Trzeci Raz – Rozdział XXXII

zwykłe fizyczne  pociąganie i gdy jej to powiedział, zgodziła się na jego warunki. Trochę późno ci powiedział. Ale też lepiej później niż wcale. Czy gdy doszedł do siebie i postanowił wrócić do swojego pokoju.

Doskonale. Wiesz już, tak do końca, jak wygląda układ z nim. Dalej ten układ zajść nie może, teraz możesz tak naprawdę o tym zapomnieć.

To przyszło jej do głowy już wczoraj, gdy stając pod prysznicem zaciekle spłukiwała z siebie jego zapach… i nie tylko. Coś, co mogło sprawić, że ten układ mógłby zajść o wiele, wiele dalej.

Boże, cholerne, przeklęte fale! Normalnie nie chciała zajść w ciążę, przynajmniej nie teraz, nie kiedy wszyscy tego po niej oczekiwali, kiedy czuła się zmuszana. Mogła sobie oczywiście wyobrazić, że w porywie chwili mogła kochać się z kimś i nie pomyśleć o zabezpieczeniu – ale na miłość boską, nie CHCIEĆ tego! Zaś to co poczuła, to przemożne pragnienie, żeby to stało się właśnie teraz… To musiała być biologiczna reakcja jej organizmu, równie silna co oddychanie… A skoro ona tak zareagowała to znaczy, że Wszystkie kobiety muszą reagować tak samo, a może nawet i mocnej!

Boże… To muszą być te fale. I czyjś popierzony* plan „odbudowy czarodziejskiego społeczeństwa”.

W tym momencie płacz przeszedł jej jak za machnięciem różdżki, bo przyszły jej do głowy dwie rzeczy: że czas skupić się na tym, by to jakieś bydlę powstrzymać i że powinna się cieszyć, że Severus zabrał ze sobą eliksir.

Zaś jeśli chodzi o Severusa – zdecydowała się kontynuować współpracę z nim na koleżeńskiej stopie, ale to nie znaczyło, że nie zamierzała mu się w pewien sposób odgryźć. Postanowiła mówić do niego przez „ty”, ale ani razu już nie nazwać go „Severus”. Nigdy, nigdy więcej!

Choć po poprzednich „niezłomnych postanowieniach” wiedziała już, jak łatwo ten mężczyzna może skruszyć najtrwalsze z nich jednym spojrzeniem czy szeptem i to ją stresowało. Poza tym nie miała pojęcia, jak się zachować gdy się spotkają, więc wymyślała przeróżne sceny i próbowała wyobrazić sobie, jak powinna zareagować.

Myślała, że przewidziała WSZYSTKO. Ale Merlinie, do głowy jej nie przyszło, że mogą się spotkać u Lucjusza Malfoya!

A żeby jeszcze wszystko skomplikować, gdy Severus napisał do niej, właśnie słuchała Kingsleya, który przyszedł do Departamentu Tajemnic przekazać im wszystkim, że rano Roger Cox postanowił poświęcić własne życie, żeby powstrzymać falę zniknięć.

Nie mogła powiedzieć, żeby bardzo lubiła tego człowieka; jej uczucia były raczej ambiwalentne, ale ta wiadomość niemal zwaliła ją z nóg. Świadomość, że widziała go ledwie chwilę przed tym, zanim zginął… Że już nigdy go nie zobaczy. Był żywy, stał koło niej… a potem odszedł, z własnej woli, po to, by chronić innych, między innymi ją.

To było druzgoczące. Widok złamanego Kingsleya jeszcze bardziej.

Boże, niech to wszystko się skończy. Niech przynajmniej następny dzień będzie spokojny…

Ledwie się aportowała, ujrzała Severusa stojącego przy otwartej bramie. Na jego widok żołądek skręcił się jej w supeł i jednocześnie mimo woli mignęła w niej radość zmieszana z pragnieniem dotknięcia go, przytulenia się… Mignęła, bo natychmiast przypomniała sobie DALSZĄ część wczorajszego wieczoru i gorycz oraz ból zmazały te uczucia.

– Z pewnością wiesz – odezwała się trochę drżącym głosem, spuszczając odruchowo wzrok i czym prędzej spojrzała mu prosto w oczy i odchrząknąwszy ciągnęła. – Że byłam tu torturowana. Więc zanim tam wejdę, wytłumacz mi, co się dzieje.

Nie zamierzała dać mu najmniejszej satysfakcji. I obędzie się bez „dzień dobry, jak się masz”!

– Ja też. O wiele częściej niż ty i o wiele dłużej – odparł Severus. –  I nie tylko ja, więc twoje żale na nikim nie zrobią wrażenia. Chodź, wyjaśnię ci po drodze – machnięciem różdżki zamknął bramę i nie czekając na nią, z chrzęstem kamyków pod nogami, ruszył w stronę odległego dworu.

Wyglądało na to, że nie powiedzenie mu „dzień dobry” nie było żadną karą. Hermiona zacisnęła usta i ruszyła za nim, wyciągając nogi. Nie chciała za nim biegać.

Ledwie się z nim zrównała, zaczął jej wyjaśniać i już w połowie drogi ledwo udawało się jej złapać powietrze, bynajmniej nie z powodu tempa marszu.

– Problem polega na tym – kontynuował, zwalniając odrobinę – że człowiek, z którym Augustus wysyłał fale to twój dobry znajomy, Idris Benhammada. Będzie więc szalenie ciężko go powstrzymać, po pierwsze z uwagi na jego pozycję i to co teraz może zawierać przesłanie, a po drugie dlatego, że włada bardzo specyficzną arabską magią, zawarł układ z Ifrytem, który pozwala mu na posiadanie czyjejkolwiek chce jaźni, to zaś daje mu nieograniczony dostęp do umysłu i woli danej osoby. Tak więc zaczniemy od tego, że Augustus nauczy mnie i ciebie powstrzymywania Benhammady. Dlatego chciałbym, żebyś zapomniała o tym, co myślisz o Rookwoodzie i zrobiła WSZYSTKO co ci powie – zerknął na nią z ukosa. – Bo tak się składa, że Benhammada sobie ciebie upatrzył i istnieje prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że będzie chciał przejąć twoją jaźń i sobie ciebie podporządkować.

Żywopłot, trawnik, wysypana białymi kamyczkami droga zakołysały się i Hermiona musiała się zatrzymać.

– Boże, poczekaj – zawołała. – Sekunda.

Przyswojenie wszystkiego w ciągu minuty ją przerosło.

Rookwood, Il, to że Severus wiedział teraz wszystko, fakt że to jej własny eliksir posłużył do wzmocnienia fal, że Dris zamordował Arvina, Robardsa i Richa… no właśnie, Dris!

Boże kochany… niemożliwe! To musiała być jakaś pomyłka! Ktoś, kto zachowywał się i wyglądał tak niewinnie – wesoły, prawie zawsze szeroko uśmiechnięty, czasem nawet wyglądający jak mały chłopiec, chętny do pomocy, nie mógł być potworem o którym mówił Severus! Poza tym przecież na pewno sprawdzili go Aurorzy i Służba Bezpieczeństwa. Nie mówiąc już o tym, że ani Gawain, ani Kingsley nie byli głupcami, nie daliby się przecież tak podejść…?!

A może to jakiś spisek Rookwooda? To było o wiele bardziej prawdopodobne – że Śmierciożerca, który właśnie usiłował zapanować nad krajem i stać się drugim Voldemortem próbował wyeliminować Drisa, którego inteligencja, wiedza i doświadczenie mogły pokrzyżować mu plany. A gdy teraz został przez Drisa zablokowany, próbował posłużyć się nimi.

Ale w takim razie jak udało mu się podejść Severusa?

Na myśl o Severusie uzmysłowiła sobie, że już nie musi szukać sposobu, by powiedzieć mu o projekcie i świat dookoła znieruchomiał. Chociaż to.

– To znaczy, że wiesz wszystko. O falach… O fluctumentisie…

Oczywiście, że wiedział. Mówiła to nie dlatego, żeby sprawdzić jego wiedzę lecz by się przekonać, czy Rookwood nie kłamał i czy usłyszy wreszcie własny głos, a nie tylko niemy krzyk w myślach. I nigdy nie sądziła, że dźwięk wypowiadanych przez siebie słów może tak cieszyć!

