Trzeci Raz – Rozdzia艂 XXXV

Kolejna pr贸ba dla Waszych nerw贸w… 馃槈聽 trzymam za Was kciuki!

Ale jaka艣 jej cz臋艣膰 艂akn臋艂a poczucia bezpiecze艅stwa, kt贸re dawa艂 jego g艂os czy cho膰by najkr贸tsza wiadomo艣膰.

Przez kilkana艣cie sekund pozwoli艂a sobie jeszcze przypomina膰 koj膮ce wra偶enie, jakie czu艂a, gdy w nocy planowali rozmow臋 z Drisem i wreszcie sp艂yn膮艂 na ni膮 spok贸j; 艣wietlisty Jastrz膮b odlecia艂, rozp艂yn膮艂 si臋 mi臋dzy ga艂臋ziami krzak贸w, lecz Hermiona mia艂a wra偶enie, 偶e wci膮偶 czuje jego opieku艅cze skrzyd艂a, zamkni臋te dooko艂a jej ramion. Dopiero wtedy spr贸bowa艂a znale藕膰 jakie艣 wyja艣nienie, czemu nie wr贸ci艂a do Archiwum, tylko wybra艂a si臋 na Pok膮tn膮.

Merlinie, jak niby mo偶esz to wyt艂umaczy膰? Przecie偶 to nieuzasadnione oddalenie si臋 z miejsca pracy!

 

 

Ministerstwo Magii 鈥 Gabinet Drisa

10:21

 

Jak??! Na Allaha, JAK?!! W jaki spos贸b??! I dlaczego?!!

Niczym pijany, Dris potoczy艂 dooko艂a b艂臋dnym wzrokiem, ale w rozmazanych kolorach nie znalaz艂 odpowiedzi. Jak??! Na Allaha鈥

Cudowny jeszcze przed chwil膮 艣wiat run膮艂 w gruzach u jego st贸p i musia艂 go natychmiast pozbiera膰!

Dlaczego??!…聽 Dlaczego鈥.

To obudzi艂o w nim skojarzenia. Gus wiedzia艂 o jego planach wzgl臋dem Hermiony i z pewno艣ci膮 dlatego wybra艂 w艂a艣nie j膮. 呕eby si臋 na nim odegra膰.

Ale jak鈥?

Mo偶e w艂a艣nie przez Snape鈥檃? Bo przecie偶 kiedy艣 chcia艂 si臋 z nim skontaktowa膰, by zajrze膰 do jej umys艂u. Na pewno! I w艂a艣nie, m贸g艂 wykorzysta膰 fakt, 偶e by艂a Niewymown膮 i opowiedzie膰 jej o swoim projekcie panowania nad umys艂ami, 偶eby tym bardziej j膮 do siebie przekona膰!

Ale skoro rozmawia艂 z ni膮, skoro wiedzia艂a wszystko, to czemu przysz艂a dzi艣 do niego?? Czemu zgodzi艂a si臋 z nim by膰? To by艂 krok zupe艂nie w inn膮 stron臋.

Nieoczekiwanie ujrza艂 przed sob膮 klepki, kt贸rych nie pokrywa艂 dywan i przemkn臋艂o mu przez my艣l, 偶e istotnie wygl膮daj膮 jak gruzy. R贸wnocze艣nie dotar艂o do niego, 偶e ca艂y czas kl臋czy, wi臋c podni贸s艂 si臋 i ignoruj膮c bolesne k艂ucie w kolanie usiad艂 zn贸w w fotelu.

Mo偶e mu nie uwierzy艂a? Bo w ostatniej scenie, w kt贸rej Gus odbiera艂 jej r贸偶d偶k臋, wyra藕nie wyczu艂 jej w艣ciek艂o艣膰鈥

To ca艂kiem prawdopodobne鈥 Hermiona musia艂a nienawidzi膰 Gusa ju偶 cho膰by z uwagi na Drug膮 Wojn臋. Mog艂a uzna膰, 偶e k艂amie i by膰 mo偶e nawet chcia艂a powiadomi膰 o tym jego, Drisa鈥

Tyle, 偶e na tym ko艅czy艂y si臋 dobre nowiny. Skoro na koniec ich spotkania przestraszy艂a si臋, zmieni艂a zdanie i chcia艂a uciec, r贸wnie dobrze mog艂a uzna膰, 偶e to jednak Gus mia艂 racj臋鈥

Dris zab臋bni艂 palcami po aksamitnych pod艂okietnikach. To wszystko przypomina艂o trop wielb艂膮da kr膮偶膮cego dooko艂a zatrutej oazy. Musisz wiedzie膰, co dok艂adnie si臋 sta艂o.

Po pierwsze dlatego, 偶e nied艂ugo mia艂 spotka膰 si臋 z Hermion膮, a po drugie, poniewa偶 musia艂 dowiedzie膰 si臋, co kombinowa艂 Gus.

A na to by艂 tylko jeden spos贸b. Na szcz臋艣cie wygl膮da艂o na to, 偶e by艂 bezpieczny, a je艣li nie鈥 Je艣li Hermiona cokolwiek poczuje i dopasuje to do tego, co MUSIA艁 powiedzie膰 jej Gus鈥

Trudno. Musisz zaryzykowa膰.

Dlatego te偶 poprawi艂 si臋 w fotelu i obr贸ci艂 w my艣lach鈥

 

 

Druga posiad艂o艣膰 Malfoy贸w

10:22

 

Wygl膮da艂o na to, 偶e w przypadku opcji numer dwa ich plan nie jest zagro偶ony. Tylko podejrzewaj膮c, 偶e co艣 by艂o nie tak Dris nie m贸g艂 domy艣li膰 si臋, 偶e zastawili na niego pu艂apk臋 i otwieraj膮c drzwi nadzieje si臋 prosto na zielony promie艅. Nie zmienili go wi臋c, cho膰 zdecydowali, 偶e 偶aden z nich nie b臋dzie czeka艂 na Araba ko艂o tarasu 鈥 w obecnej sytuacji lepiej by艂o si臋 nie rozdziela膰.

Severus ca艂y czas trzyma艂 w r臋ku galeona, by nie przegapi膰 ewentualnej wiadomo艣ci od Hermiony o przej臋ciu ja藕ni czy cho膰by pr贸bie 鈥 bior膮c pod uwag臋 jej przera偶enie, gdyby cokolwiek podejrzewa艂a, na pewno by go powiadomi艂a. Galeon milcza艂 i teoretycznie z ka偶d膮 chwil膮 powinna rosn膮膰 w nim nadzieja.

Jednak nie wiedzie膰 czemu by艂o zupe艂nie odwrotnie. W kt贸rym艣 momencie spojrza艂 na 艣cian臋, przywo艂a艂 w my艣lach obraz 鈥 szkic, kt贸ry jeszcze niedawno tak dobrze wygl膮da艂: teraz pojawia艂y si臋 na nim nowe smugi p臋dzla i ka偶da z nich by艂a czarnego koloru.

Obraz Gusa wygl膮da艂 dok艂adnie tak samo. Nie podoba艂o mu si臋 to.

– Id臋 z wami 鈥 postanowi艂.

– A Ifryt? 鈥 zapyta艂 pr臋dko Draco. 鈥 M贸wi艂e艣, 偶e鈥

– Mo偶e tam b臋dzie, a mo偶e nie. Po prostu b臋d臋 musia艂 uwa偶a膰, a dodatkowa r贸偶d偶ka zawsze si臋 przyda – Granger specjalnie go nie obchodzi艂a, za to obchodzi艂 go los Severusa i Lucjusza.

– W takim razie ja te偶 id臋!

Gus otworzy艂 usta, ale zanim zd膮偶y艂 odpowiedzie膰, odezwa艂 si臋 Lucjusz.

– Zostajesz, masz pilnowa膰 matki.

– Przecie偶 nie mo偶e dobra膰 si臋 do naszej ja藕ni 鈥 zaoponowa艂 ch艂opak.

Flegmatyczna mina Lucjusza znik艂a jak za machni臋ciem r贸偶d偶ki.

– Nie wiem, co mo偶e, a czego nie mo偶e i nie zamierzam ryzykowa膰. Wi臋c b臋dziesz pilnowa艂 matki 鈥 rzuci艂 ostro i poprawiaj膮c zapink臋 pod szyj膮 spojrza艂 na pozosta艂ych doda艂: – Zbierajmy si臋. Ten cz艂owiek zaczyna mi dzia艂a膰 na nerwy i pora z tym sko艅czy膰.

Severus jeszcze niczego tak bardzo nie pragn膮艂.

– Za pi臋膰 minut przed domem 鈥 zdecydowa艂 Gus.

 

 

Podw贸rko na ty艂ach bloku Hermiony

10:22

 

Znalezienie SENSOWNEGO powodu wcale nie by艂o proste, nie tylko dlatego, 偶e trudno jest usprawiedliwi膰 porzucenie pracy, ale r贸wnie偶 dlatego, 偶e my艣li Hermiony ci膮gle odp艂ywa艂y do wydarze艅 z ostatnich dni.

Albo znajdowa艂a ca艂kiem dobre wyja艣nienia, kt贸re nie pasowa艂y do spaceru na Pok膮tnej 鈥 jak cho膰by to, 偶e by艂a tak zdruzgotana po 艣mierci Coxa, 偶e nie potrafi艂a wysiedzie膰 w Archiwum, albo ca艂kowicie idiotyczne. Na obiad by艂o za wcze艣nie, gdyby dosta艂a bolesnego okresu fiuukn臋艂aby do domu po uprzedzeniu kogo艣, za艣 pomys艂, 偶e sumienna panna Granger wymkn臋艂a si臋 na randk臋 z Drisem by艂 czyst膮 abstrakcj膮.

