Stan Krytyczny Rozdział 13

– Wydział Programu Nauczania – wymruczała pod nosem i odłożyła kopertę na prawą stronę. – Biuro Administracyjne… Biuro Rejestracji i Usług Wydziału Osobowego… – obie koperty wylądowały po lewej. – Wydział Badań Zdolności Czarodziejskich. Wydział Eliksirów Eksperymentalnych… Znów się przyczepili o nowe patenty…?

Na widok następnej koperty wyprostowała się gwałtownie i czym prędzej sięgnęła po nożyk do otwierania listów.

W lewym górnym rogu napisane było „Magasin Central d’Ingredients de Classe A et B pour Europe de l’Ouest. Carcassonne”.

Niestety pojedyncza karteczka nie mogła być pożądaną listą zamówień. Zaś krótka odpowiedź, którą Oktawia przetłumaczyła bez większych problemów mimo kiepskiej znajomości francuskiego sprawiła, że mina zrzedła jej jeszcze bardziej.

 

 

Carcassonne, le 01.05.2003

Bonjour Madame Banks,

J’ai le regret de vous informer que sans des raisons valables nous ne pouvons pas vous fournir la liste demandée.

Dans cette attente, je vous prie d’agréer, Madame Banks, l’expression de mes salutations distinguées.

Directeur Jean Pierre Bernard Charasse

 

 

– Cholerne żabojady – sapnęła Oktawia. – Nie chcą wysłać zwykłej listy bez odpowiedniego uzasadnienia. Czekaj, dostaniesz takie la uzasadnienie, że ci la różdżka z ręki wypadnie!

Już miała zacząć pisać liścik do Św. Munga, żeby ściągnąć szybko Hermionę i kazać jej przygotować jakieś pismo, kiedy przypomniała sobie rozmowę z Pelagią sprzed tygodnia i zawahała się.

Od tamtego czasu ciągle zastanawiała się, czy starsza czarownica sprzedała jej kolejną plotkę, czy też była to prawda, że Hermiona spotyka się z Kellym. Do tej pory starała się ignorować niepokój i udawać, że o niczym nie wie, ale jeśli teraz podadzą Francuzom jakikolwiek powód, sprawa stanie się o wiele poważniejsza.

A ona, Oktawia, cały czas nie wiedziała, czemu Hermiona tak bardzo angażuje się w tę Inspekcję.

Zacisnęła usta i patrząc niewidzącym wzrokiem na dekoracje na ścianie, próbowała zdecydować, co zrobić. W końcu postanowiła sama napisać krótki list z wyjaśnieniem do Monsieur Charasse i trzymać Hermionę z daleka od tej sprawy, dopóki się co do niej nie upewni.

Do Wydziału Bezpieczeństwa nie musiała pisać żadnego listu, ponieważ znajdował się na tym samym Poziomie, w sąsiednim korytarzu.

 

 

Pracownia Eliksirów Powella / Ministerstwo Magii

17:00

 

Paul i Jeff Perkins, Auror-żółtodziób przeszli przez kontrolę na Recepcji i Jeff przysiadł na brzegu kanapy.

– Poczekaj na mnie chwilę – rzucił Paul. – Skoczę do kibla.

– Ty też się tak boisz? Ja chyba zaraz się zesram – skrzywił się Jeff. – Snape uczył mnie w Hogwarcie i do dziś mam przez niego koszmary.

– Nie tyle boję się, co denerwuję – Paul z największym trudem zmusił się, żeby odpowiedzieć tylko na pytanie.

– Proszę, daj mi Powella. Nie chcę mieć do czynienia z tym dupkiem!

– Bierz Powella, ja zajmę się Snape’em – Paul klepnął Jeffa w ramię i poszedł szybkim krokiem do męskiej toalety.

Wyciągnął fiolkę Reverserum i wypił wszystko jednym łykiem, po czym wrzucił zlewkę do śmieci i rozgniótł butem na drobny mak.