– Dziękuję, że mnie ściągnąłeś – uśmiechnęła się, nieświadomie prostując i unosząc lekko głowę, gdy ruszyli w kierunku olbrzymich drzwi wejściowych. – To… miło z twojej strony.

– Miło? – brew Severusa powędrowała do góry.

– Skoro masz teraz wszystkie wiadomości z pierwszej ręki. Na pewno nie powiem nic, o czym Rookwood by nie wiedział.

————– 

* popierzony – dokładnie tak ma być. Jak już wspominałam, w tym ficku jest pełno aluzji politycznych…

 

Miło. Severus odwrócił od niej wzrok. Prócz tego, że znienawidził Benhammadę już przy pierwszym spotkaniu na równi z Jamesem Potterem dochodził fakt, że w pewnym sensie Granger była pod jego opieką i nie zamierzał pozwolić, by ten człowiek ją tknął.

Poza tym chciał znów usłyszeć swoje imię z jej ust, chciał żeby znów mu się poddała, by… Bogowie, chciał JEJ. I nie była to już czysto fizyczna potrzeba ciała, lecz… duszy?

Żałosne! Merlinie, nikt nie mógł się o tym dowiedzieć, a już najmniej ona!

I nie wyobrażał sobie, żeby ktokolwiek inny mógł to dostać! W każdym razie na pewno nie ten sukinsyn!

– Fakt, że wiem nie zwalnia cię od myślenia – odezwał się po chwili, zerkając na nią. – Lecz wyjątkowo ci to wyjaśnię. Jak sądzisz, co będzie, jak Benhammada zobaczy w twoim umyśle, że wszystko wiesz?

Zakładając, że to Dris… od razu by cię zabił. Hermiona przypomniała sobie tego zupełnie innego Drisa z wczoraj i aż się wzdrygnęła. Mógłby. Sądząc po jego zachowaniu – mógłby! Ale… to znaczy, że Severusowi choć trochę na tobie zależy?

Jej refleksje Severus widział jak na dłoni i prowadziły dokładnie tam, gdzie nie powinny – musiał to powstrzymać, zanim będzie za późno.

Nagle dotarło do niego, że do tej pory ani razu nie pomyślał, że straciłby jej pomoc przy eliksirach, na którą tak liczył. Otworzył usta, by to powiedzieć i w tym momencie przyszło mu do głowy jeszcze lepsze wytłumaczenie.

– Jesteś jedyną osobą, od której może się o mnie dowiedzieć. A teraz pospiesz się – fuknął i przyspieszył kroku.

Gdy otwierał drzwi, zasapana Hermiona rozejrzała się dookoła i dostrzegła przechadzającego się po trawniku trochę dalej białego pawia. Ptak szedł z dumnie podniesioną koronowaną głową i rozchylonym ogonem, który skrzył się w słońcu niemal oślepiającym blaskiem.

– Jest piękny… – wyrwało się jej.

Severus rzucił okiem w tamtą stronę.

– Nazywa się Oktawiusz. – Nie miał pojęcia czy trafił, ale to nie miało znaczenia. – Powiedz to Lucjuszowi, będzie zachwycony. A teraz wchodź już, nie będę stał tak cały dzień.

Na całe szczęście nie poszli do salonu – bo tego Hermiona się obawiała. Szli tak prędko, że nie zdążyła przyjrzeć się portretom, i może tym lepiej; dostojni członkowie rodu Malfoyów mało nie powypadali z ram na jej widok.

 

– Panna Granger! – widząc wchodzącą do gabinetu parę, Gus uśmiechnął się szeroko. – Nie sądziłem, że będziemy mieli okazję spotkać się… tak szybko. I przede wszystkim po tej samej stronie – roześmiał się, kręcąc głową. – W każdym razie witam koleżankę po fachu.

Podchodząc do niego Hermiona zwolniła. Miała przed sobą Śmierciożercę, przeciw któremu walczyła w czasie Bitwy o Hogwart i dwa lata wcześniej w Ministerstwie i który wtedy nie wahałby się jej zabić. Jednak jego zachowanie zupełnie ją zdezorientowało. Uśmiech miał nie tylko na ustach, ale i w oczach; ogólnie wyglądał, jakby promieniał szczęściem na jej widok.

Uśmiechaj się ile chcesz, jeśli myślisz, że ci z tego powodu uwierzę, to się mylisz. W trakcie batalii w obronie Severusa udało się jej jakoś porozumieć z Draco, lecz nie sądziła by cokolwiek sprawiło, że zaakceptowałaby tego człowieka.

I „po tej samej stronie”… prychnęła w duchu. Jesteśmy po tej samej stronie, bo twój koleżka wystawił cię rufą do wiatru, dupku. Gdyby nie to, siedziałbyś z nim i dalej próbował podporządkować sobie cały świat.

Reakcja Draco była o wiele łatwiejsza do zaakceptowania. Rzuciwszy „Granger” chłopak kiwnął jej głową z bardzo dziwną miną i dodał, zwracając się do Severusa.

– Ojciec zajął się przenosinami, pewnie niedługo będzie z powrotem.

Gus odstawił szklaneczkę z resztką whisky i przywołał ich krótkim ruchem ręki.

– Chodźcie tu. Zajmijmy się najważniejszym, czyli waszymi umysłami. Przede wszystkim, Granger, czy ktoś stosował już na tobie Legilimencję?

Siadając w swoim fotelu Severus już zamierzał wyczarować drugi dla Hermiony, lecz ta go ubiegła i ustawiła go trochę dalej od nich obu, po stronie Severusa. To nie umknęło jego uwadze, ale postanowił to zignorować.

– Owszem. Dwa, czy trzy razy – odparła krótko.

– Mało – skrzywił się Gus. Dwa, czy trzy razy z pewnością niczego jej nie nauczyły. – Severus, dobrze byłoby, gdybyś kilka razy włamał się jej do umysłu, tak bez uprzedzenia i przejrzał wspomnienia, które panna Granger chciałaby zachować dla siebie. Jak zaboli to tym lepiej – mrugnął do niej okiem i dorzucił. – Możesz usiąść bliżej, ja nie gryzę.

Hermiona zacisnęła mocno usta i wyjąwszy różdżkę z torebki, odstawiła ją na ziemię.

– Trochę trudno w to uwierzyć – rzuciła z drwiną. – Nie jestem również głucha. Skoro się dopytujesz – odcięła się, próbując bezskutecznie zakryć sukienką kolana.

Severus posłał jej ostrzegawcze spojrzenie i w dokładnie taki sam sposób popatrzył na Augustusa. Wrogość ze strony Hermiony widać było gołym okiem; pamiętając jak kiedyś Dumbledore oczekiwał od niego tolerowania Blacka, do pewnego stopnia to rozumiał, ale nie zamierzał tracić czasu na durne gierki między nimi. A zachowanie Augustusa nie pomagało.

– Proponuję przejść do rzeczy. Ponoć ci się spieszyło.

Gus parsknął na to śmiechem.

– No więc przejęcie jaźni. Bardzo się różni od Legilimencji, poza poczuciem, że coś dzieje się z waszym umysłem. Po pierwsze daje ona o wiele szersze możliwości. Po drugie nie potrzeba do niej kontaktu wzrokowego, za to w tym czasie Dris jest… upraszczając – nieprzytomny, więc paradoksalnie jesteście bezpieczniejsi, kiedy jest przy was.

– Co masz na myśli mówiąc „upraszczając – nieprzytomny”? – przerwała mu Hermiona. Albo mówił im wszystko i do rzeczy, albo mógł sobie darować dalsze wyjaśnienia.

Gus spojrzał na nią z zaskoczeniem, które niemal natychmiast przeszło w rozbawienie.

– Wierz mi, wystarczy rzut oka by stwierdzić, że dzieje się z nim coś dziwnego. Tym razem nie musisz znać tematu na Wybitny.

W jednej chwili w Hermionie zawrzała krew i na sekundę pociemniało jej przed oczami.