Ale to przypomnia艂o jej, 偶e przecie偶 Dris mia艂 powiedzie膰 pannie Fernbsy, 偶e ju偶 nigdy nie wr贸ci do pracy, wi臋c wyja艣nienie musia艂o do tego pasowa膰.

Jak do cholery wyja艣ni膰 TO? Powiedzie膰 prawd臋, 偶e zabroni艂 ci wraca膰 do pracy? I um贸wi艂 si臋 z tob膮 na Pok膮tnej?

I ty si臋 zgodzi艂a艣? Nikt nie uwierzy, 偶e kto艣 taki jak ty to zaakceptowa艂! Musia艂aby艣 to wyja艣ni膰, a wtedy鈥 Hermiona zerkn臋艂a w stron臋 arabskich napis贸w, kt贸re pono膰 oznacza艂y, 偶e do niego nale偶a艂a i pospiesznie odwr贸ci艂a wzrok.

Wtedy stroni膮ca od ma艂偶e艅stwa i zmuszona do niego panna Granger stawa艂a si臋 jedn膮 z pierwszych podejrzanych o morderstwo.

Mo偶e znikn膮 po鈥 jego 艣mierci? Je艣li tak, to nie musisz trzyma膰 si臋 tej wersji.

I w tym momencie dotar艂o do niej, 偶e naprawd臋 nie musi si臋 jej trzyma膰. Przecie偶 Dris m贸g艂 wys艂a膰 j膮 na Pok膮tn膮 i za艂atwi膰 zwolnienie jej z pracy za jej plecami!

Tak! Dok艂adnie! Tylko po co?!

To musia艂o by膰 co艣 bardzo wa偶nego! Bo powiedzia艂 jej, 偶e podejrzewa, i偶 Rookwood zakradnie si臋 do Departamentu Tajemnic, 偶eby j膮 porwa膰? Nie, w takim razie uprzedzi艂aby innych, 偶eby ich uratowa膰!

W艂a艣nie, uratowa膰! Musia艂a chcie膰 uratowa膰 Drisa!

Powiedzia艂 ci, 偶e jest na co艣 chory. Co艣 arabskiego, nie pami臋tasz nazwy! I pos艂a艂 ci臋 po jaki艣 eliksir鈥!

W艂a艣nie dlatego bieg艂a艣 jak szalona!

Wyszarpn臋艂a z kieszeni galeona, przez chwil臋 szuka艂a w艂a艣ciwych s艂贸w, po czym przes艂a艂a kr贸tk膮 wiadomo艣膰: 鈥濿e藕 w艂os D.B!鈥

Nie mia艂a w膮tpliwo艣ci, 偶e Severus domy艣li si臋, 偶e potrzebuje w艂os Drisa do wielosokowego, by stworzy膰 fa艂szywe wspomnienie, wi臋c b臋dzie musia艂 przywo艂a膰 go z jego sypialni czy 艂azienki zanim si臋 deportuje.

I nie czekaj膮c na odpowied藕 zdj臋艂a zakl臋cie Kameleona, pomy艣la艂a o Pok膮tnej i obr贸ci艂a si臋 na pi臋cie.

 

 

Ministerstwo Magii, Gabinet Drisa

O tej samej porze 鈥 10:22

 

Nie wiedz膮c od czego zacz膮膰 Dris si臋gn膮艂 po ostatni膮 scen臋 z Gusem. Rozejrzawszy si臋 zauwa偶y艂 Snape鈥檃 i obu Malfoy贸w, lecz zignorowa艂 ich i spojrza艂 na Hermion臋.

Dok艂adnie w tym momencie kobieta r膮bn臋艂a Gusa w twarz i krzykn膮wszy 鈥濨ydl臋鈥 wyrwa艂a swoj膮 r贸偶d偶k臋 i rzuci艂a si臋 ku drzwiom.

I ju偶-ju偶 zacz膮艂 si臋 u艣miecha膰, gdy us艂ysza艂 jak wo艂a j膮 Snape 鈥 wpierw po nazwisku, potem po imieniu i poczu艂 jej szok zmieszany z niedowierzeniem oraz pikni臋ciem rado艣ci. To ostatnie mu si臋 nie spodoba艂o i kilka sekund p贸藕niej wiedzia艂 ju偶 czemu.

– 鈥瀂abierz swoje i moje rzeczy z Buness. Draco przeniesie ci臋 w jakie艣 miejsce, gdzie b臋dziesz bezpieczna. Czekaj tam na mnie i nie ruszaj si臋 pod 偶adnym pozorem, rozumiesz? I pilnuj umys艂u.鈥

– 鈥濧 ty?鈥

– 鈥瀂ajm臋 si臋 tym, co musz臋 zrobi膰鈥.

Serce Drisa przyspieszy艂o z dw贸ch powod贸w: widzia艂, 偶e ta rozmowa mia艂a zwi膮zek z nim, czu艂 to wyra藕nie. Wydarzy艂a si臋鈥 ledwie wczoraj鈥 Wczoraj po po艂udniu鈥 Czyli trafi艂 doskonale!

Drugim powodem by艂 sens wypowiedzi Snape鈥檃, podtekst w niej zawarty. Jakby co艣 go z Hermion膮 艂膮czy艂o. A to by艂o鈥 Zakazane.

Przez sekund臋 trwa艂 rozdarty, nie wiedz膮c za kt贸rym z powod贸w pod膮偶y膰, lecz b艂yskawicznie zdecydowa艂, 偶e ten pierwszy by艂 wa偶niejszy. Je艣li za艣 ten pies 艣mia艂 po艂o偶y膰 na niej r臋k臋鈥

Nic 艣wie偶szego zwi膮zanego z Gusem nie by艂o, wi臋c zaj膮艂 si臋 tym, co mia艂 zrobi膰 Snape 鈥 wystarczy艂o, 偶e pomy艣la艂 o tym i umys艂 Hermiony pokaza艂 mu j膮 i Snape鈥檃 w jakim艣 pomieszczeniu o艣wietlonym lampami gazowymi鈥

 

 

Londyn, Pok膮tna,

10h25

 

Pok膮tna nawet w p贸艂 do jedenastej t臋tni艂a 偶yciem; wsz臋dzie pe艂no by艂o czarownic i czarodziej贸w, w wi臋kszo艣ci turyst贸w. Niekt贸rzy spacerowali, pojedynczo lub grupkami, przygl膮daj膮c si臋 witrynom, zagl膮daj膮c do sklep贸w. Inni zmierzali marszowym krokiem w wyra藕nie okre艣lonym celu.

Prawdziwy t艂um mia艂 wylec na ulic臋 za p贸艂torej godziny, lecz nawet o tej porze trzeba by艂o lawirowa膰 mi臋dzy lud藕mi oraz wystawionymi przed sklepami przer贸偶nymi artyku艂ami.

Hermiona rozejrza艂a si臋 dooko艂a i ujrzawszy sklep Madam Malkin po prawej przyspieszy艂a odrobin臋.

Ma艂o znana Apteka Portwine鈥檃 znajdowa艂a si臋 niemal na samym ko艅cu Pok膮tnej, wi臋c aportowa艂a si臋 tu偶 przy Dziurawym Kotle, dok艂adnie po drugiej stronie d艂ugiego pasa偶u – w ten spos贸b mog艂a pokaza膰 si臋 ludziom i zwr贸ci膰 na siebie uwag臋. Bia艂a bluzka i praktycznie bia艂e spodnie przy stonowanych, na og贸艂 ciemnych ubraniach czarodziej贸w gwarantowa艂y, 偶e zapami臋taj膮 j膮 nawet tury艣ci, ale na wszelki wypadek specjalnie wpad艂a na wystawione na zewn膮trz kocio艂ki i przepraszaj膮c Madame Potage pieczo艂owicie poustawia艂a je z powrotem.

Stara艂a si臋 wygl膮da膰 na lekko zdenerwowan膮, spiesz膮c膮 si臋 osob臋, kt贸ra nie dostrzega nic poza jakim艣 konkretnym celem, co wcale nie by艂o dalekie od prawdy. W uszach brz臋cza艂 jej niewyra藕ny gwar, z kt贸rego czasem wy艂awia艂a poszczeg贸lne s艂owa, przed oczami przesuwa艂 si臋 anonimowy kalejdoskop twarzy, mieszanina braw razi艂a w oczy, lecz to wszystko stanowi艂o tylko t艂o, po kt贸rym przemyka艂y sceny, te prawdziwe z dzisiejszego ranka i te wyimaginowane 鈥 z niedalekiej przysz艂o艣ci.

– Hej, Hermiona! 鈥 us艂ysza艂a nagle za plecami, odwr贸ci艂a si臋 i zobaczy艂a Tony鈥檈go z CWSL z jakim艣 o wiele m艂odszym ch艂opcem, bardzo do niego podobnym, pewnie bratem. 鈥 Fajnie ci臋 widzie膰! Co tak lecisz?

Zaciskaj膮c palce i podwijaj膮c lekko pi臋艣ci by ukry膰 arabskie znaczki Hermiona zatrzyma艂a si臋 i u艣miechn臋艂a lekko, po czym natychmiast spowa偶nia艂a.

– Cze艣膰! Tony, przepraszam, ale si臋 spiesz臋 鈥 pokr臋ci艂a g艂ow膮. 鈥 Naprawd臋 mi przykro鈥

– Jasne, 偶aden problem! Powiesz mi przy nast臋pnej okazji 鈥 za艣mia艂 si臋 ch艂opak.

– Na pewno! 鈥 zawo艂a艂a i ruszy艂a przed siebie biegiem, jakby chcia艂a nadrobi膰 to kilkusekundowe op贸藕nienie.

Zd膮偶y艂a jeszcze us艂ysze膰, jak Tony m贸wi do brata 鈥濸ewnie leci do ksi臋garni鈥. 呕eby艣 tylko wiedzia艂鈥 pomy艣la艂a, wzdychaj膮c ci臋偶ko.

