu tylu lat dalej ją prześladowała. Zaproponował jej wtedy, że może mu pokazać, co ją trapi, jeśli mówienie o tym jest dla niej zbyt bolesne. Doskonale pamiętał jednak wzrok, który otrzymał w odpowiedzi: początkowo pytający, zaskoczony, zaszczuty, kiedy zrozumiała sens jego słów i wręcz wrogi, kiedy mówiła mu, jak nie znosi legilimencji.
Snape zmarszczył brwi i zacisnął palce dłoni, która była o cal od czoła kobiety. Mimo pogorszenia się jego stanu zdrowia, wciąż był potężnym czarodziejem. Wiedział, jak nie zostawiać za sobą śladów w cudzym umyśle. Wiedział, do czego jest zdolny. Mógł bez problemu złamać jej bariery ochronne, zobaczyć to, co tak go zaintrygowało i opuścić jej myśli, a Hermiona nigdy by się o tym nie dowiedziała. Nie było żadnego powodu, dla którego nie mógłby zaspokoić swojej ciekawości.
“Potrzebuję czasu” — zabrzęczało w jego głowie.
Opuścił dłoń, czując rozpaloną skórę na czole. Dopiero teraz zorientował się, że Hermiona drżała. Przejechał kciukiem po jej skroni, czując pulsowanie pod skórą, kiedy brwi kobiety lekko zmarszczyły się w grymasie. Każda sekunda, którą spędzał na wpatrywaniu się w zmąconą udręką twarz powodowała, że ciekawość nikła, rozmywała się, aż w końcu stała się jedynie dalekim, zapomnianym uczuciem. Każda sekunda, w której czuł dotyk jej skóry pod opuszkami palców sprawiała, że nie potrafił zmusić się, żeby złamać obietnicę, której nawet jej nie złożył.
— Pacifis Somnia — szepnął.
Hermiona Granger odetchnęła cicho. Koszmar odszedł, przynosząc wolność zszarganemu wspomnieniami umysłowi i ulgę, która odmalowała się na jej bladym obliczu. Severus cofnął dłoń i oparł się ciężko na fotelu, przymykając powieki.
Był taki słaby. Jeszcze kilka lat temu nie istniał dla niego żaden wybór. Zawsze stawiał siebie ponad wszystko inne. Siebie, swoje pragnienia, swoje zachcianki. Bez wahania ignorował uczucia i protesty innych, doskonale wiedząc, że cel uświęca środki. Dzięki temu w końcu czuł się potężny — zawsze poniżany, wyśmiewany, upadlany mężczyzna znalazł sposób, aby poczuć władzę nad innymi i zachłysnął się tym uczuciem. Uzależnił się w pewien sposób od poczucia wyższości, jaką dawała mu nabyta obojętność. Od strachu, który wywoływał, a który do tej pory tylko odczuwał. Potem pojawiła się wojna, Voldemort, Dumbledore. Severus rekompensował sobie kolejne lata poniżeń, stając się jeszcze bardziej zamknięty. Jeszcze bardziej zimny. Im więcej czasu mijało, tym więcej potrzebował, aby utrzymać w sobie to uczucie, które powoli konsumowało resztki jego człowieczeństwa.
Spojrzał na śpiącą kobietę, której spokojna twarz zwracała się w jego stronę. Odebrała mu to, co liczyło się dla niego najbardziej — władzę. Obdarła go z poczucia siły, które latami budował i pielęgnował. Sprawiła, że zaczął kwestionować samego siebie i zaczął brać pod uwagę to, co czują inni. Zaczął przejmować się tym, czy to, co robi, jest moralnie dobre. Pohamował się przed wejściem do jej umysłu nie tylko dlatego, że nie chciał skrzywdzić jej uczuć — wiedział, że zawahałby się niezależnie od tego, z kim miałby do czynienia.
Skrzywił się, czując nagły skurcz w ramieniu. Wstał powoli, kierując kroki do sypialni i zamknął się w łazience. Rozpiął koszulę, kątem oka przyglądając się ranie na piersi. Choć mógł zarzucić Granger wiele rzeczy, tak nie mógł powiedzieć nic na temat jej umiejętności. Blizna zbladła i nie przyciągała spojrzenia swoją intensywnością, a Severus sam czuł, że nie sprawiała mu tyle dyskomfortu co zwykle pulsującym, kłującym bólem, który do tej pory nieustannie mu towarzyszył. Wciąż była przerażająca — czerniejąca, rozchodząca się niczym ślady po uderzeniu pioruna — ale póki co aspekt wizualny był jedyną nieprzyjemną rzecz, jaka pozostała po klątwie Voldemorta. Choć Severus doskonale zdawał sobie sprawę, że nie mógł utrzymać tego stanu rzeczy zbyt długo.
Wziął prysznic i narzucił na siebie czyste ubrania, wracając do salonu. Jeszcze zza drzwi dobiegły go odgłosy świadczące o tym, że Hermiona była już na nogach. Uchylił drzwi, zastając kobietę siedzącą przy stoliku. Sięgała akurat po jedną z filiżanek, a Snape zauważył, że nalała kawy także i do drugiego naczynia.
Hermiona podniosła na niego spojrzenie i niemal od razu się uśmiechnęła.
— Dzień dobry — powiedziała. Snape wcisnął dłonie do kieszeni spodni i powoli ruszył w jej stronę, podchodząc do stolika. — Porządziłam się trochę, jeśli nie masz nic… przeciwko…
Ostatnie słowa niemal ugrzęzły jej w gardle. Severus zatrzymał się, spoglądając na nią z góry z uniesioną brwią. Widział, że Hermiona próbowała zamaskować ukradkowe spojrzenie w jego stronę filiżanką, którą przystawiła do ust. Interesujące.