– Rookwood… Jeśli zadaję pytania… to nie bez powodu – wymówienie każdego słowa przyszło jej z trudem. Przygryzła usta, wahając się tylko moment i dodała. – Od wczoraj Dris ma Zmieniacz Czasu.

Och, z wielką ochotą spytałaby, czy teraz wie, gdzie może sobie wepchać swoje „paradoksalnie”, ale się powstrzymała.

To jak wywarczała jego nazwisko i jak się zapieniła zachwyciło Gusa, tak samo jak fakt, że trzymała ostentacyjnie różdżkę na kolanach – zdecydowanie, rozmowa z nią była cudowna! Lecz ostatnie zdanie ten zachwyt zdławiło i poczuł, jakby zapadł się głębiej w fotel.

O jasna cholera! Dris, ty pieprzony szczęściarzu! Punkt dla ciebie. Na moment zacisnął oczy i przełknął ślinę, by dławienie ustąpiło.

To wiele zmieniało – dla nich i dla niego. Zakładał, że w ciągu dnia powinien mieć względny spokój od Drisa, bo Arab był teraz przecież bardzo zajęty i otoczony ludźmi, lecz posiadanie Zmieniacza Czasu to założenie niweczyło. Miał go teraz tyle, ile tylko zapragnął – na przygotowywanie fal i wysyłanie ich, na kontrolowanie poczty i… na zaglądanie do czyjejś jaźni.

– Rozumiem – westchnął ciężko i zerknął na Severusa, którego wzrok mówił wyraźnie „Nie zadzieraj z nią, to nie popłaca”. – W wielkim skrócie Dris wygląda wtedy, jakby spał, ale jeśli go zawołasz czy potrząśniesz nim, nie zareaguje bo to, co będziesz miała przed sobą to tylko jego ciało. Jego jaźń będzie w kimś innym. Jak chcesz, później opiszę ci to dokładniej, choć właściwe pytanie brzmi, czy jego drugie „ja” może normalnie funkcjonować, jeśli pierwsze jest w tym stanie. Nie mam pojęcia, więc wróćmy do tego jak macie poznać, że właśnie próbuje dobrać się do was.

Szalenie ciężko jest opisać coś, czego nikt inny nie poczuł, zwłaszcza coś tak abstrakcyjnego jak wnikanie w czyjąś jaźń. Słowa „dziwne” czy „nienormalne” niczego nie wyjaśniają, „mocno” czy „słabo” niewiele wnoszą, bo zależą od indywidualnej percepcji, więc Gus musiał uciec się do porównań.

– Pierwszym sygnałem jest nagła świadomość, że macie mózg. To podobne wrażenie jakie miewacie, gdy mija długotrwały, bardzo silny ból głowy i przez jakiś czas jeszcze czujecie, że ją macie. Mówi ci to coś? – spytał Hermionę.

Ta krótko potaknęła. Ktoś inny na jej miejscu mógłby pomyśleć, że ma przed sobą zniewieściałego faceta cierpiącego na migreny częściej niż Królowa Elżbieta, ale doskonale pamiętała, co czuła po Crucio Bellatrix i mogła się tylko domyślać, że jej doświadczenie nie umywało się do tego, przez co przeszedł Severus… i Rookwood.

– To dobrze – skomentował ten, kiwając głową. – To jest najlepszy moment, żeby go zablokować, bo właśnie wtedy przygotowuje waszą jaźń na swoje przyjęcie. Coś jak stawianie Tarczy zanim ktoś rzuci na was klątwę. To uczucie nie będzie długo trwało. Zaraz potem zakręci się wam w głowie. Mocno, słabo… ciężko powiedzieć, ja reagowałem różnie za każdym razem, jak to ze mną robił. Jeśli nie zareagujecie wcześniej, to to jest ostatni moment. A na koniec odniesiecie wrażenie, jakby mózg naparł na czaszkę i się cofnął, lecz wtedy będzie już za późno.

– Może to zrobić kiedy śpimy? – zapytał na pozór spokojnie Severus.

– Zła nowina. Niestety może.

– To w takim razie jak ty sypiasz? – wtrącił się Draco, który w jakimś momencie musiał do nich podejść.

– Jak? Kiepsko – zaśmiał się ponuro Gus. – Tak, żeby cały czas być świadomym tego, co dzieje się z moją głową. I właśnie dlatego – dodał, zwracając się do Hermiony – mówiłem, żeby Severus włamał ci się parę razy boleśnie do umysłu. Po tym, jak Voldemort często i bez zapowiedzi grzebał w naszych, mamy z Severusem wyrobioną czujność na tym tle. Ty nie. I tylko stały lęk może ci w tym pomóc. Nie chciałbym zabrzmieć jakbym drżał o twoje życie, za to drżę o moje, a tak się składa, że w momencie gdy się o mnie dowiedziałaś, po części od ciebie ono zależy.

Hermiona przygryzła usta i spuściła wzrok.

– Jeśli chodzi o to, jak go powstrzymać – podjął Gus – jedynym znanym mi sposobem jest skupienie się na chwili tuż przed wschodem słońca. – Na widok skonsternowanej miny Draco i uniesionej brwi Severusa pokiwał głową. – Dris może posiąść czyjąś jaźń dzięki umowie z Ifrytem. Dżinnem – dodał na potrzeby Hermiony. – Tylko akurat ten spełnia twoje Ostatnie trzy życzenia. Ifryty zaś przegania brzask. Kiedyś wyrwało mu się to podczas rozmowy. Może są jeszcze inne…

Brzask. Jutrzenka! Hermiona poderwała głowę.

– Jutrzenka – wymówiła to na głos, przerywając Rookwoodowi. – Tak właśnie mnie nazwał… – W tym momencie przypomniała sobie coś jeszcze i złapała się za usta. – O Boże… Arvin też tak do mnie powiedział! Jak przyszedł po drugą butelkę eliksiru. I kiedy cię pocałował.

– Bo de facto rozmawiałaś wtedy z Drisem, Arvin miał niewiele do powiedzenia – potwierdził Gus. – Idiota. Tak przypuszczałem, że kiedyś wyrwie się z czymś, po czym będzie można go zidentyfikować! W każdym razie musicie się skupić na tym z całych sił. Jakbyście ten pieprzony brzask właśnie oglądali, rozumiecie? Macie go zobaczyć i poczuć. Bo tylko to go powstrzyma.

Severus zmarszczył brwi i sięgnął palcem do ust.

– Mówiłeś, że na Ifryta nie ma sposobu.

– Ciężko mi to wyjaśnić, bo nie specjalizowałem się w tej dziedzinie – odparł cierpko Gus. – Tłumaczę to sobie tak, że w tym przypadku Ifryt pomaga Drisowi wejść do twojego umysłu swoją mocą, więc jeśli w tym umyśle zobaczy… poczuje brzask, to go to przepłoszy. Ale jak masz to bydlę przed sobą, tylko prawdziwy brzask, prawdziwa jutrzenka go powstrzyma, choć tylko do momentu, aż pokaże się słońce.

– To po prostu różnica między bytem realnym i duchowym – sprecyzowała Hermiona. Rookwood spojrzał na nią dużymi oczami i wskazawszy ją Severusowi mruknął „Widzisz? To proste”. Coś w niej miało ochotę roześmiać się, ale zignorowała to. – Czekaj, jest coś, czego nie rozumiem… Skoro ten Ifryt boi się jutrzenki, to czemu Dris tak do mnie powiedział?

– Przypuszczam, że na takiej samej zasadzie, jak ty mówisz „słońce ty moje”. Nie do mnie oczywiście. Tudzież „zabij mnie, nie wiem” – dodał, szczerząc się. – Arabowie mają swoje powiedzenia i pewnie to jest jedno z nich.

– Wiesz, jak on wygląda? – zagadnął niepewnym tonem Draco zza fotela Severusa i Gus od razu spoważniał.