Ale by艂a zadowolona. Tak trzyma膰. 呕adnych wyja艣nie艅, 偶adnego t艂umaczenia si臋. T艂umacz膮 si臋 winni. Ona po prostu si臋 spieszy艂a i tyle. I dok艂adnie to mia艂a zostawi膰 w pami臋ci mijanych 艢WIADK脫W.

Kilka jard贸w dalej zwolni艂a i zacz臋艂a uk艂ada膰 w my艣lach rozmow臋 ze sprzedawc膮.

Daleko z przodu wida膰 by艂o ju偶 afisz sklepu z perukami, za kt贸rym znajdowa艂a si臋 Apteka Portwine鈥檃.

 

 

Ministerstwo Magii, Gabinet Drisa

5 minut p贸藕niej, 10:27

 

Zakl臋cie Kameleona nie zd膮偶y艂o jeszcze przesta膰 dzia艂a膰, gdy ma艂o nie wyrywaj膮c drzwi Dris wypad艂 na korytarz i ruszy艂 nim niemal biegiem. Sanda艂y na mi臋kkiej podeszwie t艂umi艂y odg艂os krok贸w, lecz 艂opot galabii nie zwiastowa艂 niczego dobrego.

I istotnie, gdy przed kilkoma sekundami Dris wynurzy艂 si臋 z ja藕ni Hermiony, 艣wiat 鈥 ten wspania艂y jeszcze niedawno 艣wiat sta艂 w ogniu. A偶 s艂ycha膰 by艂o ryk p艂omieni i wycie po偶eranych nimi wrog贸w.

Dowiedzia艂 si臋, 偶e Snape z Malfoyem pr贸bowali go zabi膰 ju偶 wczoraj i poniewa偶 im si臋 nie uda艂o, opracowali plan na dzi艣. Snape przestawi艂 ten czarowny plan w bardzo kr贸tki spos贸b, co by艂o niezmiennie mi艂e z jego strony. W tym rol臋 Hermiony. Tak wi臋c Dris rozumia艂 ju偶, dlaczego si臋 u niego zjawi艂a. Zdradzi艂a go. Wystawi艂a na 艣mier膰. I zamierza艂a uciec przed swoim losem kosztem jego 偶ycia.

Ale za p贸藕no. O jedn膮 chwil臋 za p贸藕no. 艢wiat艂o艣ci moich oczu. Dris u艣miechn膮艂 si臋, lecz tylko ustami, bo br膮zowe oczy by艂y oczami demona furii.

– Wychodz臋, nie wiem, kiedy wr贸c臋 鈥 rzuci艂 w stron臋 obu sekretarek, nawet nie zwalniaj膮c.

Ich rozmazane twarze znik艂y mu z oczu i pu艣ci艂 si臋 biegiem w stron臋 wind.

Do tej pory zamierza艂 uczyni膰 z Hermiony godn膮 go kobiet臋, ale wyra藕nie na to nie zas艂ugiwa艂a. Zas艂ugiwa艂a na kar臋. A on zapragn膮艂 j膮 wymierzy膰.

I nie tylko dlatego, 偶e go zdradzi艂a. R贸wnie偶 z powodu tego, co 艂膮czy艂o j膮 ze Snape鈥檈m 鈥 bo zd膮偶y艂 jeszcze trafi膰 na dow贸d tego, 偶e by艂a jego. Ten pies, to 艣cierwo, ten pomiot hieny, ten鈥 uczyni艂 j膮 swoj膮! I to w dniu, kiedy kaza艂 jej z nim sko艅czy膰 i zapowiedzia艂, 偶e nie toleruje niewierno艣ci!

Za to Snape mia艂 sp艂on膮膰. A ona鈥

Jedna z wind sta艂a na pi臋trze. Dris wpad艂 do niej, wbi艂 przycisk z 贸semk膮 i zaj膮艂 si臋 czym艣, co nie mog艂o czeka膰: u艂o偶eniem planu.

W sumie dobrze si臋 sk艂ada艂o, dzi艣 m贸g艂 pozby膰 si臋 wszystkich, kt贸rzy si臋 o nim dowiedzieli. M艂ody Malfoy nie stanowi艂 dla niego problemu, natomiast musia艂 jako艣 艣ci膮gn膮膰 do Kelty Gusa. On jest najwa偶niejszy.

Dlatego Lucjusza musia艂 zabi膰 na miejscu, w taki spos贸b, by nie zaalarmowa膰 Snape鈥檃, jego za艣 zwabi膰 do domu. Nie m贸g艂 przej膮膰 jego ja藕ni 鈥 JESZCZE NIE, bo mogli z Gusem jako艣 si臋 porozumiewa膰, cho膰by przy u偶yciu tego ich Mrocznego Znaku, a nie m贸g艂 dopu艣ci膰 do tego by Gus si臋 zorientowa艂 czy cho膰by zacz膮艂 cokolwiek podejrzewa膰. Musisz sprawi膰, 偶e ten pies sam b臋dzie chcia艂 do ciebie wej艣膰.

Albo mo偶esz pos艂u偶y膰 si臋 Hermion膮. Na my艣l o tym Dris wybuchn膮艂 kr贸tkim 艣miechem. Zdecydowanie, pomys艂 uczynienia z niej swojej w艂asno艣ci by艂 genialny!

Za艣 kiedy ju偶 dorwie Snape鈥檃, zmusi go do wezwania Gusa, oboj臋tnie w jaki spos贸b. A potem ten pies b臋dzie m贸g艂 skona膰.

Plan by艂 bardzo og贸lny, Dris domy艣la艂 si臋, 偶e b臋dzie musia艂 improwizowa膰, ale z ka偶d膮 chwil膮 by艂 coraz bardziej pewien, 偶e dzisiejszy poranek wyra藕nie by艂 darem niebios; m贸g艂 wreszcie zasypa膰 za sob膮 wszystkie 艣lady i zacz膮膰 wie艣膰 偶ycie su艂tana.

 

 

Druga posiad艂o艣膰 Malfoy贸w / Kelty

O tej samej porze

 

– Uwa偶ajcie na siebie.

W g艂osie Draco s艂ycha膰 by艂o b艂agaln膮 nut臋. W odpowiedzi Lucjusz poklepa艂 go po ramieniu i spojrza艂 na dw贸ch czarodziej贸w stoj膮cych obok.

– Czy艅 honory, Gus 鈥 zwr贸ci艂 si臋 do Rookwooda.

Ten stukn膮艂 si臋 r贸偶d偶k膮 w g艂ow臋 i czuj膮c pierwsze lodowate strugi 艣ciekaj膮ce na szyj臋 rzuci艂 zakl臋cie na Lucjusza, a potem na Severusa.

Gdyby kto艣 spojrza艂 chwil臋 p贸藕niej na niewielki placyk przed wiejskim domem, dostrzeg艂by tylko samego Draco. Ch艂opak jednak czu艂, 偶e nie by艂 sam; s艂ysza艂 zgrzytni臋cia 偶wiru pod niewidocznymi stopami, szelest ubrania gdy powia艂 mocniej wiatr i czyj艣 leciutko 艣wiszcz膮cy oddech.

Zaskakuj膮ce jak wiele takich szczeg贸艂贸w nam umyka, gdy mo偶emy cieszy膰 si臋 widokiem kogo艣 obok nas鈥

W nast臋pnej chwili rozleg艂o si臋 g艂o艣ne trza艣ni臋cie i usta艂 zgrzyt kamyk贸w, szmer tkaniny oraz miarowy odg艂os wydychanego powietrza.

– Uwa偶ajcie na siebie 鈥 szepn膮艂 jeszcze raz.

Tym razem nikt go jednak nie us艂ysza艂 鈥 naprawd臋 by艂 sam.

 

Tr贸jka m臋偶czyzn aportowa艂a si臋 na w膮skiej drodze, jakie艣 dziesi臋膰 jard贸w od zjazdu do posiad艂o艣ci.

Severus natychmiast rzuci艂 Muffliato, a nast臋pnie wskaza艂 r贸偶d偶k膮 w miejsce, w kt贸rym znajdowa艂y si臋 ich stopy i mrukn膮艂 鈥濭radus Silencio鈥.

– Ju偶 鈥 powiedzia艂 normalnym tonem i spojrzawszy na najbli偶sze drzewa, by m贸c ich 艂atwo odnale藕膰 doda艂: – Czekajcie tu na mnie 鈥 po czym obr贸ci艂 si臋 na pi臋cie i znikn膮艂.

– W razie problem贸w daj znak w zwyk艂y spos贸b 鈥 rzuci艂 Gus.

Fakt, 偶e Severusa ju偶 nie by艂o nawet do niego nie dotar艂, bo rozgl膮da艂 si臋 uwa偶nie dooko艂a i sta艂 w艂a艣nie ty艂em do niego. Wielkie drzewa rosn膮ce po obu stronach drogi, kt贸re kiedy艣 mu si臋 podoba艂y dzi艣 by艂y przekle艅stwem 鈥 wola艂by, 偶eby nic nie zas艂ania艂o widoku p贸l po drugiej stronie. Tak samo nie podoba艂 mu si臋 wysoki mur, kt贸ry ci膮gn膮艂 si臋 przy drodze wzd艂u偶 ca艂ej posiad艂o艣ci. P贸ki co, ga艂臋zie porusza艂y si臋 艂agodnie na lekkim wietrze i nic nie podrywa艂o le偶膮cych na drodze li艣ci ani warstewki kurzu.

 

Severus aportowa艂 si臋 kilka jard贸w za du偶膮, szeroko otwart膮 偶elazn膮 bram膮 i od razu przeni贸s艂 si臋 na 艣rodek drogi. Tak jak wczoraj nie napotka艂 偶adnych problem贸w, wi臋c pojawi艂 si臋 niedaleko wej艣cia do domu i zn贸w wr贸ci艂 na drog臋. Czysto.