— Pod warunkiem, że nie zrobisz z tego reguły — odparł. Zajął miejsce na fotelu i sięgnął po filiżankę, mierząc Granger uważnym spojrzeniem. — Dobrze spałaś?
Hermiona wyglądała na zaskoczoną jego pytaniem.
— Tak — przyznała. — Chociaż nie pamiętam, żeby cokolwiek mi się śniło.
Mężczyzna prychnął pod nosem.
— To pewnie dlatego, że całą energię spożytkowałaś na chrapanie — stwierdził.
Gryfonka posłała mu teatralnie oburzone spojrzenie i odruchowo uniosła brew.
— Trzeba było spać w sypialni, skoro tak ci to przeszkadzało — powiedziała z przekąsem, na co Severus zmrużył oczy.
— Następnym razem nie popełnię tego błędu — mruknął pod nosem.
Nie miał pojęcia, że kobieta wiedziała, gdzie spędził minioną noc. Choć okoliczności, które doprowadziły do tego, że zasnął z wyciągniętymi nogami na fotelu były raczej przyziemne i nie miały żadnego ukrytego dna, to Snape i tak ledwo powstrzymał się od prychnięcia.
Rozmowa ciągnęła się naprawdę długo, ale żadne z nich nie miało ochoty jej kończyć. Kiedy Hermiona zaczęła przysypiać, Severus chciał zakończyć wieczór, choć doskonale wiedział jaki będzie tego rezultat. Kobieta chwilę próbowała protestować — naturalnie — zarzekając się, że nie jest śpiąca, ale alkohol, choć w niedużych ilościach, dość szybko położył kres jej walce. A on po prostu tam został. Okrył ją pościelą i usiadł obok, długo po prostu się jej przyglądając — może i było to puste, ale obserwowanie kobiety było jedną z przyjemności, której nie zamierzał sobie odmawiać. Zwłaszcza, że była coraz bardziej na wyciągnięcie jego ręki, co tylko potęgowało jego zainteresowanie.
— Severusie? — Hermiona patrzyła na niego wyczekująco. Zorientował się, że zapewne oczekiwała odpowiedzi na słowa, których nie usłyszał. Kobieta zorientowała się, że Severus jej nie słuchał i uśmiechnęła się pod nosem. Dopiła kawę, po czym powiedziała: — Pójdę już. Może chociaż w moim przypadku prysznic zadziała jakkolwiek otrzeźwiająco.
Snape wywrócił oczami i zignorował jej uwagę. Wstał powoli i bez słowa ruszył za nią do drzwi, sięgając ponad jej ramię, kiedy zamierzała otworzyć drzwi. Uchylił je przed nią, wywołując nikły, skryty uśmiech na jej twarzy.
— Mimo wszystko mam nadzieję, że spełniło się twoje życzenie — powiedziała Hermiona, kiedy upewniła się, że nikt nie znajduje się w pobliżu drzwi do gabinetu Severusa. Posłała mężczyźnie przelotne spojrzenie i dodała: — W końcu trochę udało nam się wczorajszy dzień uratować.
Snape uniósł jedną z dłoni, które do tej pory trzymał skrzyżowane na piersi i spojrzał kpiąco na młodą kobietę.
— Po pierwsze — odparł, unosząc palec wskazujący — nie powiedziałbym, że jakiekolwiek życzenie odnośnie wczoraj się spełniło. A po drugie — dodał ciszej, unosząc środkowy palec — nie zwróciłem uwagi, żeby coś wymagało ratunku.
Hermiona nie powstrzymała uciekającego w stronę dłoni Severusa wzroku, tak jak nie powstrzymała uśmiechu, który pojawił się na jej twarzy. Nie to, żeby próbowała cokolwiek z tym zrobić. Mężczyzna opuścił ramię i ponownie skrzyżował je na piersi, a Hermiona podniosła na niego wzrok i zapytała zaczepnie:
— Niespełnione życzenia nie są takie złe?
Wysoki czarodziej prychnął pod nosem, lustrując ją przeciągłym spojrzeniem.
— Jak widać.
W odpowiedzi usłyszał cichy śmiech Hermiony. Kobieta skinęła głową, a jej brew lekko drgnęła.
— Do zobaczenia później — powiedziała, posyłając mu szerszy uśmiech.
Wspięła się na palce, składając na jego policzku pocałunek, choć oboje doskonale zdawali sobie sprawę, że nikt ich nie widział. Jego dłoń niemal odruchowo powędrowała do jej talii, jednak w momencie, w którym Snape zdążył zerknąć w dół, Hermiona otaksowała jego usta przelotnym spojrzeniem i odsunęła się. Mężczyzna stał chwilę z zaciśniętymi w kieszeni dłońmi, patrząc za oddalającą się sylwetką kobiety, która mimo szybkiego kroku nie sprawiała wrażenia, jakby uciekała. Bardzo interesujące.
Później nadeszło relatywnie szybko. Kiedy dotarli na śniadanie, Severus otworzył drzwi pokoju nauczycielskiego i przepuścił przodem roześmianą od ucha do ucha Hermionę. Profesorowie stojący najbliżej drzwi zerknęli w stronę drzwi, robiąc miejsce nowoprzybyłym, a Minerwa stojąca pod ścianą po przeciwnej stronie od razu uniosła brew. Severus i Hermiona widzieli, że próbowała ukryć zainteresowanie ich reakcją na wczorajszy “żart”, jednak z dość marnym skutkiem. Kobieta nie wiedziała, że to nie ona była łowcą. Była zwierzyną pod ciągłą obserwacją, choć żyła w przekonaniu, że jest na odwrót.