– Widziałem go tylko pod postacią wiru, który niszczy wszystko… czy raczej wszystkich, których spotka po drodze. Wyobraź sobie jak zdziera z ciebie skórę, włosy, a potem wyrywa ci fragmenty ciała, kawałek po kawałku, a ty w tym czasie żyjesz. Robi z ciebie krwawą miazgę, aż zostają tylko kości. A te ściera na pył – choć to wydawało się niemożliwe, Draco pobladł wyraźnie i Hermiona mogła sobie wyobrazić, że sama nie wyglądała lepiej. – W każdym razie kilka dni temu był o włos ode mnie i wolałem się deportować, zamiast marzyć o brzasku. Swoją drogą obawiam się, że Dris już na to nie pozwoli i zablokuje możliwość teleportacji – dodał jeszcze poważniej. – On się cholernie szybko uczy i nie popełnia drugi raz tych samych błędów.

Nie wiadomo, co jeszcze opowiedziałby im Rookwood, bo w tym momencie do gabinetu wszedł Lucjusz Malfoy.

Mężczyzna, który stał przed Hermioną bardzo się różnił od czarodzieja, którego pamiętała z TAMTYCH czasów; nie był to przerażony, zaszczuty niemal do obłędu człowiek lecz dumny, wyniosły, pełen elegancji arystokrata, który znów znalazł się na szczycie i brał od życia to, co uznał za interesujące. Lecz gdy spojrzała w jego szare oczy, bez trudu ujrzała Śmierciożercę, przyglądającego się jej, Harry’emu i Ronowi i gotowego rzucić ich na pastwę Voldemorta. Na samo wspomnienie serce ścisnęło się jej gwałtownie i równie mocno zacisnęła palce dookoła różdżki, po którą nie pamiętała by sięgnęła, po czym obróciła się trochę bokiem w fotelu, by nie mieć go za plecami.

– Możemy się zbierać, moi drodzy, wszystko gotowe. Narcyza już na nas czeka – oznajmił od progu.

– Narcyza? – usłyszała zaskoczony głos Rookwooda. – Nie przypominam sobie, żebym o niej wspominał.

– Oczywiście, że nie – zaśmiał się Lucjusz, omijając ją wzrokiem. – To ja tak postanowiłem. Nie zamierzam jej narażać, Gus. Poza tym towarzystwo pięknej kobiety uświetni naszą wyprawę. A z bardziej praktycznego punktu widzenia… chyba chciałbyś coś jadać, czyż nie? Więc na mnie nie licz, te szaty nie nadają się do kuchni – przesunął laską po wystających spod fraka koronkowych mankietach i przy wtórze ciężkiego westchnienia Rookwooda wreszcie spojrzał na Hermionę. – Panna Granger! – położył rękę na sercu. – Masz niesamowity zwyczaj zjawiania się w moim domu bez zapowiedzi! Wybacz, nie zdążyłem się przygotować na to spotkanie.

– Panie Malfoy – rzuciła chłodno Hermiona, podnosząc się, ale nie podeszła ku niemu.

Wyglądało na to, że spotkanie się kończy i czterech mężczyzn ma jakieś plany, które z pewnością, i tym lepiej nie zakładają jej obecności, więc mogła wreszcie wynieść się stąd i nigdy więcej ich już nie oglądać.

– Całe szczęście tym razem przyprowadził cię Severus. Przypuszczam, że jego towarzystwo musi być znacznie przyjemniejsze – Lucjusz posłał jej domyślny uśmiech.

Przyjem… Oni WIEDZĄ??! i Ty dupku! wybuchło jej w głowie równocześnie. Powiedział im! Merlinie, może jeszcze ze szczegółami! Czując jak się rumieni, pochyliła głowę i ścisnęła kurczowo różdżkę.

– Dość, Lucjuszu – odezwał się znajomy niski głos tuż koło niej i równie znajome palce sięgnęły do jej dłoni i rozluźniły ją. – Jeszcze raz, a odbiorę wam różdżki. I to się tyczy wszystkich.

– To nie będzie konieczne – parsknęła, odsuwając się gwałtownie i wyrywając mu rękę. – Myślę, że się teraz pożegnamy.

– Nie tak prędko, moja droga – zaprotestował Rookwood, podchodząc do nich. – Będziesz… księżniczką wieczoru – zaśmiał się, jakby powiedział sobie tylko znany dowcip. – Poważnie, to bardzo liczę na twoją nieprzeciętną inteligencję i pomoc. Więc jak, Lucjuszu, wyruszamy?

 

Pięć minut później stali na ścieżce przed dworem. Hermiona myślała, że nikt nie będzie chciał jej dotknąć, by teleportować się z nią w miejsce, które znalazł dla nich Lucjusz. Jakie było jej zdumienie, gdy zarówno Malfoy jak i Rookwood wyciągnęli ku niej ręce, obaj z jednakowymi uśmiechami na twarzy. Severus spojrzał na nią, jakby spodziewał się, że podejdzie właśnie do niego, lecz z oczywistych powodów zignorowała go i zerknęła na Draco.

– Chodź, Malfoy.

Śmiejąc się Lucjusz stuknął Severusa laską i złapawszy go oraz Rookwooda za ramiona obrócił się na pięcie i wszyscy trzej zniknęli z głośnym trzaskiem.

– Wiesz, że jak mówisz „Malfoy”, zwracasz się również do mojego ojca? – spytał Draco, przyklękając i zawiązując but.

– Nie moja wina, że nosicie to samo nazwisko – odpaliła Hermiona.

Kątem oka dostrzegła jakieś poruszenie – obróciła głowę i ujrzała Narcyzę, która wyszła na schody. Na jej widok czarownica pospiesznie odwróciła się, poprawiła zwiewną cienką pelerynę i deportowała się.

A priori pani Malfoy nie uległa falom i nie polubiła osób mugolskiego pochodzenia…

– Twoja matka nie pała entuzjazmem na mój widok – stwierdziła ostrożnie.

– Zostaw ją w spokoju, Granger – westchnął Draco, obciągając nogawkę spodni i wstał. – Ona się boi.

– Boi się?

– Nic nie wie. Postaw się na jej miejscu. Widzisz, że coś się dzieje, nagle w domu zjawia się poszukiwany morderca i Śmierciożerca, ojciec odprawia całą służbę, a potem zjawia się Severus, a na koniec mugolaczka Granger. Jak byś się czuła? – nadstawił ramię, a gdy Hermiona złapała je, bez ostrzeżenia deportował ich.

Pojawili się przed niewielkim piętrowym domem, zbudowanym z szarego kamienia, z czarnym spadzistym dachem i dużymi białymi oknami. Stał pośrodku lekko pofalowanego terenu porośniętego trawą, zaś dookoła jak okiem sięgnąć otaczał ich gęsty las.

Hermiona wciągnęła powietrze, lecz nie wyczuła w nim żadnego charakterystycznego zapachu, który powiedziałby jej, gdzie mogliby się znajdować.

– Nie pytaj i nie próbuj zgadywać – poradził jej Draco. – Im mniej wiesz, tym jesteśmy bezpieczniejsi.

Pozostali musieli być już w środku i Hermiona domyśliła się, że Draco specjalnie aportował ich trochę dalej, by móc porozmawiać. Przypuszczała też, na jaki temat.

– Jak twoja żona? – spytała pospiesznie, ruszając przez wysoką trawę w kierunku wejścia.

– W porządku – odpowiedź była tak samo zdawkowa co pytanie; całkowicie naturalne, biorąc pod uwagę, że nie rozmawiali ze sobą od lat. Równie dobrze pod tym względem mogli być dla siebie zupełnie obcy. – Gdy tylko zjawił się Augustus, odstawiłem ją do jej rodziny. A właśnie – uśmiechnął się, przyglądając się jej uważnie. – Granger, naprawdę sypiasz z Severusem??

Hermiona zacisnęła usta i wbiła wzrok w odległy las.

– To nie twoja sprawa z kim sypiam, Malfoy.

– O, Merlinie…! To dlatego go tak broniłaś na procesie? Bujałaś się z nim??

– Zamknij się, Malfoy, albo cię rąbnę – warknęła. – Nie bujałam się w nim. Zadowolony?

Draco zachichotał i otworzywszy przed nią drzwi pochylił się w przesadnym ukłonie.

– Witamy nieważne gdzie.