Oczywi艣cie dobrze zna艂 zakl臋cie, kt贸re s艂u偶y艂o do wykrywania bariery antydeportacyjnej, ale nie wiedz膮c czy Benhammada nie u偶y艂 do tego arabskiej magii wola艂 sprawdzi膰 to w praktyczny spos贸b.

Wr贸ci艂 wi臋c do pozosta艂ych i z Lucjuszem zaj臋li si臋 rzucaniem Zakl臋cia Odrazy na drodze mi臋dzy najbli偶szymi zjazdami w kierunku miasteczka.

 

 

Ministerstwo Magii,

10:29

 

W czasie drogi do Atrium nikt nie odwa偶y艂 si臋 do Drisa dosi膮艣膰, tak samo nikt nie zatrzyma艂 go, gdy przeszed艂 spiesznym krokiem w stron臋 toalet.

Tym razem nie musia艂 rzuca膰 na siebie Kameleona przed wyj艣ciem na zewn膮trz.

Gdy aportowa艂 si臋 w Kelty, by艂a dziesi膮ta dwadzie艣cia dziewi臋膰. Pora, 偶eby zacz膮膰 realizowa膰 plan.

Otworzy艂 wi臋c drzwi, wszed艂 do 艣rodka i stan膮wszy tu偶 pod 艣cian膮 wypowiedzia艂 w my艣lach imi臋 oraz nazwisko i uczyni艂 kr贸tki, ostry gest praw膮 d艂oni膮.

 

 

Londyn, Pok膮tna / Kelty

O tej samej porze

Nie 鈥濪ris鈥, tylko 鈥濱dris Benhammada鈥, poprawi艂a si臋 w my艣lach Hermiona, podchodz膮c do wej艣cia do Apteki Portwine鈥檃. Czy nawet 鈥濸an Benhammada鈥. I niech szukaj膮 tego eliksiru dla niego. A ty mo偶esz czeka膰 nawet do jedenastej.

Jedenasta w Kelty.

Naraz wej艣cie, witryny po obu stronach i ludzie znikli i przed oczami pojawi艂 si臋 obraz jakiego艣 olbrzymiego tarasu, ceglanego domu o bia艂ych oknach i du偶ych przeszklonych drzwiach鈥

W Kelty.

艢wiat dooko艂a wybuch艂 rozmazan膮, barwn膮 wst臋g膮, a偶 zakr臋ci艂o si臋 jej w g艂owie. Czy te偶 zakr臋ci艂o NI膭鈥

Merlinie鈥!

R贸wnie nieoczekiwanie wszystko si臋 zatrzyma艂o. Hermiona otworzy艂a zaci艣ni臋te nie wiedzie膰 kiedy oczy i鈥 oto sta艂a na ko艅cu tarasu przed domem z czerwonej ceg艂y. Tym, kt贸ry sobie wyobrazi艂a. O du偶ych, przeszklonych drzwiach prowadz膮cych do ciemnego wn臋trza.

Nie zd膮偶y艂a zareagowa膰, gdy chwil臋 p贸藕niej ciemno艣膰 wype艂ni艂a r贸wnie偶 jej umys艂.

Bo w drzwiach stan膮艂 Dris.

Bo偶e鈥 To jest Kelty??

Aportowa艂a艣 si臋 do niego mimo woli鈥?

鈥 Bez r贸偶d偶ki鈥?? *

Arab wygl膮da艂 na r贸wnie zaskoczonego co ona.

– Hermiona! Ju偶 jeste艣! Jak szybko鈥! Cudownie! 鈥 u艣miechn膮艂 si臋 szeroko, rozk艂adaj膮c r臋ce na powitanie. 鈥 Chod藕!

Ten zapraszaj膮cy gest odepchn膮艂 j膮 od niego na ca艂e mile i sprawi艂, 偶e Hermion臋 przeszy艂 dreszcz strachu. Nie!!! B艂yskawicznie wyszarpn臋艂a r贸偶d偶k臋 z kieszeni d偶ins贸w, jej umys艂 krzykn膮艂 鈥濧pteka Portwine鈥檃!!!鈥 i obr贸ciwszy si臋 na pi臋cie z ulg膮 powita艂a znajome uczucie 艣ciskania.

 

Hermiona Granger. 艢miej膮c si臋 Dris uczyni艂 ten sam gest co przed chwil膮.

 

Nacisk na ca艂e cia艂o nieoczekiwanie zel偶a艂, lecz zamiast ujrze膰 Pok膮tn膮 Hermion膮 szarpn臋艂o, niemal wypychaj膮c jej powietrze z p艂uc, okr臋ci艂o z szalon膮 si艂膮 i cisn臋艂o do ty艂u.

Sekund臋 p贸藕niej znalaz艂a si臋 z powrotem na tarasie uroczego ceglanego domku.

W jej w艂asnym piekle.

NIE!!!!!

 

– Powiedzia艂em 鈥濩hod藕鈥, S艂o艅ce ty moje 鈥 odezwa艂 si臋 Dris i strzeli艂 palcami lewej r臋ki.

R贸偶d偶ka wyrwa艂a si臋 Hermionie z r臋ki tak gwa艂townie, 偶e zostawi艂a bolesny 艣lad wewn膮trz d艂oni. I jednocze艣nie zabra艂a ze sob膮 jak膮艣 cz膮stk臋 jej duszy.

– 鈥 – Hermiona wci膮gn臋艂a powietrze i prze艂kn臋艂a z trudem 艣lin臋. 鈥 Dris鈥

– Wi臋c chod藕 鈥 czarodziej przywo艂a艂 j膮 gestem, u艣miechaj膮c si臋 w jaki艣 dziwny spos贸b.

Strach zacz膮艂 w niej p臋cznie膰 i wypiera膰 dziwne, ot臋piaj膮ce oszo艂omienie.

– Dris鈥 Pos艂uchaj鈥

– Chod藕.

Bo偶e, nie!!! Instynkt pcha艂 j膮 do ty艂u, ku schodom do ogrodu, byle dalej st膮d, lecz jednocze艣nie rozum przyku艂 do miejsca. Przecie偶 nie mog艂a uciec bez r贸偶d偶ki!

– Ja鈥

 

Dris westchn膮艂 ci臋偶ko. Nie mia艂 czasu na zabaw臋. Snape i Malfoy mogli zjawi膰 si臋 lada moment i nawet je艣li mieli zapuka膰 od frontu, wola艂 nie ryzykowa膰. Poza tym pokaza艂 jej czym ko艅czy si臋 uciekanie od niego, teraz przyszed艂 czas na inn膮 lekcj臋 pos艂usze艅stwa. A w zasadzie kilka.

Uj膮艂 dwa ko艅ce r贸偶d偶ki i przyjrza艂 si臋 jej ze smutkiem.

– Skoro nie chcesz mnie s艂ucha膰鈥

– Dris, nie鈥!

– I tak nie b臋dzie ci ju偶 potrzebna.

– Nieeeee!!!!

Trzask p臋kaj膮cego drewna zgin膮艂 w rozpaczliwym krzyku. Hermiona podskoczy艂a do przodu kilka krok贸w, a gdy cisn膮艂 oba kawa艂ki na bok, wros艂a w ziemi臋 i zachwia艂a si臋, bo w tym momencie co艣 w niej umar艂o.

– Nie鈥 – j臋kn臋艂a 偶a艂o艣nie.

– Och, to ci臋 nie zabije 鈥 za艣mia艂 si臋 Dris. 鈥 A teraz鈥

Uczyni艂 kolejny ostry gest i nogi Hermiony zupe艂nie wbrew jej woli poderwa艂y j膮 do biegu ku niemu.

By艂a zbyt z艂amana, by walczy膰, lecz nawet najsilniejsza walka nie zda艂aby si臋 na nic; jej stopy ledwo muska艂y ziemi臋 i ni to biegn膮c, ni lec膮c wpad艂a mu prosto w ramiona.

Obj膮wszy j膮 mocno Dris da艂 krok do ty艂u, zatrzasn膮艂 drzwi i ruszy艂 gdzie艣 w g艂膮b domu. Coraz g艂臋biej tam, gdzie nie wolno jej by艂o wchodzi膰! Spr贸bowa艂a si臋 wyrwa膰, lecz szarpn膮艂 ni膮 tak, 偶e straci艂a r贸wnowag臋 i niemal powl贸k艂 za sob膮 do jakiego艣 pomieszczenia. Tam pchn膮艂 na 艣cian臋 i u艣miechn膮艂 si臋.

Hermiona obrzuci艂a je chaotycznym, niezbyt przytomnym spojrzeniem i dostrzeg艂a kuchenne szafki, zlew, talerze na suszarce, st贸艂 pod oknem na wprost i niewielkie drzwi tu偶 obok. Jej g艂ow臋 rozdar艂 krzyk 鈥濪rzwi! Wyj艣cie!鈥, lecz natychmiast zag艂uszy艂 go inny, pe艂en bolesnej t臋sknoty i jej wzrok pow臋drowa艂 na zewn膮trz, tam gdzie le偶a艂a jej martwa r贸偶d偶ka. Wci膮偶 mia艂a przed oczami moment, gdy p臋ka艂a, widzia艂a ja艣niejsze, ostro zako艅czone kawa艂ki, kt贸re niczym drzazgi wbija艂y si臋 jej prosto w serce. O Bo偶e鈥

– Habibti, nie mam zbyt wiele czasu 鈥 odezwa艂 si臋 Dris niemal konwersacyjnym tonem. 鈥 Za p贸艂 godziny przyjd膮 tu twoi dwaj przyjaciele i musz臋 si臋 nimi zaj膮膰. Wi臋c tob膮 zajm臋 si臋 p贸藕niej.

鈥 twoi dwaj przyjaciele鈥

!!!!

On wie! On wszystko wie!!!