— Ostatnia rzecz na dzisiaj, wyjście do Hogsmeade — powiedziała Minerwa, kiedy kończyli zebranie. Wręczyła profesor Sprout pergamin z listą nazwisk, a profesor Flitwick od razu zbliżył się ku kobietom, z zaciekawieniem zerkając na listę. — Wierzę, że jak zawsze obejdzie się bez żadnych rewelacji. To wszystko, moi drodzy. Możecie się rozejść.
Pokój nauczycielski powoli zaczął się przerzedzać, kiedy nauczyciele po kolei zaczęli znikać w przejściu do Wielkiej Sali.
— Coś dla ciebie — mruknęła Pomona, wręczając pergamin wysokiemu, lekko garbatemu mężczyźnie, który stał tuż obok niej. Uniosła brew, widząc, że nauczyciel ksylomancji zerknął na nią pytająco. — Nie patrz tak, przecież się umawialiśmy.
— Zawsze się tak umawiamy — stwierdził mężczyzna niezadowolonym tonem, odbierając od niej pergamin nieco zbyt nerwowo. — Czemu zawsze jest po twojemu?
— Inaczej by mi się to nie podobało, Abernathy — odparła profesor Sprout, wywracając oczami, jakby powiedziała coś kompletnie oczywistego. — Chodźmy, Filiusie.
Hermiona zacisnęła usta, tłumiąc śmiech i dostrzegła, że Minerwa również uśmiechnęła się pod nosem. Młoda nauczycielka z rozbawieniem obserwowała, jak pulchna kobieta znika za drzwiami w towarzystwie dreptającego za nią Flitwicka, a profesor Abernathy rusza za nimi, kręcąc głową z poirytowaną bezradnością wymalowaną na twarzy. Nie ruszyła się z miejsca, czekając aż pozostali nauczyciele powoli przemieszczą się do wnętrza Wielkiej Sali, jednocześnie dając im więcej swobody. Przyzwyczaiła się zresztą do tego, że ona i Severus z reguły opuszczali pokój nauczycielski jako ostatni.
— Coś mi to przypomina — mruknął Snape, unosząc brew, a Hermiona zerknęła w jego stronę i odparła z szerokim uśmiechem:
— Zwłaszcza to wywracanie oczami.
— Proszę, ktoś tu ma dobry humor — usłyszeli i w jednym momencie odwrócili się w stronę, z której dobiegł ich skrzekliwy, wysoki głos. Anabella zmierzyła ich ciekawskim spojrzeniem i uniosła brew. — Ile punktów odjąłeś już za wczorajszego wyjca, Severusie?
— Okrągłe zero — odpowiedziała Minerwa, zanim Snape zdążył odpowiedź na pytanie. — I z całego serca liczę, że tak zostanie. Pamiętasz chyba o naszej umowie, Severusie?
Hermiona poczuła, że ramię Snape’a zesztywniało.
— Nie mam problemu ze słuchem, Minerwo, tylko z wykonywaniem idiotycznych poleceń — stwierdził, naśladując ton McGonagall.
Starsza czarownica zmrużyła oczy, ale ku zaskoczeniu Hermiony na jej ustach pojawił się nikły wyraz rozbawienia. Horacy Slughorn stłumił śmiech kaszlnięciem, za co został zlustrowany ciętym spojrzeniem przez profesor Clark.
— Widać upływające lata dodają rozsądku, bez wyjątku — stwierdziła pod nosem. — Ile to już, Severusie? Przeszło czterdzieści, o ile mnie pamięć nie myli?
Tym razem to Snape poczuł, że dłoń Hermiony mocniej zacisnęła się na jego ramieniu. Posłał w jej stronę przelotne spojrzenie i dostrzegł, że kobieta wywróciła oczami ze zniecierpliwienia.
— Czterdzieści cztery będąc bardziej dokładnym — odpowiedziała Minerwa, dość wymownie podnosząc oktawę głosu. — A ty, Hermiono, przypomnij mi proszę, ile kończysz w tym roku?
Wystarczająco, żeby dostać pełny wymiar wyroku za zabójstwo, pomyślała gorzko Hermiona.
— Widać upływające lata sprzyjają pogorszeniu pamięci — stwierdził Snape, zanim młoda kobieta zdążyła się odezwać. — Bez wyjątku.
— Dwadzieścia pięć — powiedziała głośniej Hermiona, nie chcąc, aby rozmowa zakończyła się kłótnią. Wiedziała, że Anabella dokładnie tego by chciała, a Minerwa najwyraźniej liczyła, że wspominanie o różnicy wieku i niedawnych urodzinach Snape’a przyniesie jeden konkretny cel. Poirytowanie ich i zniszczenie im dobrych humorów. Przypomniała sobie nagle wczorajszy wieczór i sposób, w jaki Severus prowadził ją w tańcu. Spokojnie, statyczne bicie serca, ledwo wyczuwalne pod dłonią, którą dłoń mężczyzny pewnie przytrzymała przy jego klatce piersiowej. — Ale tylko na papierze. Zdecydowanie nie czuję się tak młodo — dodała, posyłając teatralnie przesadzony uśmiech w stronę Severusa. — To pewnie zasługa odpowiednio dojrzałego towarzystwa.
Mina Minerwy zrzedła, zupełnie jakby zjadła fasolkę o smaku wymiocin i za późno zdała sobie z tego sprawę.
— Merlinie, dwie dekady różnicy? — Anabella wydawała się wręcz zszokowana odkryciem. Snape prychnął gorzko, unosząc brew i zlustrował wysoką czarownicę obojętnym spojrzeniem.
— Gratuluję opanowania podstawowych obliczeń matematycznych, Ana bello — stwierdził. — Chociaż jak na kogoś, kto sam skończył niedawno czterdzieści lat, to mało imponujące osiągnięcie.