Ledwie Hermiona dała krok do środka, gdy ktoś złapał ją za ramię, mocnym szarpnięciem obrócił ku sobie i pchnął na ścianę. Zdążyła jeszcze dojrzeć czarne oczy i poczuła uderzenie w plecy oraz mocne ukucie gdzieś w głowie, jak runęły na nią przeróżne, wymieszane ze sobą obrazy z CWSL, ostatniego spotkania z Arvinem, krótka scena z sobotniego warzenia w Hogwarcie i widok śmiejącego się Dracona sprzed chwili.

– Następnym razem nie będę delikatny – zapowiedział jej Severus, wynurzywszy się z jej umysłu. – I sięgnę po to, co masz do ukrycia.

Merlinie, bolało! Ale nie chodziło o fizyczny ból, lecz o ten rozrywający jej pierś na wspomnienie poprzedniego razu, gdy przygwoździł ją do ściany. Dlaczego nie mógł jej kochać?! Choć odrobinę! Nie chciała wiele, zadowoliłaby się nawet odrobiną uczuć, byle móc przytulić się do niego i cieszyć się nim!

Uciekaj. Uciekaj od niego, póki jeszcze możesz, teraz, już! „Granger”! Zanim to on cię odepchnie!

Przełykając twardą, piekącą gulę w gardle Hermiona resztką sił dała krok w bok.

– Nie mam nic do ukrycia. Wiesz wszystko – szepnęła, odchodząc i zostawiając zaskoczonego Severusa.

 

– Bardzo ważne pytanie, Granger – odezwał się Gus, gdy już wszyscy usiedli przy okrągłym stole, przykrytym zielonkawym obrusem ze srebrnymi zdobieniami.

Pomimo otwartych okien, w powietrzu wisiał zapach typowy dla długo zamkniętych pomieszczeń. Mieszał się z aromatem przygotowanej przez Narcyzę kawy oraz zapachem słodkich bułeczek z konfiturą, którymi zajadał się tylko Augustus – po kradzionych, nie zawsze świeżych posiłkach smakowały chyba równie dobrze, co po wyjściu z Azkabanu.

– Wierzysz w to, czego się dowiedziałaś?

Siedząca między nim i Severusem Hermiona upiła porządny łyk kawy i ostrożnie odstawiła filiżankę z cieniutkiej porcelany. Mogła nie przepadać za Lucjuszem Malfoyem i czuć odrazę do wszystkiego, co się z nim wiązało, ale musiała przyznać, że tak cudownej kawy nigdy w życiu nie piła.

– Mam być szczera? – gdy czarodziej wymamrotał coś z pełnymi ustami, wzruszyła ramionami. – W tej chwili W ZASADZIE tak. Ale tylko i wyłącznie dzięki tej nieszczęsnej „jutrzence”, która łączy Drisa z Arvinem. Lecz biorąc pod uwagę twoją przeszłość, rolę w tym wszystkim oraz to, że stoisz właśnie pod murem… nie jesteś zbyt wiarygodną osobą.

Do „jutrzenki” dochodził tamten pocałunek, ten zaś pasował do wczorajszego wyznania Drisa. Zaś przerażające oblicze, jakie pokazał, podważało obraz ideału, za jaki uchodził.

– Nawet jeśli wiesz, że Severus zajrzał mi do umysłu? – spytał Gus; jej wyznanie najwyraźniej nie zrobiło na nim wrażenia.

– To też argument, który przemawia na twoją korzyść. Ale tylko dlatego, że mu ufam – dodała, korzystając z okazji, że może wspomnieć o Severusie nie wymawiając jego imienia.

Do obietnicy, którą sobie złożyła doszedł fakt, że dla wszystkich obecnych była „Granger”. Również, a może zwłaszcza dla niego, co po wczorajszym wieczorze i tych dwóch razach, kiedy powiedział do niej „Hermiono” za każdym razem było igłą wbijaną prosto w serce, więc tym bardziej nie chciała mówić o nim „Severus”. Krwawiła już zbyt mocno, by ranić siebie samą.

Severus przyjrzał się jej zwężając lekko oczy, jakby rozumiał jej intencję, Rookwood natomiast pokiwał z zadowoleniem głową.

– Dziękuję, Granger, tak właśnie myślałem – powiódł wzrokiem po wszystkich obecnych. – Jej uwaga to koronny argument za tym, że powinniśmy go zabić sami, i to jak najszybciej.

CO????!!! Hermiona aż zachłysnęła się boleśnie i dopiero huk padającego krzesła, który doszedł gdzieś z końca świata uprzytomnił jej, że stoi.

– Co?! Za… wwariowałeś?! Nigdy nie powiedziałam… Nie miałam na myśli… Na miłość boską, Rookwood, nie możesz…! Jeśli faktycznie jest winny, jest jakieś prawo! Zasady! Nie możesz tak po prostu planować go zabić! Nie ze mną! – popatrzyła na Severusa, a potem na Draco. – Powiedzcie mu coś!

Draco posłał jej bezradne spojrzenie, Severus z rozmysłem odwrócił głowę, zaś Rookwood zapytał:

– A on może wysłać za mną Ifryta i kazać mu mnie zabić?

– Właśnie dlatego mówię, że jest jakieś prawo!

– A co proponujesz zrobić? – mężczyzna odchylił się na krześle i splótł ręce na brzuchu. – Mam wparadować do Ministerstwa i złożyć na niego doniesienie? Zamordował Szefa Aurorów, więc z kim mam rozmawiać? Może z Ministrem? Albo zastępcą Ministra? Shacklebolt już i tak robi wszystko, co Dris mu powie. Naturalnie zamiast mnie może pójść Lucjusz lub Severus. Już widzę, jak Shacklebolt wierzy opowieściom ludzi z poczerniałym Mrocznym Znakiem na przedramieniu, zwłaszcza, że nie będą mogli wyjaśnić skąd to wszystko wiedzą – rozłożył ręce w teatralnym geście. – Możesz pójść również ty. Święta Granger ze Złotej Trójcy. Tyle tylko, że ty sama nie bardzo mi wierzysz, co dopiero powiedzieć o innych. Jak to sama ujęłaś, biorąc pod uwagę moją przeszłość, rolę i sytuację nie jestem zbyt wiarygodną osobą, zwłaszcza w zestawieniu z bohaterem. I jeśli ktokolwiek z was spróbuje przekonać Shacklebolta, Dris przejmie jego jaźń tak jak to zrobił z twoim przyjacielem, który nawet nie zdawał sobie sprawy, że to nie jego pomysł, by prosić cię o pomoc i każe mu was zamknąć w areszcie. Po czym sam się wami zajmie.

Siedzący po drugiej stronie Severusa Draco postawił zaklęciem krzesło z powrotem i Hermiona osunęła się na nie ciężko.

– To może… Skoro jest poszukiwany, może trzeba zawiadomić Arabów?

– Prócz blokady granic Dris wprowadził blokadę sowiej poczty. Sam widziałem. W czym nie ma nic dziwnego, wręcz przeciwnie, to ewidentny ruch i nie stanowi dla niego żadnego problemu. Jak sądzisz, po co Cox dał mu Zmieniacz Czasu?

– Więc osobiście! – nie zamierzała tak łatwo się poddać.

– Przyznaję, że to pewna opcja – przyznał powoli Augustus. – Ty odpadasz, ale Severus lub Lucjusz mogliby próbować porozmawiać z Marokańczykami. Bo od Saudyjczyków lepiej trzymajcie się z daleka, jeśli chcecie przeżyć. Jednak nie sądzę, żebyście szybko wydostali się z Wielkiej Brytanii, żeby ktoś tam natychmiast znalazł dla was czas i tak od razu wam uwierzył. A ja mam na karku Ifryta i całą społeczność czarodziejów, która tylko marzy o dostarczeniu mojego trupa i odebraniu worków galeonów. I w dodatku od jakiejś godziny wiesz o mnie ty, a to, że Dris za chwilę będzie próbował wpakować się do twojej jaźni jest równie pewne jak jutrzejszy… jutrzejsza jutrzenka – prychnął. – Powiedz mi, ile razy od naszej rozmowy sprawdzałaś, co dzieje się z twoim mózgiem?