Wszystko dzia艂o si臋 za szybko! I Hermiona zupe艂nie nie nad膮偶a艂a! Sta艂a na samej grani, ka偶de jego s艂owo wyrywa艂o jej kolejne pi臋dzi ziemi spod st贸p i cho膰 pr贸bowa艂a odskakiwa膰, ci膮gle otwiera艂a si臋 pod ni膮 przepa艣膰, czarna, bezdenna przepa艣膰!

– Szczeg贸lnie jednego bardzo nie lubi臋 鈥 jego nozdrza zadrga艂y, oczy zw臋zi艂y si臋 i wygl膮da艂, jak drapie偶ne zwierz臋, szykuj膮ce si臋 do ataku. 鈥 Tego, kt贸ry dwa dni temu ci臋 naznaczy艂. Widzisz鈥 Mog臋 wybaczy膰 wiele, naprawd臋 wiele, ale nie tkni臋cia tego鈥 co do mnie鈥 nale偶y! 鈥 ka偶da przerwa, kt贸r膮 czyni艂 spycha艂a j膮 coraz bardziej w otch艂a艅. Dris zamilk艂 na chwil臋, po czym si臋gn膮艂 do jej szyi. 鈥 Dlatego nie wiem, co z tob膮 zrobi膰 鈥 powiedzia艂 o wiele 艂agodniej, przesuwaj膮c pieszczotliwie kciukiem po krtani i Hermiona odruchowo wtuli艂a si臋 w 艣cian臋. 鈥 Mia艂em wobec ciebie wielkie plany. Mia艂a艣 da膰 mi szcz臋艣cie 鈥 po艂o偶y艂 drug膮 r臋k臋 wymownie na jej brzuchu, Hermiona wci膮gn臋艂a go raptownie, a on si臋 za艣mia艂. 鈥 Mog艂a艣 nawet dzieli膰 moj膮 przyjemno艣膰, je艣liby艣 tylko chcia艂a鈥 Lecz teraz si臋 waham鈥 Czy sprawi膰, 偶e te偶 tego zapragniesz鈥 Wierz mi, mog臋 鈥 po jego twarzy przemkn膮艂 pe艂en rozmarzenia u艣miech. – Czy potraktowa膰 ci臋 tak, jak na to zas艂ugujesz i ci臋 zmusi膰鈥 – u艣miech znikn膮艂, a on odnalaz艂 jej tchawic臋 i nagle nacisn膮艂. 鈥 Czy ci臋 zabi膰.

Czuj膮c, jak TO nadchodzi, cho膰 sparali偶owana strachem Hermiona poderwa艂a r臋ce, lecz nie zd膮偶y艂a go odepchn膮膰, bo Dris natychmiast si臋 cofn膮艂. Zach艂ysn膮wszy si臋 g艂o艣no z艂apa艂a za pulsuj膮ce b贸lem gard艂o, ale ten b贸l by艂 niczym w por贸wnaniu do paniki, kt贸ra zala艂a jej umys艂. To, co jeszcze przed chwil膮 by艂o tylko gro藕b膮, nagle sta艂o si臋 rzeczywisto艣ci膮, mog艂a jej dotkn膮膰 i to ta rzeczywisto艣膰 chwyci艂a j膮 za szyj臋 i zacz臋艂a dusi膰. I to dlatego b贸l trwa艂 i trwa艂 i trwa艂鈥

– A teraz krzycz 鈥 powiedzia艂 Dris.

???

– Krzycz 鈥 powt贸rzy艂.

Krzycz? Rozumia艂a s艂owo, ale nie pojmowa艂a nic poza tym.

– No ju偶! 鈥 hukn膮艂 na ni膮.

To by艂o jak uderzenie w twarz i Hermiona krzykn臋艂a, czy raczej pisn臋艂a kr贸tko. Dris za艣mia艂 si臋 i pokr臋ci艂 g艂ow膮.

– Porz膮dnie, kochanie. Je艣li ci to pomo偶e, wyobra藕 sobie, 偶e ci臋 krzywdz臋.

Nie tyle jego s艂owa czy obraz, kt贸ry b艂ysn膮艂 jej przed oczami, ale fakt, 偶e pochyli艂 si臋 ku niej pchn膮艂 j膮 w ko艅cu w przepa艣膰 i Hermiona krzykn臋艂a g艂o艣no. Dris kaza艂 jej nie przestawa膰, wi臋c z艂apa艂a 艂apczywie oddech i krzykn臋艂a g艂o艣niej. I jeszcze g艂o艣niej. I d艂u偶ej.

Bo偶e, krzyczenie w ten spos贸b, na poz贸r bez powodu na sw贸j spos贸b by艂o jeszcze bardziej przera偶aj膮ce, ni偶 gdyby faktycznie co艣 jej robi艂. Ju偶 sam jej g艂os j膮 przera偶a艂. I je艣li krzycza艂a tak ju偶 teraz, co mia艂o by膰 p贸藕niej?

Wi臋c wciskaj膮c si臋 w 艣cian臋, telepi膮c si臋, zach艂ystuj膮c powietrzem i 艂zami, oszala艂a dar艂a si臋 dalej. Niczym tresowane zwierz臋 w klatce, kt贸rym mia艂a si臋 sta膰.

– No ju偶, wystarczy 鈥 dotar艂o nagle do niej, kolejny krzyk przerodzi艂 si臋 w b艂agalny j臋k, kt贸ry umar艂 na ustach i przeszed艂 w t艂umiony p艂acz. 鈥 Ju偶 dobrze, najmilsza.

Dris cofn膮艂 uniesion膮 d艂o艅 i zamkn膮艂 w niej jej g艂os, po czym otar艂 palcem jej 艂zy i posmakowa艂. By艂y s艂one, cudownie s艂one, od strachu i uleg艂o艣ci. I to by艂 najcudowniejszy smak na ziemi.

– A teraz chod藕 鈥 si臋gn膮艂 do klamki drzwi obok.

Ledwie je otworzy艂, z ciemnego do艂u po stromych schodach wspi膮艂 si臋 ku nim lepki ch艂贸d, przesi膮kni臋ty wilgoci膮 i ulotnym zapachem garbowanych sk贸r.

Drisowi kojarzy艂 si臋 z polowaniem, z my艣liwym i zwierzyn膮. Hermionie za艣 z grobowcem. Bez r贸偶d偶ki jaka艣 jej cz臋艣膰 ju偶 by艂a martwa, ale je艣li Severusowi by si臋 uda艂o鈥 Nie!

– Nie, Dris, prosz臋! 鈥 zatrzyma艂a si臋 gwa艂townie i spojrza艂a na niego b艂agalnie. 鈥 Pos艂uchaj鈥

– Aniele, to nie jest najlepszy czas na dyskusje, rozumiesz chyba? – Dris zszed艂 trzy stopnie i wyci膮gn膮艂 ku niej r臋k臋. 鈥 Obiecuj臋 ci, 偶e na pewno porozmawiamy, jak po ciebie wr贸c臋, cokolwiek mia艂oby si臋 potem wydarzy膰.

Jego s艂owa zabrzmia艂y jak kroki nadchodz膮cego nieuchronnie kata, a jednocze艣nie nieoczekiwanie Hermiona poczu艂a, 偶e mo偶e odetchn膮膰. Przez moment nie rozumia艂a czemu, lecz wtedy Dris zszed艂 jeszcze jeden stopie艅 ni偶ej i poj臋艂a 鈥 po raz pierwszy sta艂 dalej, a b臋d膮c ni偶ej wyda艂 si臋 nagle鈥 mniej gro藕ny.

To, co j膮 porazi艂o nie by艂o 偶adn膮 konkretn膮 my艣l膮. To by艂 najbardziej prymitywny, zwierz臋cy odruch, kt贸ry poderwa艂 jej r臋k臋, zatrzasn膮艂 za ni膮 drzwi i nakaza艂 jej ucieka膰 najszybciej jak si臋 da.

Rzuci艂a si臋 do korytarza, szarpni臋ciem otworzy艂a drzwi na taras i obejrzawszy si臋 przez rami臋 run臋艂a na o艣lep przed siebie.

 

Dris pokr臋ci艂 z westchnieniem g艂ow膮. Czyli jednak nie poj臋艂a i przyda si臋 jej ostra nauczka. Szkoda.

Oczywi艣cie m贸g艂 j膮 przywo艂a膰, ale ca艂a zabawa polega艂a na tym, by zmusi膰 j膮 do uleg艂o艣ci, by patrze膰, jak potulnie idzie za nim鈥

Strzeleniem palc贸w otworzy艂 drzwi, zszed艂 spokojnie na sam d贸艂 i pomy艣lawszy po raz trzeci jej imi臋 i nazwisko uczyni艂 ten sam gest.

Tym razem kaza艂 jej wr贸ci膰 na sam膮 g贸r臋 schod贸w.

 

Hermiona dobieg艂a do kolejnego ozdobnego 偶ywop艂otu, gdy wysypana 偶wirem 艣cie偶ka, ziele艅 i niebo zakr臋ci艂y si臋, zla艂y w seledyn, a ona upad艂a na ziemi臋.

NIE!!!!!!

Chwyci艂a k臋pk臋 trawy, drug膮 r臋k膮 przeora艂a 偶wir, lecz dla si艂y, kt贸ra poci膮gn臋艂a j膮 do ty艂u nie by艂a to 偶adna przeszkoda. NIE!!! 殴d藕b艂a prze艣lizn臋艂y si臋 jej mi臋dzy palcami, 偶wir zosta艂 w d艂oni, a nast臋pn膮 rzecz膮, jak膮 ujrza艂a by艂o zej艣cie do jej grobu.

I jej Pan, stoj膮cy na dole.

– Dris, nie! 鈥 j臋kn臋艂a rozdzieraj膮co, 艂api膮c si臋 futryny.