Gdy wrócił do holu, Powell już rozmawiał z Jeffem.

– … już skąd ta plama się wzięła?

Jeff bezradnie rozłożył ręce i kiwnął głową na Paula.

– Paul, możesz wyjaśnić wszystko panu Powellowi? Przykro mi – dodał, zwracając się do łysego czarodzieja. – Ja nie jestem….

– Wystarczy – uciął Paul suchym tonem. – Przepraszam, ale nie będziemy rozmawiać o wynikach śledztwa w miejscu publicznym.

Leoncjusz Powell natychmiast wskazał ręką drzwi do swojego gabinetu.

– Ależ oczywiście! Przejdźmy do mnie. Severus Snape zaraz do nas zejdzie.

Ale nie mieli nawet czasu usiąść, kiedy pchnięte z rozmachem drzwi otworzyły się ze stuknięciem i wszedł Snape.

– Znakomicie, Severusie! Cieszę się, że tak szybko przyszedłeś – Powell wskazał mu fotel i sam rozsiadł się wygodnie. – Panowie przyszli z nowymi wiadomościami.

– Mam głęboką nadzieję – odparł Snape, ale nie usiadł, tylko założył ręce i oparł się o ścianę.

Paul spojrzał mu prosto w oczy, starając się rozluźnić. Żeby skłonić Snape’a do zrobienia tego, co chciał, musiał mu powiedzieć dużą dozę prawdy. Niebezpiecznie dużą dozę.

– Dziękuję za tak szybkie przyjście – skłonił się lekko Snape’owi i Powellowi. – Przede wszystkim muszę się przyznać, że postąpiłem trochę niezgodnie z regulaminem. Nawet bardziej niż trochę – uśmiechnął się wstydliwie w stronę Jeffa, który w odpowiedzi zachichotał cicho. – Powinienem wpierw otworzyć na nowo śledztwo, a dopiero potem kazać analizować dowody i prowadzić przesłuchania, ale…

– Do rzeczy, Bryant – ponaglił go Snape. – Nie przyszedłem tu wysłuchiwać twojego kajania się.

– Snape, przestań! – Jeff zerwał się na równe nogi.

– Zamknij się, Perkins! – odwarknął natychmiast Snape.

Przerażony Jeff złapał się za usta i osunął się na krzesło jak szmaciana lalka. Równocześnie Powell posłał Snape’owi ostrzegawcze spojrzenie. Paul zdusił w sobie triumfalny uśmieszek.

– Przepraszam bardzo, ma pan rację – skrzywił się lekko. – No więc pogoniłem dziś trochę nasze Biuro Badawcze i właśnie przed chwilą skończyli analizę składników. I ponieważ tym razem plama była o wiele większa niż ta poprzednia, udało im się zidentyfikować dwa nowe składniki. Wśród nich jest krwiowiec i nasi badacze nie mają wątpliwości, że to właśnie on spowodował tak straszne krwotoki u ofiar. Tak więc mogę z czystym sercem otworzyć dochodzenie.

– U… – zaczął Powell.

– Jaki jest drugi składnik? – przerwał mu zdecydowanym tonem Snape.

Paul przeklął się w myślach za pomysł mówienia o dwóch nowych składnikach. Z raportu Augiego usunął tylko krwiowiec, bo pozostałe nie były groźne i można było bez problemów zamknąć śledztwo i teraz nie wiedział, co powiedzieć.

– Nie pamiętam dokładnie – powiedział po chwili. – Ale z tego, co mówili nasi badacze, nie jest szkodliwy.

Snape powoli skinął głową, jakby nie do końca przekonany.

– U ofiar? – odezwał się Powell. – To zginął ktoś jeszcze prócz nieszczęsnego Chase’a?

O KURWA MAĆ!!!  Paul aż zachłysnął się własną głupotą, gdy zrozumiał, co właśnie powiedział. O jedno słowo za dużo! Ty kretynie… ! Wszystko spieprzyłeś!