– To wyczyśćcie mi pamięć! – Hermiona mimo woli spojrzała na Severusa i wróciła do Rookwooda. – W ten sposób nie będziesz musiał dłużej drżeć o swoje cenne życie.

Śmiech Lucjusza zginął w o wiele głośniejszym śmiechu Augustusa, a Severus pokręcił głową.

– To nic nie da.

– Pierwszy raz widzę kogoś, kto z taką chęcią proponuje usunąć sobie pamięć – zadrwił Gus, sięgając po kawę. – Masz oszałamiającą inwencję, wiesz? Szkoda tylko, że nie idzie ona w odpowiednim kierunku. Więc powiem ci jeszcze coś na zachętę – przechylił się lekko w jej kierunku i przesunął palcem po brzegu filiżanki. – Po pierwsze, jak Dris się zorientuje, wyeliminuje nas wszystkich i wtedy już nic nie powstrzyma go od wprowadzenia takiego porządku, w którym wierz mi, nie chciałabyś żyć. No chyba, że pasuje ci rola potulnej klaczy rozpłodowej, bo tylko do tego jego zdaniem powinny służyć kobiety. Oraz do dawania przyjemności i gotowania – upił łyk i ciągnął. – A po drugie, oszałamiające powodzenie w realizacji planu Dris zawdzięcza… twojemu eliksirowi. Fakt, że nie dawałaś mu go w tym celu nie ma akurat wielkiego znaczenia. Więc jeśli ktoś z nas POWINIEN go powstrzymać, prócz mnie naturalnie, to właśnie ty, Granger.

Po piersi Hermiony rozlało się niczym ogień palące poczucie winy. Merlinie, miał rację! I pewnie nawet nie wiedział, jak bardzo!

Jej wczorajsze pragnienie było najlepszym dowodem, jak blisko sukcesu był Dris. Co prawda po tym, jak Severus wyszedł, wrócił jej zdrowy rozsądek, ale gdyby to stało się kilka dni później… czy gdyby reagowała na fale jak inne kobiety, być może z rozmysłem roztrzaskałaby fiolkę z eliksirem?!

Boże, coś ty zrobiła…! To twoja wina. Po części, ale twoja wina! MUSISZ to zatrzymać! 

Ale wyrzuty sumienia wobec INNYCH to nie było wszystko. Prócz tego przerażała ją wizja swojego własnego życia. Już wczoraj Dris dał ci próbkę tego, jak ono będzie wyglądało. Na wspomnienie TEGO Drisa przeszły ją takie dreszcze, że przedramiona pokryły się gęsią skórką.

Chciała coś powiedzieć, usprawiedliwiać się, tłumaczyć, ale zabrakło jej słów, więc opuściwszy głowę ukryła twarz w dłoniach i tylko krzyczała w myślach.

Przez chwilę przy stole zaległo ciężkie milczenie, które położyło się grubym woalem na tym, co zostało powiedziane i nie pozwoliło słowom i galopującym w głowie obrazom ulecieć w niepamięć.

– Jak dla mnie sprawa jest jasna – odezwał się w końcu Lucjusz. – Gdzie, jak i kiedy?

Hermiona dopiero po kilku sekundach załapała, co oznaczały te pytania. Gdzie, jak i kiedy zabić Drisa.

O dziwo protest, który wybuchł w niej ogłuszającym krzykiem ledwie chwilę temu, po argumentach Rookwooda, zwłaszcza ostatnich, przycichł i był teraz niepewnym głosikiem, ginącym w huku płomieni, które trawiły ją całą.

 

Ministerstwo ze zrozumiałych względów odpadało. Najbardziej oczywistym miejscem była posiadłość w Kelty, lecz złapanie Drisa tam najprawdopodobniej wymagało wejścia do niej, a tego Gus wolał za wszelką cenę uniknąć.

– To nie samo wejście mnie niepokoi. Drzwi zamykane są Colloportusem, więc to łatwizna. Celowo nie stosowaliśmy żadnych innych zaklęć czy arabskiej magii, bo wiedzieliśmy, że będą go sprawdzać Aurorzy i jestem pewien, że nadal bierze pod uwagę, że ktoś może mieć go na oku – wyjaśnił. – Po prostu uważam, że po tym, jak uciekłem z Pluckey, drugi raz już na to nie pozwoli.

– Są jeszcze jakieś inne miejsca, w których regularnie bywa? – zagadnął Lucjusz.

– Nie. W ramach tworzenia fałszywej tożsamości pokazywał się w miasteczku, zaglądał do biblioteki, robił zakupy czy po prostu chodził na spacery i rozmawiał z ludźmi, ale teraz pewnie nie ma już na to czasu.

Wpatrując się tępym wzrokiem w brzeg stołu Hermiona jeszcze mocniej zwiesiła głowę i odgarnęła kosmyk włosów, którego nie było. Po prostu chciała ukryć przed innymi swój wyraz twarzy.

Tworzenia fałszywej tożsamości… Więc już wiesz, jakim cudem Służba Bezpieczeństwa i Aurorzy dali się nabrać… Słowa Rookwooda były kolejną cegiełką, zdejmowaną z muru niedowierzenia i kładzioną prosto na jej ramiona. To wszystko było przemyślane w najmniejszych detalach i zorganizowane. Tak samo szkoła w Arabii Saudyjskiej… te jego książki, które ponoć pisze… Wszyscy daliście się nabrać. Merlinie, miał nawet wyjaśnienie swojego francuskiego akcentu!

Dawno już nie czuła takiej goryczy.

Severus doskonale rozumiał obiekcje Augustusa i wodząc palcem po ustach próbował znaleźć jakieś inne rozwiązanie.

– Jak podróżuje do Ministerstwa?

– Przez toalety lub zewnętrzną windą – odparł od razu Gus, marszcząc brwi. – Myślisz, że…

Nie czekając aż skończy mówić, Severus spojrzał na Hermionę.

– To w zaułku koło teatru udało się wam zaskoczyć Hopkrik i Cattermole’a, jak z Potterem i Weasleyem weszłaś do Ministerstwa, tak?

– Owszem – mruknęła.

– Dobry pomysł! – Gus wyprostował się na krześle. – I całkiem prosty! Skoro udało się to wam wtedy, kiedy w Ministerstwie aż roiło się od naszych ludzi, to nie widzę powodu, czemu nie udałoby się to i tym razem.

Hermiona spojrzała w bok, przygryzając dolną wargę. Prosty. Ona widziała powód, ale nie CHCIAŁA o nim mówić. Już i tak czuła się koszmarnie, siedząc z nimi i słuchając, jak planują morderstwo, lecz tak długo jak nie doradzała im, nie angażowała się, mogła sobie wmawiać, że nie jest AŻ tak winna, aż tak BRUDNA, że weszła tylko trochę w bagno, ale nie za głęboko i może się w każdej chwili wycofać i nie utonąć. Miała świadomość, że to tylko wrażenie, fałszywe przeświadczenie, które z całych sił podtrzymuje, by nie płakać, nie zerwać się od stołu z krzykiem i uciekać tak prędko, jak się da, żeby nie nadążyły za nią wyrzuty sumienia – ale czegoś przecież musiała się uchwycić.

Fakt, że Drisa należało powstrzymać i że powinna w tym pomóc nie oznaczał, że zgadzała się z metodą! Ale też nie widziała żadnej innej i czuła się jak zaszczute na śmierć zwykle łagodne zwierzę, które by się uratować jest zmuszone rzucić się oprawcy do gardła.

Severus dostrzegł jej jakże znajome zachowanie i uniósł brew.

– Masz jakieś zastrzeżenia?

Merlinie, miała, do wszystkiego!! A już najbardziej do siebie samej! Zacisnąwszy oczy wstrzymała powietrze, próbując zignorować pytanie i za wszelką cenę wytrwać w swoim postanowieniu. Nie mówić. Nie doradzać. Nie brać w tym udziału!

– To chyba pierwszy raz, kiedy panna Granger nie umie udzielić odpowiedzi – zaśmiał się Gus. – No dalej, widzisz jakiś problem, który nie przyszedł mi do głowy?

Drwina w jego głosie sprawiła, że w Hermionie się zagotowało.