– Na twoim miejscu nie kaza艂bym mi wo艂a膰 ci臋 tu na d贸艂 鈥 odpowiedzia艂 tonem, kt贸ry przyprawi艂 j膮 o g臋si膮 sk贸rk臋.

– Dris, prosz臋鈥!

Futryna wyrwa艂a si臋 jej z r膮k i zosta艂a z ty艂u, gdy 艂kaj膮c zacz臋艂a zbiega膰 w d贸艂. Strome schody zacz臋艂y si臋 jej myli膰 pod nogami, zafalowa艂y, trafi艂a na sam膮 kraw臋d藕, druga przysz艂a zbyt pr臋dko, noga si臋 jej o艣lizn臋艂a鈥

I upad艂a mu prosto do st贸p.

Upad艂aBY 鈥 bo Dris w ostatniej chwili z艂apa艂 j膮 w ramiona i przytrzyma艂.

– Serce ty moje 鈥 szepn膮艂, ko艂ysz膮c delikatnie. 鈥 Widzisz? Jeszcze zrobi艂aby艣 sobie krzywd臋. Zabraniam ci cokolwiek sobie zrobi膰. Teraz to zale偶y tylko ode mnie.

Po czym zostawi艂 j膮 po艣rodku i wbieg艂szy na g贸r臋 wskaza艂 r臋k膮 schody, a te nagle znik艂y. Doskonale. Jemu nie by艂y ju偶 potrzebne, Hermionie tym bardziej.

I nie ogl膮daj膮c si臋 na z艂aman膮 bia艂膮 sylwetk臋 zamkn膮艂 drzwi i zupe艂nie odruchowo je zaryglowa艂.

—————————

* Kontynuacja teorii, kt贸r膮 rozwin臋艂am w Goni膮c Szcz臋艣cie: tak jak do warzenia, do teleportacji nie jest potrzebna r贸偶d偶ka, czarodziej u偶ywa magii, kt贸ra znajduje si臋 w jego ciele. R贸偶d偶ka s艂u偶y do rzucania zakl臋膰. Praktycznie 偶aden czarodziej nie jest tego 艣wiadomy, przede wszystkim dlatego, 偶e zawsze teleportuj膮c si臋 trzyma r贸偶d偶k臋 w r臋ku. Tylko nieliczni zdaj膮 sobie z tego spraw臋.

 

 

Maroko, Rabat, Ministerstwo Magii,

10:36

 

Mahallalowie bardzo r贸偶ni膮 si臋 od Auror贸w czy pracownik贸w S艂u偶by Bezpiecze艅stwa 鈥 po pierwsze nie pracuj膮 W Ministerstwie, lecz DLA Ministerstwa, po drugie za艣 nie strzeg膮 porz膮dku, ani nie nadzoruj膮 ludzi. Oni na nich poluj膮. S膮 wojownikami.

Nazwa ich grupy wzi臋艂a si臋 od jednego z najstarszych berberyjskich plemion i istotnie wszyscy Mahallalowie s膮 Berberami. Generalnie Berberowie to spokojny lud, mieszkaj膮cy w g贸rach, z dala od miast i zajmuj膮cy si臋 pasterstwem* 鈥 lecz jak wsz臋dzie, w艣r贸d nich r贸wnie偶 mo偶na znale藕膰 takich, kt贸rym taki tryb 偶ycia nie odpowiada.

Inteligentni, przebiegli, nieustraszeni, kochaj膮cy ryzyko i walk臋 i potrafi膮cy by膰 szalenie okrutni 鈥 tak chyba najlepiej mo偶na ich okre艣li膰. Zawi膮zali w艂asn膮 organizacj臋 i bardzo drogo sprzedaj膮 swoje us艂ugi.

Teraz dw贸ch z nich po przeczytaniu listu spojrza艂o po sobie z pe艂nym g艂odu b艂yskiem w jasnoniebieskich oczach.

– Zajmiemy si臋 tym i damy wam zna膰 鈥 powiedzia艂 jeden z nich do Hassana.

Ten tylko sk艂oni艂 si臋, ale nie odwa偶y艂 si臋 odezwa膰. Nawet gadatliwy Abdoul milcza艂.

Obaj wojownicy wyszli i ruszyli d艂ugim, zacienionym korytarzem.

– Amd偶un, co o tym my艣lisz? 鈥 spyta艂 jeden z nich, przechodz膮c na berberski.

– To faktycznie mo偶e by膰 pomy艂ka lub kto艣 z Brytyjczyk贸w chce pozby膰 si臋 w ten spos贸b niewygodnego przeciwnika. Mo偶e nawet ten kto艣 r贸wnie偶 pracuje w Ministerstwie. Ale r贸wnie dobrze nasz 呕yczliwy Informator mo偶e mie膰 racj臋.

– Zdecydowanie. I s膮dz臋, 偶e powinni艣my zaj膮c si臋 tym natychmiast. S膮dz膮c po wzmiance, 偶e to jest wa偶ne i pilne, by膰 mo偶e ziemia zaczyna pali膰 mu si臋 pod stopami.

Amd偶un u艣miechn膮艂 si臋 bardzo szeroko i jeszcze bardziej drapie偶nie.

– Ilyas, je艣li to on鈥 Podpalmy ca艂y jego 艣wiat.

Ilyas wybuchn膮艂 艣miechem.

– Ale to nie dzi艣. Dzi艣 tylko mu si臋 przyjrzymy.

– Zgoda, 偶adnej interwencji. B臋dziemy jak pustynne duchy. A je艣li to on鈥

– Wymaza艂em s艂owo 鈥炁俛ska鈥 ze s艂ownika wiele lat temu, bracie.

————————————-

* Dot膮d wszystko si臋 zgadza. Berberowie naprawd臋 s膮 spokojnymi pasterzami, 偶yj膮cymi w pokoju z lud藕mi i przyrod膮. Je艣li jest w艣r贸d nich jaka艣 organizacja鈥 to ja o tym nie wiem 馃槈

https://pl.wikipedia.org/wiki/Berberowie

 

10:37

 

Najlepszym dowodem, 偶e Zakl臋cie Odrazy dzia艂a艂o by艂 widok mugolskiego auta, kt贸re ledwie wjecha艂o na drog臋 nim obj臋t膮 zwolni艂o gwa艂townie, zatrzyma艂o si臋, a po chwili zawr贸ci艂o.

– Czekajcie przy tamtych hortensjach 鈥 zaproponowa艂 Lucjusz, wskazuj膮c du偶e krzewy, wygl膮daj膮ce jakby obsiad艂y je stada motyli.

Miejsce wydawa艂o si臋 idealne – stoj膮c tam mogli dojrze膰 to, co dzieje si臋 w g艂臋bi korytarza, jednak ledwie tam podeszli, okaza艂o si臋, 偶e rosn膮ce przy nich 艣wierki zas艂aniaj膮 ca艂kowicie widok na okolic臋, wi臋c Gus spojrza艂 na k臋p臋 r贸偶 o wiele bli偶ej domu.

– Mo偶e lepiej tam.

 

 

O tej samej porze – 10:h37

 

Najwa偶niejsz膮 rzecz膮 do zrobienia by艂o zabezpieczenie domu 鈥 lecz nie przed tym, by nikt do niego nie wszed艂, wr臋cz przeciwnie, Dris bardzo ch臋tnie wita艂 tych szczeg贸lnych go艣ci. Chodzi艂o o to, by nikt nie m贸g艂 z niego wyj艣膰.

Z wyja艣nie艅 Snape鈥檃 wynika艂o, 偶e Gus obawia艂 si臋, 偶e Arab ustawi barier臋 antydeportacyjn膮. Na my艣l o tym Dris za艣mia艂 si臋 cichutko. Bariera antydeportacyjna by艂a szalenie prymitywna – nie mo偶na by艂o si臋 deportowa膰, ale mo偶na by艂o wyj艣膰 z danego obszaru. Zdecydowanie wola艂 staro偶ytn膮 arabsk膮 magi臋 opieraj膮c膮 si臋 na prawie w艂asno艣ci, czyli t臋 sam膮, kt贸r膮 oznaczy艂 Hermion臋, a kt贸r膮 u偶ywano kiedy艣 do izolowania harem贸w i nie tylko.

Za艣 ten dom nale偶a艂 przecie偶 do niego. Musia艂 tylko wytyczy膰 granice.

Przechodz膮c do gabinetu spojrza艂 na zegarek 鈥 zosta艂o mu jeszcze ponad dwadzie艣cia minut. Idealnie. Cho膰 nale偶a艂o si臋 pospieszy膰, to niedobrze kaza膰 go艣ciom czeka膰.

Notuj膮c w my艣lach, 偶e po pozbyciu si臋 ich b臋dzie musia艂 zmieni膰 granice tak, by uwzgl臋dni膰 obecno艣膰 Hermiony, lecz r贸wnie偶 wzi膮膰 pod uwag臋 ewentualne wizyty Auror贸w czy innych niespodziewanych go艣ci, wyci膮gn膮艂 z szuflady spore pude艂ko przesi膮kni臋te wspania艂ym zapachem ambry, pi偶ma oraz sanda艂owca z nutk膮 drewna agarowego. Pr臋dko otworzy艂 czarn膮 a偶urow膮 kadzielnic臋 z porcelany, szczypczykami wyj膮艂 kawal膮tek w臋gla i podpaliwszy po艂o偶y艂 dok艂adnie na 艣rodku. Male艅kie iskierki od razu zacz臋艂y strzela膰 i pryska膰 dooko艂a. Dris odczeka艂 kilka sekund a偶 powierzchnia zszarzeje i u艂o偶y艂 na niej kadzid艂o bakhoor.* W g贸r臋 natychmiast wzbi艂a si臋 cieniutka smu偶ka dymu.

Wyczarowawszy d偶ambi臋 i podwin膮wszy lewy r臋kaw Arab naci膮艂 lekko przedrami臋, zebra艂 na ostrze kilka kropel krwi i przechyliwszy nad kadzid艂em wkropi艂 na nie.