Hermiona ponownie zacisnęła usta, ale tym razem nie udało jej się powstrzymać cichego prychnięcia.
— Mało imponujące, ale czy zaskakujące? — spytała pod nosem, unosząc brew, kiedy dostrzegła bardzo wymowne spojrzenie Severusa. — Chciałabym zjeść śniadanie przed wyjściem do Hogsmeade — dodała i nie mogąc się powstrzymać mruknęła “ciszej”: — Potrzebuję porządnej kawy po wczoraj.
Nie było nic przyjemniejszego niż wyraz szczerego oburzenia pomieszanego z grymasem zniesmaczenia, jaki malował się na twarzach ludzi za każdym razem, kiedy z ust Severusa bądź Hermiony padały podobne słowa. Para niemal natychmiast spojrzała po sobie, unosząc brew w tym samym, wymownym geście. Gdyby mogła, Hermiona nawet by się z tego zaśmiała.
— Twierdzisz, że ta, którą piłaś rano nie spełniła twoich oczekiwań? — zapytał kpiąco Snape, po czym dodał: — Przekażesz to Różyczce osobiście, nawet jeszcze dziś wieczorem. — Jego spojrzenie spoważniało, kiedy skierowało się ku przyjaciółce. — Minerwo.
Snape skinął kobiecie głową, po czym obojętnie minął Anabellę i Horacy’ego. Jego dłoń instynktownie wylądowała na plecach Hermiony, pchając ją w kierunku drzwi prowadzących ku Wielkiej Sali, a kobieta zdążyła jedynie spojrzeć na niego przez ramię. Wyszli, zostawiając zdegustowane grono nauczycieli, które najwyraźniej zaczynało żałować, że zaczęli tę rozmowę przed śniadaniem. O ile Severus i Hermiona spożyli je ze smakiem — a Severus nie omieszkał skomentować, że jedni to nawet z większym, niż inni — tak Horacy nie przełknął ani kęsa, Anabella nie spróbowała nawet kawy, a Minerwa rozgrzebała jajecznicę, nakładając sobie na grzankę jedynie część.
Wyjścia do Hogsmeade, kiedy nie było się bezpośrednio odpowiedzialnym za opiekę nad uczniami, były w odczuciu Hermiony niemal zupełnie takie, jak za czasów szkolnych. Z tą różnicą, oczywiście, że nie obowiązywały żadne godziny, w których musieli do zamku wrócić ani granice miasteczka, których nie mogli przekraczać. Dzięki temu kobieta odczuwała ogromną satysfakcję, kiedy mogła w końcu opuścić mury zamku i z rozkoszą spacerować po zaśnieżonych uliczkach. Gęsty, nieustannie sypiący się z nieba śnieg skutecznie zacierał ślady przechodniów i przyjemnie rzęził pod stopami, kiedy spokojnym krokiem kierowali się leśną ścieżką ku Hogsmeade.
— Minerwa zacznie w końcu coś podejrzewać, jeśli będziesz tak bezpośrednia — stwierdził niespodziewanie Snape, upewniając się, że nikt niepożądany nie znajduje się w zasięgu.
— Dlaczego miałaby? — zapytała Hermiona, unosząc brew. — Nie mam siedemnastu lat, żeby nie móc odpowiadać na tego typu zaczepki.
— To już ustaliliśmy — stwierdził Snape wymownie. — Tak jak to, że tu nie chodzi o wiek. Ludzie nie stają się bezczelni tak po prostu z dnia na dzień.
Hermiona zerknęła na Severusa idącego obok niej, zauważając, że jego oczy utkwione były w majaczącej w oddali wiosce. Wiedziała, że go spowalnia, ale mężczyzna do tej pory nigdy nie dał jej do zrozumienia, że mu to przeszkadzało. Teraz jednak na jego twarzy pojawił się grymas.
— Minerwa będzie musiała to przeboleć — mruknęła. — Z pewnością zna powiedzenie, że z kim przestajesz takim się stajesz.
— Sugerujesz, że to moja wina? — zapytał kpiąco, zerkając na Hermionę z uniesioną wysoko brwią.
W odpowiedzi usłyszał gorzkie prychnięcie i zaskakująco wesoły śmiech, który po nim przyszedł. Dźwięk rozniósł się po wysokich koronach iglastego lasu, przez który prowadziła ścieżka i chwilę niósł się echem nad ich głowami.
— Sugerujesz, że to coś złego? — odparła zaczepnie kobieta, ale widząc pobłażliwy wyraz twarzy Snape’a, szybko dodała: — Minerwa niczego nie zacznie podejrzewać, a ja nie zamierzam tolerować takiego zachowania. Z całym szacunkiem, uczeń czy nauczyciel, nikt nie ma prawa zachowywać się w ten sposób, nieważne w czyim kierunku i nieważne, że w żartach. Poza tym, żarty powinny śmieszyć wszystkich zainteresowanych. — Hermiona uśmiechnęła się pod nosem i dodała: — I spodziewam się, że skoro nie masz problemów ze słuchem, nie będę musiała ci tego powtarzać.
Poczuła, że ramię, które obejmowała niespodziewanie wysunęło się spod jej dłoni. Zerknęła za siebie i zauważyła, że Snape zatrzymał się, lustrując ją pytającym i — o zgrozo — podejrzliwym wzrokiem.
— Kim jesteś i co zrobiłaś z Hermioną Granger? — spytał, mocno marszcząc brwi, a kobieta wybuchnęła śmiechem. Severus pokręcił głową i mruknął: — Chyba faktycznie będę zmuszony poruszyć z Różyczką temat tego, czego dodaje do kawy.