– Owszem – warknęła. – Zdziwiłabym się, gdyby po tym, jak z Azkabanu uciekł wielokrotny morderca Ministerstwo nie było pod obserwacją. Ja postawiłabym tam choć jednego Aurora czy kogoś z Czarodziejskiej Policji. A po drugie ciekawi mnie, jak zamierzasz to zrobić, jeśli Dris zjawi się, kiedy będzie tam już kilka osób.

Ostatnie słowa wypowiedziała z lekkim drżeniem i spuszczając na powrót głowę dostrzegła jeszcze spojrzenie Draco; był w nim cień współczucia. Merlinie, on musiał się czuć podobnie. Nagle zapragnęła znaleźć się koło niego.

Gus musiał przyznać, że uwaga Granger dotycząca obserwacji Ministerstwa była celna – zjawienie się tam pod Kameleonem stanowiło pewne ryzyko, choć dużo zależało od tego, kto stał na straży. Wytrawny Auror był w stanie zauważyć czyjąś obecność nawet pod peleryną niewidką, o Kameleonie nie wspominając, ale jeśli stał tam jakiś żółtodziób z Czarodziejskiej Policji, nie było powodu do niepokoju. Natomiast słysząc jej drugie zastrzeżenie tylko się uśmiechnął z mieszanką zacięcia i goryczy. Dzisiejsza sytuacja była po części rezultatem jego wahania sprzed kilku dni. Gdyby prosto z Kelty aportował się w Old Gang, zabrał fluctumentis i ukrył się gdziekolwiek, dziś Dris nie byłby u szczytu władzy.

Nie tylko ty, mój drogi, szybko się uczysz. Rzucenie klątwy zajmowało sekundę, deportacja jeszcze mniej, a on nie zamierzał pozwolić na powtórzenie swojego błędu.

Nie mając innych pomysłów przeszli do dwóch dalszych pytań Lucjusza: „jak” i „kiedy”. Z pozoru plan był prosty – należało zabić Drisa, jak tylko się pojawi, ale tak wiele mogło pójść nie tak! I właśnie dlatego musieli omówić wszystko krok po kroku i znaleźć rozwiązania dla wszystkich opcji, które przyszły im do głowy, bo mieli tylko jedną szansę.

– I bardzo ważne: żadnych przemów, żadnego czekania, aż się odwróci – powiedział z naciskiem Gus, przypominając sobie pojedynek z Drisem. – Jeśli stoi tyłem to tym lepiej. Nikt z nas nie poradzi sobie z nim na dłuższą metę, po pierwsze dlatego, że jego magia jest zupełnie inna od naszej i NIC nie jesteście w stanie przewidzieć, po drugie on ma przewagę z powodu umowy z Ifrytem. Spóźniłem się o dwie sekundy, DWIE, rozumiecie? I nie ukrywam, że żyję cudem, a nie dzięki moim umiejętnościom. A po trzecie… on naprawdę nie jest normalny – dodał na wspomnienie reakcji Drisa, gdy spróbował go torturować. – Pamiętacie Ardeo? Więc wyobraźcie sobie, że ten sukinsyn uśmiechnął się, jak przerwałem zaklęcie i wdał się w towarzyską rozmowę!

Lucjusz wzdrygnął się gwałtownie i wymienił długie spojrzenie z Severusem, który zachował obojętny wyraz twarzy, ale skóra na całym ciele zapłonęła mu już na samo wspomnienie.

Widząc reakcję obu mężczyzn Draco wytrzeszczył oczy i zerknął na Hermionę; wyglądała jakby była chora, fizycznie chora, i to bardzo.

I tak było – Hermiona nie tylko tak wyglądała, ale również tak się czuła.

Gdy słuchała, jak roztrząsali każdą ewentualność, każde ich słowo było kolejnym brudem, który się do niej przyklejał, z każdym z nich zapadała się w bagno coraz głębiej, aż sięgnęło jej do gardła. I z każdym z nich rosła w niej rozpacz i nienawiść – do nich wszystkich za wciągnięcie jej w to, do Drisa za to, kim się okazał, do siebie samej za głupotę, naiwność i za to, kim się stała… i do całego świata. Chwilami, jak na przykład gdy Rookwood wspomniał o tym jakimś Ardeo, uzmysławiała sobie, że oni też przeszli przez piekło, że to co kiedyś robili w pewnym stopniu nie zależało od nich i dochodziła do wniosku, że świat nie składa się tylko z czerni i bieli, ale również różnych odcieni szarości. Wtedy przypominała sobie Dumbledore’a, to, na kogo wyglądał i kim się okazał oraz jego zasadę „dla większego dobra” – w takich momentach pytała siebie samą, czy to co robią można tak było określić i jak kiedyś świat oceni to, w czym właśnie brała udział.

Planowanie zabójstwa. Współpracę ze Śmierciożercami. Z Rookwoodem, którego właśnie znienawidziło całe społeczeństwo za morderstwa, które nie on popełnił i jednocześnie człowiekiem, od którego to wszystko się zaczęło.

Wtedy niczym bumerang wracało przytłaczające poczucie winy, wstręt i nienawiść do samej siebie oraz rozpacz i coraz bardziej zbliżała się do granicy tego, co była w stanie znieść.

Severus przyjrzał się Hermionie kątem oka i wyraźnie zobaczył, jak niewiele brakowało, by się załamała. Spojrzał więc na Augustusa i ruchem głowy wskazał siedzącą między nimi czarownicę. Wiadomość, którą mu przekazał była prosta: „Nie posuwaj się za daleko. Ona JUŻ zaszła dalej niż powinna”.

W odpowiedzi Gus wzruszył ramionami. Nie mieli czasu do stracenia, w każdej chwili mogło być już za późno i nie mogli odłożyć planów na kiedy indziej lub zacząć rozważać, czy nie ograniczyć się do pogrożenia Drisowi palcem tylko dlatego, że Granger nie potrafiła sobie z tym poradzić.

Co prawda liczył na to, że im doradzi, lecz po ostrzeżeniu o obserwacji Ministerstwa już więcej się nie odezwała. Cóż, zbyt się od nich różniła. Ale potrzebowali jej, więc nie mógł pozwolić jej wrócić do siebie.

Nikt z nich nie mógł wejść do Ministerstwa i poruszać się po nim bez ściągania na siebie uwagi, ona owszem. Mogła pójść sprawdzić, czy Dris jest jeszcze w pracy, kręcić się koło jego gabinetu czy w Atrium i używając monety uprzedzić ich zawczasu, którędy zamierzał wyjść.

– Zajmijmy się więc wyjściami z Ministerstwa – odezwał się, opierając łokcie o stół i splatając ręce. – Granger, mam dla ciebie bardzo ważną rolę.

Słysząc swoje nazwisko Hermiona powoli podniosła głowę. Przyszło jej to z takim trudem, jakby dosłownie wynurzała się z bagna. Na myśl, że jej pomysł sprzed lat na dostanie się do Ministerstwa miał stać się planem zamordowania człowieka ogarnęło ją coś, czego nawet nie umiała nazwać.

„Bardzo ważną rolę”. Już widziała jaką!

– Chcesz, żebym go zabiła tak po prostu, czy mam go pociąć na kawałki? A może obedrzeć ze skóry? – zapytała cichym głosem. Próbowała nad sobą panować tak mocno, że dostała dreszczy.

Gus zamarł na chwilę z otwartymi ustami. Co??

– Och, przestań histeryzować – westchnął. – Nie każę ci go zabić. Mam dla ciebie coś innego, do czego nadajesz się najlepiej z nas. Choć nie przeczę, że z nas wszystkich dla ciebie byłoby to najłatwiejsze i najbezpie…

– Dość – syknął Severus, uderzając pięścią w stół.

Lecz jego głos i odgłos uderzenia zginęły w krzyku Hermiony, gdy cieniutka bańka spokoju, którą starała się utrzymać dookoła siebie roztrzaskała się na tysiące kawałeczków.