Zapach si臋 nie zmieni艂, ale dym, kt贸ry zd膮偶y艂 zg臋stnie膰, zawiera艂 teraz w sobie jego magi臋.

Dris zaleczy艂 r臋k臋, zamkn膮艂 pokryte arabeskami wieczko, podszed艂 do 艣ciany wychodz膮cej na ogr贸d i uni贸s艂szy kadzielnic臋 na wysoko艣膰 ust wyszepta艂.

– Min alfajr 'iilaa alhilal, taeal alyawm dyfan wa’aqim. (Od jutrzenki po sierp ksi臋偶yca, wejd藕 dzi艣 go艣ciu i zosta艅.)

Oznaczy艂 w podobny spos贸b zachodni膮 艣cian臋 w kuchni, przeszed艂 do drugiego korytarza, w kt贸rym znajdowa艂y si臋 drzwi wej艣ciowe od frontu i szed艂 w艂a艣nie do sali jadalnej, gdy rozleg艂o si臋 g艂o艣ne stukanie ko艂atki.

Pi臋膰 uderze艅, kt贸re odbi艂y si臋 echem w jego sercu, jakby uderza艂a w艂a艣nie w nie.

—————————————–

* Bakhoor聽 – 聽to tradycyjne arabskie kadzid艂o. Sk艂ada si臋 ono g艂贸wnie z wi贸rk贸w drewna oud oraz innych pachn膮cych sk艂adnik贸w. Surowce do wytwarzania tego kadzid艂a nas膮czone s膮 pachn膮cymi olejkami z innymi naturalnymi sk艂adnikami takimi jak drzewo sanda艂owe, pi偶mo, olejki eteryczne czy wonne 偶ywice.

Wi臋cej znajdziecie pod tym adresem: www.聽聽 zapach-orientu.pl/bakhoor-kadzidla-arabskie-c-34_30.聽 html

 

10:39

 

Lucjusz cofn膮艂 lew膮 r臋k臋 i 艣cisn膮艂 mocniej r贸偶d偶k臋 wycelowan膮 w drzwi kilka cali od framugi.

Z szyby mi臋dzy ozdobnymi kratami spogl膮da艂a na niego jego w艂asna twarz, za kt贸r膮 porusza艂y si臋 drzewa i krzewy. Czarodziej dostrzega艂 je jak przez mg艂臋, bo jego umys艂 zagl膮da艂 dalej, ZA szyb臋 i jednocze艣nie oczyma wyobra藕ni widzia艂 to, co mia艂o si臋 wydarzy膰 za chwil臋. Za moment. Za kilka sekund鈥

Nie zamierza艂 da膰 Benhammadzie ani sekundy 鈥 Arab mia艂 dos艂ownie nadzia膰 si臋 na zielony promie艅 i Lucjusz by艂 na to gotowy.

Lecz p贸ki co po drugiej stronie panowa艂a cisza.

Malfoy odczeka艂 stosown膮 chwil臋 i uj膮艂 ko艂atk臋 jeszcze raz.

W tym samym momencie

 

S艂ysz膮c kolejne stukanie Dris ockn膮艂 si臋 i u艣miechn膮艂 pod nosem.

– B臋dzie pan musia艂 troszk臋 poczeka膰, panie Malfoy 鈥 szepn膮艂 i ignoruj膮c go mocnym poci膮gni臋ciem otworzy艂 dwa skrzyd艂a masywnych drewnianych drzwi. Gdy wchodzi艂 do sali, u drzwi zabrz臋cza艂 dzwonek.

Zgodnie z planem Snape mia艂 ukrywa膰 si臋 pod Kameleonem, nale偶a艂o wi臋c pozwoli膰 mu wej艣膰, zwabi膰 w pu艂apk臋 i dopiero wtedy zdj膮膰 zakl臋cie i go rozbroi膰. Tak wygl膮da艂 JEGO plan, aczkolwiek Dris zdawa艂 sobie spraw臋, 偶e w przypadku tego psa nie b臋dzie to takie proste. Wola艂 za艂o偶y膰, 偶e dojdzie mi臋dzy nimi do walki, postanowi艂 wi臋c odby膰 j膮 w艂a艣nie w sali od frontu i dlatego musia艂 j膮 specjalnie przygotowa膰.

Du偶e pomieszczenie mia艂o s艂u偶y膰 za sal臋 jadaln膮 czy nawet bankietow膮, lecz teraz by艂o nieu偶ywane i sta艂o niemal zupe艂nie puste.

Na wprost wej艣cia znajdowa艂 si臋 wielki kominek, nad kt贸rym, jak na pawilon my艣liwski przysta艂o, wisia艂 艂eb dzika. Sk艂adane, przesuwane drzwi po prawej prowadzi艂y do gabinetu, w odleg艂ym k膮cie sta艂a szafa, przykryta jak膮艣 ciemn膮 tkanin膮, na kt贸rej zebra艂a si臋 ju偶 widoczna warstewka kurzu.

Trzy wielkie okna po lewej wychodzi艂y na o wiele mniejszy ogr贸d od strony drogi; 艣ciany mi臋dzy nimi ozdabia艂y g艂owy saren o l艣ni膮cych oczach, w k膮cie przy wej艣ciu za艣 sta艂 wielki fotel.

Ca艂o艣ci wystroju dope艂nia艂 masywny 偶yrandol z poro偶a jeleni.

Dris nigdy nie lubi艂 tej sali. Pewnie dlatego, 偶e pasjonuje ci臋 zupe艂nie inne polowanie. Cho膰 to najch臋tniej skr贸ci艂by do minimum.

Tak wi臋c nie ograniczy艂 si臋 do oznaczenia p贸艂nocnej i wschodniej 艣ciany, okadzi艂 r贸wnie偶 zamkni臋te przej艣cie do gabinetu oraz dwuskrzyd艂owe drewniane drzwi wej艣ciowe i pr贸cz 鈥瀦aproszenia go艣cia鈥 za偶yczy艂 sobie r贸wnie偶 ujrzenie go.

Dotychczas wszystko, co u偶y艂 przeciw magii r贸偶d偶kowej dzia艂a艂o i nie widzia艂 powodu, dla kt贸rego tym razem arabska magia mia艂a okaza膰 si臋 s艂absza.

Sko艅czywszy z zadowoleniem potoczy艂 dooko艂a wzrokiem. Sala, du偶a w por贸wnaniu do pozosta艂ych pomieszcze艅, nie by艂a wcale tak wielka dla Ifryta.

A je艣li o niego chodzi鈥 pomy艣la艂 i obr贸ci艂 si臋 w my艣lach.

– Mam dla ciebie kolejne rozkazy 鈥 powiedzia艂 chwil臋 p贸藕niej do unosz膮cego si臋 w powietrzu z艂ego ducha. 鈥 Za chwil臋 wejdzie do domu dw贸ch ludzi, kt贸rych nie znasz. Blondynem zajm臋 si臋 sam, bruneta oddaj臋 tobie, lecz b臋dziesz musia艂 czeka膰 na m贸j znak, wcze艣niej nie wolno ci go tkn膮膰. A kiedy nadejdzie czas鈥 zadbaj o to, by cierpia艂 鈥 dwa l艣ni膮ce punkciki b艂ysn臋艂y mocniej, co Dris powita艂 z aprobat膮. P贸ki co ofiar by艂o ma艂o i Ifryt musia艂 by膰 bardzo wyg艂odnia艂y. 鈥 Zjawi si臋 tu r贸wnie偶 ten, kt贸rego znasz, a kt贸rego kaza艂em ci szuka膰 i zabi膰. Pami臋taj, on jest twoim priorytetem. Teraz zosta艅, trzymaj si臋 blisko mnie, ale nie pokazuj si臋, dop贸ki ci nie rozka偶臋. I kiedy si臋 pojawisz, poruszaj si臋 ostro偶nie, nie chcia艂bym odnie艣膰 偶adnych obra偶e艅 鈥 doda艂. Tym razem nie chodzi艂o mu o ba艂agan, taki jak ten w Ministerstwie, kt贸ry wywo艂a艂, po prostu wir m贸g艂 sprawi膰, 偶e straci艂by r贸wnowag臋, a je艣li mia艂o doj艣膰 do pojedynku ze Snape鈥檈m, mog艂o to by膰 katastrofalne w skutkach.

Punkciki znik艂y, niewyra藕na mgie艂ka si臋 rozp艂yn臋艂a i jedynym 艣ladem po Ifrycie by艂y drobiny piasku, kt贸re wci膮偶 ta艅czy艂y po wy艂o偶onej klepk膮 pod艂odze.

Dris przeszed艂 do korytarza, opar艂 si臋 o 艣cian臋 i przymkn膮wszy oczy zacz膮艂 doprecyzowywa膰 plan i zastanawia膰 si臋, czy mo偶na wykorzysta膰 lepiej obecno艣膰 Hermiony.

Mia艂 wra偶enie, 偶e dochodz膮 do niego ledwo s艂yszalne krzyki, lecz zignorowa艂 je, koncentruj膮c si臋 na tym, co dzia艂o si臋 na powierzchni. W 艣wiecie 偶ywych.

Po ustach b艂膮ka艂 mu si臋 cie艅 u艣miechu, pier艣 porusza艂a w 艂agodnym, g艂臋bokim rytmie i jedyn膮 oznak膮 podekscytowania by艂y lekko drgaj膮ce nozdrza oraz palce prawej r臋ki, kt贸re przesuwa艂y si臋 po wyimaginowanym ostrzu.

By艂 pewien, 偶e jest got贸w na wszystko, co mia艂o nadej艣膰.