Snape przypomniał sobie nagle poranne spotkanie ze skrzatką i okoliczności, w jakich go znalazła. Po tym, co właśnie usłyszał od Granger, nie był już pewien czy to faktycznie słabość podjęła za niego decyzję o powstrzymaniu się przed wejściem do jej umysłu.
— Chodź, zmarzniemy tu na śmierć — zaśmiała się kobieta, zachęcająco wyciągając dłoń. — Nie wszyscy mają taką wytrzymałość na zimne temperatury, jak ty.
Snape pozwolił, aby Hermiona ujęła jego ramię i powoli ruszył ścieżką. Wyszli na brukowaną, przysypaną grubą warstwą śniegu uliczkę, a kobieta niemal od razu pociągnęła go do pierwszego celu ich wyprawy. Pół godziny później mieli już prawie wszystko, czego potrzebowali. Severusowi zostało jedynie odwiedzenie zielarza, a sklep, który zaproponowała Hermiona spełniał jego wymagania, zwłaszcza cenowe. Kiedy weszli, sprzedawczyni zlustrowała ich niechętnym spojrzeniem.
— Słucham? — Mimo, że jej usposobienie nie sprzyjało chęci robienia zakupów, Severus od razu podsunął jej listę ingrediencji, których potrzebował. Kobieta przewertowała wzrokiem pergamin, krzywiąc się pod nosem i burknęła: — Momencik.
Snape skinął jej głową, a kiedy się odwrócił spostrzegł, że Hermiona zniknęła. Uniósł brew, zastanawiając się, jak w tak małym przybytku zdołał zgubić kogoś tak roztrzepanego, ale odnalazł ją dość szybko. Burza rozpuszczonych loków zamajaczyła za jednym z regałów ustawionych głębiej sklepu, kiedy Hermiona z zaciekawieniem przeglądała wystawione na półkach pojemniki z mieszankami ziół.
— Beatrice! — usłyszeli nagle z półpiętra. — Beatrice, gdzie jest mój miernik?
Gryfonka oglądnęła się przez ramię i dostrzegła, że Snape, stojący pod wystawką tuż przy drzwiach, również poderwał wzrok. Zlokalizował ją szybciej, niż zdążyła odwrócić wzrok i otaksował ją krótkim spojrzeniem, kiedy nagle usłyszeli skrzypnięcie kręconych, drewnianych schodów usytuowanych nieopodal lady sklepowej. Hermiona szybko odstawiła na miejsce trzymany w dłoniach słoik i podeszła do Severusa, a chwilę później przy ladzie pojawiła się młoda sprzedawczyni.
— Nie drzyj się, tato, pakuję zamówienie — mruknęła, wywracając oczami. Rozłożyła wszystkie ingrediencje z listy Snape’a na ladzie, a kiedy ten podszedł, bacznie kontrolując pakowane w papier fiolki, na dole schodów pojawił się sklepikarz.
— Tyle razy prosiłem, nie zabieraj mi miernika. — Starszy mężczyzna podszedł do lady, zerkając karcąco na swoją córkę, a w pewnej chwili dostrzegł klientów, których obsługiwała. — O proszę, to pani.
Hermiona uśmiechnęła się, widząc znajomą twarz.
— Dzień dobry — przywitała się uprzejmie.
Zielarz obszedł swoją córkę i stanął obok niej, a ich podobieństwo nagle wydało się Hermionie strasznie oczywiste.
— Proszę cię, Beatrice, odkładaj go na miejsce — powiedział zrezygnowanym tonem, sięgając po metalowy miernik, po czym ponownie zwrócił się do Hermiony: — Przyszła pani znów po tę swoją mieszankę? Nagietek, pięciornik, waleriana i… głóg?
Zaskoczona Hermiona uniosła brwi i nieco uchyliła usta, jednocześnie ignorując spojrzenie Snape’a, które paliło jej skórę.
— Zgadza się. Zapamiętał pan — powiedziała, udając nonszalancję, do której jednak było jej daleko.
— Takiej specyficznej mieszanki też bym nie zapomniała — wtrąciła Beatrice.
Severus i Hermiona wymienili porozumiewawcze spojrzenie. Gryfonka pokręciła głową, dając mu tym samym znak, że nie zamierza z nim poruszać tego tematu, a Snape tylko prychnął pod nosem.
— Beatrice, ja panią obsłużę — odparł sprzedawca, uśmiechając się do Hermiony. — A ty pośpiesz się, ileż można ładować kilka fiolek.
Młoda nauczycielka poczuła się niekomfortowo, że z jej powodu mężczyzna zbeształ swoją córkę, jednak ta wydawała się zupełnie nie przejmować takim traktowaniem. Jej niewzruszona, obojętna mina do bólu przypominała tę, jaka malowała się na co dzień na twarzy Severusa i Hermiona musiała powstrzymać się przed uśmiechem, kiedy to zauważyła. Wyszli ze sklepu kilka minut później, dzierżąc w dłoniach dwa papierowe pakunki.
Severus Snape w całym swoim dorosłym życiu sądził, że eskapady zakupowe, krążenie od witryny do witryny i oglądanie wystaw bez większego celu były czymś pustym, bezsensownym i przede wszystkim marnującym cenny czas, którego w pewnych okresach nie miał pod dostatkiem. Z tego samego powodu nigdy nie widział się jako partnera, bo czuł, że irytacja, która rosła w miarę marnowania tego czasu doprowadziłaby do białej gorączki zarówno jego, jak i jego potencjalną partnerkę. Po jakimś czasie spędzonym w Hogsmeade zrozumiał jednak, że jego pierwotne założenie było błędne, choć wpływ na zmianę zdania miał zdecydowanie fakt, że ostatnie, co zamierzała robić Hermiona Granger, to marnowanie czasu. Choć Snape widział, że jej wzrok co jakiś czas chaotycznie uciekał ku mijanym witrynom, a jej nogi nigdy nie zawahały się podążyć za instynktem, kobieta nie spędzała przy nich dłużej niż minuty.