– Zamknij się, Rookwood! – zawołała, zrywając się. – Mam dość twoich planów! I twojej hipokryzji! I spychania odpowiedzialności na innych! To ty jesteś temu wszystkiemu winien, nie ja! Nie mój eliksir! Najłatwiejsze i najbezpieczniejsze, co?! – warknęła i złapała różdżkę. – Nie zamierzam nadstawiać karku za żadnego z was! Nie zamierzam trafić do Azkabanu dlatego, że cały czas chronisz własną dupę! Ifryt, tak?! Przejęcie jaźni?! Nic innego nie można zrobić, tylko go zabić?! Więc to zrób! Rusz się i to zrób, teraz, skoro to takie pilne! Albo znajdź inne rozwiązanie! – musiała unieść wysoko nogę, żeby przestąpić przez przewrócone krzesło. – A w ogóle to rób co chcesz, ja nie zamierzam tego dłużej słuchać!

Bogowie, nie! Ona nie mogła teraz odejść, musiała im pomóc! Gus również podniósł się gwałtownie i wyciągnął rękę, jakby miał ją złapać.

– Granger, stój!

– … I w tym uczestniczyć! Po moim trupie!

– Nie możesz…

– Nie mów mi, co mogę, a czego nie! – fuknęła, dając krok do tyłu. – Żegnam, Rookwood!

Nie!!! Musiał znaleźć jakikolwiek argument, żeby ją zatrzymać!

– Więc idź sobie! – wskazał ręką drzwi. – Wracaj do pracy i udawaj przed sobą i ludźmi dookoła, że nic się nie stało! Że nic nie wiesz! Że ci są obojętni! Bo ty zawsze możesz się łudzić, że Shacklebolt i Cox cię ochronią!

– Cox? – powtórzyła Hermiona i umilkła na chwilę, bo przytłaczająca nowina o jego śmierci wróciła niczym spiętrzona fala. – Cox nie żyje.

– Co…?

– Dziś rano poświęcił się po to, żeby powstrzymać te zniknięcia. Nie wiem, co zrobił, ale… dzięki niemu się skończyły.

Na kilka sekund zapadła zupełna cisza, gdy każdy przyswajał tę nowinę, po czym na twarzy Lucjusza i Draco odmalowała się wyraźna ulga. Severus nic po sobie nie okazał, tylko na moment zerknął na Augustusa i czym prędzej spojrzał drugi raz.

Bo Gus zamarł na chwilę z otwartymi ustami i wstrzymał powietrze, a potem zacisnął oczy i wypuścił je z przeciągłym westchnieniem.

Zrobił to! Myślałeś, że nikt nigdy tego nie zrobi, a on to zrobił! Roger, ty idioto!

Lecz natychmiast zrozumiał, czemu. Dris postawił Shacklebolta i Rogera Coxa w sytuacji bez wyjścia. Bo skoro ponoć uciekł i ich zdaniem był pewnie na drugiej półkuli, nie mogli już na niego liczyć. Więc dlatego ktoś MUSIAŁ się poświęcić. I jednocześnie on stracił kartę przetargową z Ministerstwem.

– Jasna cholera! – uderzył pięścią w otwartą dłoń. – Dlaczego… Dlaczego nie poczekałeś?! Choć jeden dzień?! – Szlag – dodał, otwierając oczy i znów głęboko odetchnął.

Wszyscy wpatrywali się w niego w milczeniu, dlatego potrząsnął głową i korzystając z okazji, że Granger się uspokoiła, zamierzał wyjaśnić jej, czego od niej oczekiwał, gdy odezwał się Severus.

– Czemu mam wrażenie, że to ci nie na rękę?

– Bo nie jest.

– Ponoć to była jedyna możliwość – wyjaśniła Hermiona niepewnym tonem, bo miała dziwne wrażenie, że jej odpowiedź rozmija się trochę z pytaniem Rookwooda. Albo jakby opatrznie je zrozumiała.

Wcale nie – zamierzał zaoponować Gus, ale gardło mu się ścisnęło i zastygł w bezruchu.

On coś wie! TO milczenie było dla niej dobitnym dowodem. I nie tylko dla jej.

– Gus, mój drogi… – rzucił jakby od niechcenia Lucjusz. – Wybacz pytanie, ale wyglądasz na kogoś, komu właśnie odebrano różdżkę… To nie ma związku z tym planem, o którym mi mówiłeś, zgodnie z którym miałeś się odegrać na Benhammadzie, a Shacklebolt i Robards mieli cię powitać z otwartymi ramionami?

Gus wzruszył ramionami.

– Tak. Z tym, że to nie tak miało wyglądać – dodał niechętnie.

W tym momencie Hermiona zrozumiała, że pytanie „Dlaczego” wciąż było to samo – tylko intencja była całkowicie inna i jej myśli ruszyły galopem.

– Nie tak miało wyglądać…? Czyli było jakieś inne wyjście? – zapytała z niedowierzeniem. – To znaczy, że to po to Gawain Robards i Rich zjawili się w Azkabanie… Żeby z tobą porozmawiać… Bo wiedzieli, że ty wiesz…! A skoro teraz powstrzymała cię Gwarancja Milczenia… to to musi łączyć się z jakimś projektem z Departamentu Tajemnic – kolejny fragment układanki wskoczył na swoje miejsce. A za nim zaczęły wskakiwać następne. – Wiedziałeś i czekałeś?! Pozwoliłeś Coxowi popełnić samobójstwo, żeby… – jej oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej. – Nie, ty to zaplanowałeś! Zrobiłeś coś, żeby znikali ludzie, by odegrać się na Drisie! I dlatego wiedziałeś, że Kingsley i Robards do ciebie przyjdą!!

– Granger, teraz się nie dziwię, że tak dobrze szły ci te wszystkie twoje śledztwa na każdym roku w Hogwarcie, ale nie po to tu jesteś.

– Na dobrą sprawę to ty odpowiadasz za śmierć dziesiątek ludzi! – wściekłość, która ją na nowo zalała sprawiła, że ogłuchła na jego drwiny i jak w transie postąpiła ku niemu. – Zamordowałeś dziesiątki ludzi tylko po to, żeby odegrać się na wspólniku, który cię zdradził! Rookwood, jesteś… jesteś…

– Nie wypowiadaj się na tematy, o których nie masz pojęcia – prychnął Augustus.

Z uniesionej lekko ku górze różdżki Hermiony trysnęły czerwone iskry. Czarodziej wyjął ją jej z ręki dwoma palcami z kpiącym uśmieszkiem, jakby chciał pokazać jej, ile dla niego znaczy i Hermiona pękła.

Wziąwszy błyskawiczny zamach uderzyła go w twarz tak mocno, że głowa odskoczyła mu do tyłu i w bok, a mężczyzna aż się zachwiał.

– Bydlę! – wypluła z siebie, po czym wyrwała mu swoją różdżkę i podskoczyła do drzwi.

 

Cholerny świat! zaklął w myślach Severus.

– Granger! – zawołał, ale kobieta dopadła już drzwi i wybiegła na korytarz. – Draco, ze mną! – zerwał się od stołu i wypadł za nią. – Gran… Hermiona!

Blady jak kreda Draco wyskoczył sekundę po nim i równocześnie Hermiona zatrzymała się jak wryta i obróciła powoli.

Severus przywołał jej torebkę i wręczył jej.

– Masz.

Hermiona niemal wyrwała mu ją i na chwilę zacisnęła usta tak mocno, że wyglądały jak ciemniejsza cieniutka kreska.

– Dziękuję – rzuciła w końcu.

– Zabierz swoje i moje rzeczy z Buness. Draco przeniesie cię w jakieś miejsce, gdzie będziesz bezpieczna. Czekaj tam na mnie i nie ruszaj się pod żadnym pozorem, rozumiesz? I pilnuj umysłu.

Przygryzając wargę Hermiona zerknęła na chłopaka obok i z powrotem na Severusa.

– A ty…?

– Zajmę się tym, co muszę zrobić – odparł i bez dalszych wyjaśnień odwrócił się i ruszył do salonu.

Rozdziały<< Trzeci Raz – Rozdział XXXITrzeci Raz – Rozdział XXXIII >>

Anni

Zakaz kopiowania i publikowania opowiadań jak również używania wykreowanych przeze mnie bohaterów i świata bez mojej zgody. !!! * Bardzo proszę BEZ WULGARYZMÓW w komentarzach * !!!

Dodaj komentarz