Jednak jak mawia艂 Gus, pewno艣膰 potrafi by膰 zwodnicza鈥

 

 

Czer艅. Hermion臋 otoczy艂a wilgotna, lepka czer艅, parali偶uj膮ca jej cia艂o i si臋gaj膮ca do jej duszy. I cisza 鈥 dzwoni膮ca w uszach, w kt贸rej s艂ysza艂a rozpaczliwe szamotanie w艂asnego serca i cichy p艂acz, brzmi膮cy jak kwilenie rannego, bezbronnego zwierz臋cia. W kt贸re zosta艂a przemieniona.

Nigdzie nie dostrzega艂a ani promyczka 艣wiat艂a, kt贸ry by艂by promyczkiem nadziei. R贸wnie dobrze mog艂aby by膰 i w kosmosie, cho膰 tam 艣wiat otwiera艂by si臋 przed ni膮, tu za艣鈥 jej 艣wiat si臋 powoli ko艅czy艂.

I na tle tej czerni, niczym filmy, w jej g艂owie przesuwa艂y si臋 r贸wnie czarne obrazy, hucza艂y s艂owa i miesza艂y si臋 z krzycz膮cymi my艣lami. Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?

Retoryczne pytanie, bo 偶adna odpowied藕, nawet je艣liby si臋 znalaz艂a, nie mog艂a nic ju偶 zmieni膰.

Jeszcze godzin臋 temu wszystko by艂o inaczej. By艂a 偶yw膮, woln膮 osob膮, teraz za艣 sta艂a si臋 skazan膮 na taniec 艣mierci lub taniec niewolnictwa. W XXI wieku, w cywilizowanym 艣wiecie! Cho膰 tu, gdzie by艂a, przy Panu, kt贸remu zosta艂a przeznaczona, nie mia艂o to 偶adnego znaczenia.

Po艂owa jej serca umar艂a wraz z 艂aman膮 r贸偶d偶k膮 i teraz sta艂a tak, na wp贸艂 martwa dla siebie i martwa dla 艣wiata, w oczekiwaniu na nadchodz膮cy koniec.

I sama ju偶 nie wiedzia艂a, jaki wola艂a.

Ale dlaczego ty? Dlaczego w艂a艣nie ty?

W r贸wnie martwym umy艣le pojawi艂y si臋 cienie innych os贸b, kt贸re te偶 zna艂y swoje przeznaczenie. I si臋 mu wyrwa艂y鈥 By艂y jak stwory z innej planety, oddalone mo偶e o kilkaset mil i jednocze艣nie o miliardy lat 艣wietlnych.

Severus鈥

Nie wiedzie膰 czemu to jego imi臋 pierwsze przysz艂o jej do g艂owy. Nie Harry, ale w艂a艣nie on. Hermiona spojrza艂a do g贸ry; widzia艂a t臋 sam膮 czer艅, ale WIEDZIA艁A, 偶e gdzie艣 tam, nad ni膮, m贸g艂 niebawem pojawi膰 si臋 Severus.

Ten obraz 鈥 stoj膮cego ze splecionymi r臋koma Severusa zaw艂adn膮艂 jej my艣lami i nieoczekiwanie obudzi艂 Nadziej臋. Niczym 艣wiate艂ko na ko艅cu d艂ugiego tunelu.

Mo偶e gdzie艣 tam, powy偶ej by艂o jakie艣 wyj艣cie?

Sprawd藕. Spr贸buj! Nie poddawaj si臋! On nigdy si臋 nie podda艂!

Ostro偶nie, nap臋dzana wiar膮 鈥 w siebie, w Niego, wyci膮gaj膮c przed siebie r臋ce i szuraj膮c nogami Hermiona ruszy艂a przed siebie.

Kilkana艣cie drobnych krok贸w dalej poruszy艂a stop膮 co艣 mi臋kkiego, co okaza艂o si臋 mi臋kkimi sk贸rami. Kawa艂ek dalej wpad艂a na st贸艂, kt贸ry z jednej strony si臋ga艂 a偶 do 艣ciany; chropowaty mur rani艂 jej palce, lecz niczym 艣lepiec obmacywa艂a go, szukaj膮c drzwi, okna, przej艣cia鈥 czegokolwiek. Natrafi艂a tylko na wisz膮ce na 艣cianie sznury i stoj膮ce jedna na drugiej drewniane skrzynki. Zawr贸ci艂a wi臋c i ruszy艂a dalej, na drug膮 stron臋 sto艂u.

By膰 mo偶e ku wolno艣ci.

 

 

10:45

 

Lucjusz poklepa艂 po ramieniu niewidocznego Gusa i deportowa艂 si臋 na drog臋. Tam, tak jak kilka minut wcze艣niej, zdj膮艂 Kameleona i dopiero wtedy przeni贸s艂 si臋 na wysypany 偶wirem placyk przed wej艣ciem, po czym ruszy艂 ku drzwiom.

Wygl膮da艂 w ka偶dym calu jak dumny, pe艂en elegancji arystokrata, zamierzaj膮cy z艂o偶y膰 niezobowi膮zuj膮c膮 wizyt臋 towarzysk膮. Szed艂 miarowym krokiem, jego twarz promienia艂a spokojem i blaskiem i tylko zamiast 艂agodnie ko艂ysa膰 w r臋ku lask臋, jak to zwykle czyni艂, trzyma艂 w niej r贸偶d偶k臋.

Lecz ten blask, spok贸j i 艂agodno艣膰 by艂y tylko mask膮, jak膮 nieraz ju偶 nosi艂. Pod ni膮, w 艣rodku pe艂no by艂o mroku, a przez g艂ow臋, niczym dudni膮ce poci膮gi, przetacza艂y si臋 ciemne, ci臋偶kie chwile z jego 偶ycia, przepe艂nione b贸lem, furi膮 i nienawi艣ci膮.

Lucjusz pozwoli艂 tym uczuciom s膮czy膰 si臋 prosto do serca i umys艂u i sp艂ywa膰 ku prawej d艂oni.

I gdy zatrzyma艂 si臋 zn贸w przed drzwiami i zastuka艂 ko艂atk膮, to furia oraz nienawi艣膰 poprawi艂y r贸偶d偶k臋 i zacisn臋艂y mocniej dooko艂a niej palce.

I czeka艂y. P艂on臋艂y w nim i czeka艂y. Tak jak r贸偶d偶ka p臋cznia艂a morderczym zakl臋ciem. Avada Kedavra.

Wtem jaka艣 cz臋艣膰 jego odbitej w szybie sylwetki poja艣nia艂a odrobin臋.

Jakby鈥 Jakby z drugiej strony zbli偶y艂 si臋 kto艣 ubrany na bia艂o鈥

Avada Kedavra.

Sylwetk臋 Lucjusza zast膮pi艂a inna i poruszy艂a si臋 klamka鈥

Avada Kedavra!

Zgrzytn膮艂 zamek, klamka poruszy艂a si臋 zn贸w鈥

AVADA KEDAVRA!

Drzwi otworzy艂y si臋, a za nimi鈥

– AVADA KEDAVRA!

Z r贸偶d偶ki wyprysn膮艂 zielony promie艅 i trafi艂 w rami臋 stoj膮cej za nimi postaci, pchn膮艂 j膮 do ty艂u, a po 艣cianach i suficie rozesz艂a si臋 zielonkawa fala eksplozji.

U艂amek sekundy potem ze 艣cian run臋艂y z hukiem obrazy i Lucjusz nie us艂ysza艂 nawet 艂oskotu padaj膮cego cia艂a.


By膰 mo偶e zapytacie mnie: dlaczego od razu Avada??

W ko艅cu w serii Avada by艂a ma艂o u偶ywana, na og贸艂 w czasie bitew i pojedynk贸w lecia艂y r贸偶ne ma艂o przyjemne zakl臋cia i czarnomagiczne kl膮twy, ale Avada鈥?

Przyznam si臋 Wam, 偶e w艂a艣nie to wydawa艂o mi si臋 ma艂o logiczne. Dla mnie Avada to czarodziejski odpowiednik strza艂u z pistoletu. Kiedy 艢miercio偶erca walczy na 艣mier膰 i 偶ycie (a tak by艂o w Ministerstwie i w czasie Bitwy i Hogwart), kiedy CHCE zabi膰, to nie ma skrupu艂贸w i nie d藕ga chyba luf膮 w plecy przeciwnika czy nie klepie r臋koje艣ci膮 po g艂owie鈥 Do艂ohow, McNair, Bellatrix鈥 oni powinni miota膰 we wszystkich w艂a艣nie Avad膮.

Ok, mo偶e nie 鈥瀖a艂o logiczne鈥. Gdyby 艢miercio偶ecy walili Avad膮 gdzie popadnie, nasze bitwy w HP by艂yby bardzo kr贸tkie i by膰 mo偶e by艂aby tylko jedna鈥 bo wyt艂ukliby wszystkich po stronie 艢wiat艂a. Wi臋c rozumiem, dlaczego Rowling tak to poprowadzi艂a.

Ja dosz艂am do wniosku, 偶e w tym ficku Avada pasuje jak najbardziej. W sytuacji, w kt贸rej znale藕li si臋 nasi bohaterowie tylko Hermiona mo偶e si臋 od niej wzdryga膰, ale pozostali鈥 c贸偶鈥 Nie zapominajmy, 偶e Gus, Lucjusz i Severus to przecie偶 艢miercio偶ercy鈥

I nie tylko Avada鈥 co jeszcze w takich sytuacjach jest oczywiste鈥 przekonacie si臋 niebawem sami鈥!

 

Rozdzia艂y<< Trzeci Raz – Rozdzia艂 XXXIVTrzeci Raz – Rozdzia艂 XXXVI >>

Anni

Zakaz kopiowania i publikowania opowiada艅 jak r贸wnie偶 u偶ywania wykreowanych przeze mnie bohater贸w i 艣wiata bez mojej zgody. !!! * Bardzo prosz臋 BEZ WULGARYZM脫W w komentarzach * !!!

Dodaj komentarz