— Jeszcze raz dziękuję! — zawołała do sprzedawcy, kiedy opuszczała sklep z naręczem piór.
Severus czekał na nią na zewnątrz, z dłońmi wciśniętymi do kieszeni krótkiego, czarnego płaszcza.
— Proszę zrobić z tego dobry użytek — usłyszał ze środka, zanim drzwi zatrzasnęły się w akompaniamencie metalowego dzwonka. Podszedł bliżej, kiedy kobieta schodziła z szerokim uśmiechem po betonowych schodkach i uniósł brew.
— Daj mi to — polecił.
Zanim jednak zdążył wyciągnąć ręce z kieszeni i odebrać od podekscytowanej kobiety jej nowe nabytki, Hermiona zwinnie schowała całe zakupy do malutkiej, cekinowej torebki, która znikąd pojawiła się w jej dłoniach. Snape zmarszczył brwi, przyglądając się, jak kolejne pióra znikają w magicznie powiększonym wnętrzu. Kiedy kobieta się zawahała, Snape podniósł wzrok napotykając roziskrzone, orzechowe tęczówki.
— Nie uwierzysz, co znalazłam — powiedziała.
Severus uniósł brew i spojrzał na ostatni przedmiot, który trzymała w dłoniach.
— Pióro? — zapytał kpiąco, a Hermiona skrzywiła się teatralnie.
— Pióro z ogona leleka wróżebnika — sprecyzowała, zupełnie niezrażona beznamiętną miną Severusa.
— Nie wiem, czy nie uważałaś w szkole, ale tym nawet nie da się pisać — odparł Snape.
Ostatnim razem, kiedy pióro leleka przydało się czarodziejom do czegoś więcej niż bezsensowne, nic nie wnoszące usprawnienia i dowcipy, było wynalezienia Pióra Przyjęcia. A od tego czasu minęło ponad tysiąc lat.
— Pisać nie, ale to nie znaczy, że jest bezużyteczne — powiedziała tajemniczo Hermiona. Snape widział, że Granger niemal umierała, żeby powiedzieć mu, czego się dowiedziała i domyślił się, że było to jednocześnie to, za co wylewnie dziękowała sprzedawcy. — Patrz. — Podeszła bliżej Severusa, wciskając torebkę pod ramię i pokazała mężczyźnie długie, ciemno-szare pióro. — Wiesz, że leleki według niektórych podań potrafią przewidywać śmierć?
— Nikt nigdy tego nie udowodnił — mruknął sceptycznie Snape.
— To bez znaczenia. Popatrz tu — powiedziała, wskazując palcem na wypustkę w końcówce wyszczerbionego, brudnego pióra — miejsce na atrament.
— Który się nie przyjmie, Granger — odparł Snape.
Zaskoczyło go, że zamiast czuć irytację, zwlekanie Hermiony go zaintrygowało. Nie była przecież głupia, z pewnością wiedziała, że pióra leleków są bezwartościowe.
— Chyba, że zaaplikujesz zamiast niego odpowiedni eliksir — powiedziała Hermiona, nie mogą wytrzymać napięcia. — Pomyślałam, że może jeśli uda się do niego dobrać eliksir rozpoznawczy, wtedy będzie to kompletne narzędzie. Scrivenshaft powiedział, że nic nie szkodzi na przeszkodzie spróbować. — Severus uniósł brew, przyglądając się, jak Hermiona, wciąż tłumacząc mu swój pomysł, chowa do torebki pióro i zmniejsza ją, wciskając do kieszeni płaszcza. — Wtedy Poppy miałaby coś, co dokładnie wskaże, gdzie w ciele znajduje się na przykład stan zapalny, wiesz… Bo normalnie ten eliksir po prostu świeci, ale to jest raczej mało precyzyjne.
Kobieta podniosła wzrok, a widząc minę Snape’a spoważniała i zamilkła niemal natychmiast. Każdy tak na nią patrzył, kiedy o czymś opowiadała. Harry, Ron, nawet Ginny. Zawsze ten sam znudzony wzrok, niemo proszący, aby przestała mówić. Przełknęła ślinę, wiedząc, że powinna zachować ekscytację dla siebie, ale zanim zdążyła cokolwiek dodać, Snape spytał:
— Sądzisz, że zadziała jak wskaźnik?
Hermiona uśmiechnęła się szybciej, niż zdążyła pomyśleć nad odpowiedzią. Najwyraźniej obojętne spojrzenie i beznamiętna mina wcale nie były oznaką poirytowania, czy braku zainteresowania — były po prostu wrodzonym, naturalnym wyrazem na twarzy Severusa Snape’a.
— Tak — odparła w końcu. — Myślę, że może tak zadziałać.
Mężczyzna niespodziewanie wygiął usta w krótkim, krzywym grymasie uznania. Jakby zgadzał się z jej zdaniem i zaaprobował pomysł. Hermiona Granger nigdy nie sądziła, że dożyje takiego momentu.
— Hermiona!
Para odwróciła się, słysząc niespodziewany, donośny głos. Hagrid kroczył ku nim ciężkim krokiem, a jego długi, postrzępiony płaszcz powodował unoszenie się pyłu nad osiadłego na ziemi śniegu.
— Hagrid — szepnęła młoda gryfonka, uśmiechając się szeroko. Nie umknęło to uwadze Snape’a, podobnie jak jej zmarkotniała mina sprzed chwili. — Jak miło cię widzieć!
Pół-olbrzym w kilka kroków znalazł się obok nich i objął drobną kobietę ramieniem, a jej cichy śmiech zginął w połach jego płaszcza.
— Ciebie tyż, cholibka — odparł, wypuszczając Hermionę z objęć i spojrzał w stronę stojącego obok niej Snape’a. Skinął mu uprzejmie głową i zlustrował go swoimi małymi oczami, choć żadne z nich nie dojrzało się w tym niechęci. — Psorze.
Severus odpowiedział krótkim skinieniem głowy.
— Co tu robisz, Hagridzie? — zapytała Hermiona, szczęśliwa, że w końcu miała okazję porozmawiać ze starym przyjacielem. Mimo, iż żyli tak blisko siebie to paradoksalnie przez to odwiedzała go rzadziej i ilekroć dane jej było zobaczyć się z Hagridem, zawsze dopadały ją z tego powodu wyrzuty sumienia.
— A wisz co ta paskuda znów rozwaliła mi kociołek i żem przyszedł kupić mu jakąś zabawkę — odparł zeźlony pół-olbrzym, machając dłonią na Kła, który wyłonił się zza jego potężnej nogi. — Inaczej ni mom pojęcia, jak se z nim poradzę. Na starość jest ino coraz gorszy.
Severus uniósł brew, widząc, jak Hermiona z ochotą kuca przy wielkim, obślinionym psie i bez wahania głaska zwierzę, uśmiechając się do niego szeroko.
— Może po prostu potrzebuje więcej uwagi? Ludzie na starość tak mają, to psy może też — stwierdziła, zerkając wymownie na Snape’a, który tylko wywrócił oczami.
— Toć kiedy ja ni mom tyle czasu dla niego, ty paskudny bydlaku ty — mruknął Hagrid, tarmosząc Kła po łbie, co miało być wyrazem miłości do zwierzaka, choć dla postronnego obserwatora przypominało torturę.
Hermiona zaśmiała się wesoło, kiedy Kieł niespodziewanie się rozbudził i zaczął szaleć przy nodze Hagrida. Widać było po nim, że nie jest już tak sprawny i żywiołowy, jak kiedyś, ale wciąż uwielbiał bawić się ze swoim panem.
— To zupełnie tak, jak niektórzy z tu obecnych — stwierdził Snape, przyciągając uwagę kobiety, która podniosła się z kolan i otrzepała spódnicę, marszcząc brwi. — Muszę wracać do zamku, obowiązki wzywają. Hagridzie. — Severus skinął głową olbrzymowi, który odpowiedział tym samym i posłał Hermionie porozumiewawcze spojrzenie. — Spotkamy się później.
Kobieta skinęła mu głową, jednak kiedy Snape ruszył drogą ku ścieżce do Hogwartu, zmarszczyła brwi.
— Przepraszam cię, Hagridzie, zaraz wrócę! Zapomniałam czegoś — wyjaśniła i ruszyła biegiem za Severusem. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak szybko chodził, kiedy jej nie towarzyszył; kiedy go dogoniła, jej puls był już mocno przyspieszony. — Severusie!
Mężczyzna zatrzymał się, słysząc jej głos i odwrócił się, mierząc ją pytającym spojrzeniem.
— Mam dużo pracy, Granger — mruknął cicho, choć dookoła nie znajdował się absolutnie nikt znajomy. Nawet jeden uczeń. — Nie musisz rezygnować z przyjemności, żeby wracać do zamku.
Zerknął wymownie w kierunku Hagrida, który czekał na nią pod sklepową witryną Scrivenshafta, a Hermiona zaśmiała się wesoło, słysząc jego sugestię.
— Och nie, skąd. Nie zamierzałam z tego rezygnować — wyjaśniła. — Tylko tak sobie pomyślałam… — Zawahała się, bo spontaniczny pomysł, który przyszedł jej do głowy stawał się coraz bardziej idiotyczny. — Zrozumiem, jeśli pogardzisz moim wątpliwym nauczycielskim doświadczeniem, ale gdybyś potrzebował pomocy…
Severus Snape uniósł brew, kompletnie zaskoczony propozycją panny Granger.
— Pomocy? — powtórzył, przerywając kobiecie jej wywód.
— Tak, z czymkolwiek — dodała Hermiona i uśmiechnęła się przyjaźnie. — To wystarczy, że powiesz.
Ona mówi poważnie, pomyślał Snape, widząc wyczekiwanie na twarzy Hermiony.
— Z całym szacunkiem, Granger — zaczął, podchodząc nieco bliżej kobiety — i bez urazy dla twojego nauczycielskiego doświadczenia, ale szczerze wątpię, żebyś mogła mi pomóc.
Hermiona, ku jego zaskoczeniu, nie była absolutnie urażona jego odpowiedzią.
— Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się innej odpowiedzi — stwierdziła, posyłając mu szeroki uśmiech. — Dlatego ta propozycja jest cały czas otwarta, w razie gdybyś kiedyś uznał, że nadarzy się… — Hermiona uniosła brew, widząc, że Snape zlustrował ją uważnym spojrzeniem. — … okazja.
Merlinie. Hermiona musiała zmusić się, aby zrobić krok w tył i spuścić wzrok, bo stojąc tak blisko Severusa i patrząc z zadartym podbródkiem w jego ciemne oczy, jedyne na co miała ochotę to zbliżyć się i powtórzyć to, co zaszło między nimi na balkonie cieplarni.
— Zapamiętam — stwierdził pod nosem Snape.
Kobieta uśmiechnęła się pod nosem, a jej zaróżowione od mrozu policzki uniosły się, uwydatniając wgłębienia w policzkach.
— Mam nadzieję — odparła. — Słyszałam, że upływające lata sprzyjają pogorszeniu się pamięci.
Snape prychnął i pokręcił głową.
— Idź już — polecił, zerkając ponad jej ramię. — Inaczej Hagrid zagłaszcze tego brytana na śmierć.
Hermiona odwróciła się, spoglądając na Hagrida, który nie sprawiał wrażenia, jakby gdziekolwiek się spieszył. Nagle kobieta przypomniała sobie coś, co chciała Severusowi powiedzieć wczoraj, ale przez wzgląd na jego urodziny zupełnie wyleciało jej to z głowy. Tyle w temacie wieku i dobrej pamięci, pomyślała.
— Właśnie, zapomniałabym na śmierć — powiedziała, zerkając na Snape’a. — Harry prosił, żebym wybrała się z nim na widzenie z Draco. Ostatnie przed wznowieniem procesu, więc… Sam rozumiesz.
Kobieta zmarszczyła brwi.
— Nie jestem despotycznym narzeczonym, Granger, nie musisz prosić mnie o pozwolenie — prychnął Snape, widząc jej nieco pobłażliwą minę. — Kiedy wyznaczyli termin?
— Za trzy tygodnie, trzydziestego pierwszego — odparła od razu Hermiona.
Severus Snape w tamtej chwili zrozumiał, jak ironiczne życie potrafi być. Nie dał tego poznać po sobie ani jednym drgnięciem mięśnia na twarzy, ani jednym krzywym grymasem, ale widząc jej uśmiech zdecydował, że pozostawi dla siebie informację o tym, że dokładnie tego samego dnia umówiony był na wizytę z Whitlockiem.
— Tylko nie pozdrawiaj ode mnie Pottera — zakpił i skinął głową w stronę wioski. — Idź już — powtórzył.
Hermiona zaśmiała się pod nosem, lustrując go przeciągłym spojrzeniem.
— Patrzy?
Mężczyzna zerknął ponad jej ramieniem na stojącego w oddali pół-olbrzyma, a jego usta ułożyły się w kpiący grymas. Spojrzał ponownie na Hermionę i bez słowa zrobił krok w jej stronę, składając przelotny pocałunek na jej skroni.
— Nie — szepnął niespodziewanie tuż przy jej uchu.
Młoda gryfonka przymknęła powieki, chłonąc przyjemny zapach, jaki został na płaszczu Severusa po wizycie u zielarza.
— Przezorny zawsze ubezpieczony — mruknęła równie cicho Hermiona.
Poczuła, że mężczyzna się odsunął i posłała mu szeroki uśmiech. Odwróciła się nagle, szybkim krokiem wracając do Hagrida i Kła, z którymi skierowała się ku Trzem Miotłom, a Snape znów złapał się na tym, że patrzy za jej znikającą sylwetką. Tylko, że nic nie potrafił na to poradzić. Tak jak na to, że nie miał zamiaru konkurować z Potterem. Znowu. Nie zamierzał stawiać Hermiony przed wyborem, któremu z nich miałaby towarzyszyć, więc wolał odebrać jej ten wybór. To było jedyne sensowne wyjście z sytuacji.
Wrócił do Hogwartu, od razu zaszywając się w pracowni i rozkładając na stole ingrediencje, które zakupił w Hogsmeade. Jeszcze przed wyjazdem Sinistry obiecał jej, że znajdzie przepis i uwarzy eliksir, który w jego opinii mógł pomóc na jej przewlekłe migreny — i nic nie mogło odciągnąć go od tego zadania. Po tylu latach, nawet mimo tego, że pracował na stanowisku, które zawsze chciał piastować, eliksiry dalej były jego pasją. Nie miał ani sił, ani sposobności przygotowywać ich tyle, ile by chciał, ale każdy epizod, kiedy mógł zamknąć się w sali, był dla niego niemal święty.
Ustawił kociołek na metalowych nóżkach i rozpalił pod nim ogień, wlewając pintę wody. Obserwował kątem oka, jak bąbelki pojawiały się na jej powierzchni, kiedy siekał kolejne ingrediencje, jednak w pewnej chwili poczuł nieznośny, promieniujący ból w ramieniu. Oparł dłoń na blacie, czekając aż pulsujące uczucie minie, jednak jedyne, co przyszło z czasem to coraz silniejszy skurcz.
Przeklęta Granger, pomyślał. Jej plastry były ogromnym sukcesem, choć nigdy by jej tego nie przyznał — wystarczyło, że kobieta sama zauważyła, że przyniosły rezultaty. Co było, oczywiście, niedopowiedzeniem roku. Teraz, kiedy od kilku dni nie miał już żadnego opatrunku, zdecydowanie czuł różnicę. Powoli wracał stary, znajomy ból i skurcze, które przeszywały jego lewe ramię w najmniej oczekiwanych momentach nie pozwalając skupić się na pracy. Severus Snape był niemal pewien, że to była jego pokuta za wszystko dobre, co ostatnio działo się między nim, a Granger. Zacisnął mocno dłoń i sięgnął po nóż. Był gotów przyjąć na siebie to brzemię, bo czuł, że Hermiona była tego warta. Wbrew wszelkim oczekiwaniom i zdrowemu rozsądkowi.
genialny komentarz – nawet jeśli tylko w myślachWróć do czytania
Lofciam jego ciętą ripostę ;pWróć do czytania
I nie jest to kłamstwem! 🙂Wróć do czytania
kiedy nie jej nie towarzyszył -> za dużo nieWróć do czytania
a to drań, tak bezwstydnie wykorzystywać okazję 🙂Wróć do czytania
no tak, a on jest zbyt dumny/uparty, żeby poprosić o kolejne 🙂Wróć do czytania