Czując na sobie badawczy wzrok Snape’a, zmusił się do patrzenia tylko na Powella. I co teraz?! Co, do jasnej, pieprzonej cholery, masz mu teraz powiedzieć??!!!

– Przepraszam bardzo – usłyszał swój cienki głos i odkaszlnął. – Powinienem od razu powiedzieć. Tak, są dalsze ofiary.

Przezwyciężając szaloną ochotę otarcia dłoni o spodnie, pokiwał smutno głową.

– Nic nie słyszałem – odparł Powell. – Nic nie pisali w Proroku. A ty, Severusie?

Snape nie odpowiedział, tylko zmrużył oczy i przyglądał się bacznie Paulowi. Jeff też patrzył na niego. Cholera, wszyscy się gapią!

Jeśli Snape wie o ofiarach, wie też, że to się dzieje u mugoli. Więc to możesz im powiedzieć.

– Nic nie pisali w Proroku, bo… to działo się u mugoli – wyjaśnił. – Było… kilka innych ofiar. Pan najwyraźniej też o tym słyszał? – zerknął na Snape’a. Musiał to powiedzieć – pod wpływem Veritaserum na pewno by o to zapytał!

Snape patrzył jeszcze chwilę w milczeniu, jakby ważył słowa.

– Coraz bardziej intryguje mnie twoja wszechstronna wiedza i porażająca zdolność dedukcji, Bryant – wycedził w końcu. – Skąd o tym wiesz?

– Harry Potter nadal ma kontakt ze swoją mugolską rodziną. U mugoli ponoć o tym głośno.

– Nie słyszałem, żeby o tym mówił w Kwaterze – bąknął Jeff. – Ale głównie rozmawiamy o tym, co się dzieje u nas – dodał jakby na usprawiedliwienie.

– Zaiste. Porażająca – ocenił Snape głosem ociekającym sarkazmem.

Cholera, cholera, cholera. Chyba się domyślił!! Na pewno się domyślił! Żeby to wszystko szlag trafił! Musiał zmienić strategię. Teraz, natychmiast!

– Otwarcie zamkniętego już dochodzenia jest zawsze trochę skomplikowane, ale biorąc pod uwagę sytuację, myślę, że uda mi się to przyspieszyć, jeśli będę miał oficjalną prośbę jednego z was – powiedział. – Pan będzie najlepszy, panie Powell. Mogę pana o to prosić?

Powell potaknął, zdezorientowany.

– Naturalnie! Co mam zrobić?

– Proszę udać się z nami do Ministerstwa w celu złożenia… że tak powiem, oficjalnej prośby o wszczęcie na nowo dochodzenia.

– Och, to chyba Severus byłby zdecydowanie lepszy! To on znalazł obie plamy i wie na temat tej całej sprawy o wiele więcej niż ja.

Paul zerknął na Snape’a i natychmiast opuścił wzrok pod jego szyderczym spojrzeniem.

– To istotnie dobry pomysł, ale… to nie jest przesłuchanie, tylko złożenie prośby. Jutro z pewnością zjawię się i będę miał możliwość porozmawiania z panem Snape’em o szczegółach.

– Nie mogę się doczekać – stwierdził Snape. – A teraz żegnam. Bryant, Perkins, Leoncjuszu – kiwnął im głową i wyszedł.

Drzwi stuknęły głośno o siebie i zamarły, zamknięte zaklęciem. Paul zacisnął z wściekłości zęby, za to Jeff wyglądał, jakby nagle ożył.

– To co, idziemy? – rzucił, wstając.

Powell kiwnął głową, wyszedł zza biurka i wszyscy trzej prawie zderzyli się ze sobą, wychodząc z gabinetu. Każdemu spieszyło się z zupełnie innych powodów.

 

 

Mieszkanie Hermiony

17:00

 

Hermiona ściągnęła przez głowę szatę Uzdrowicielki, rzuciła ją na łóżko i założyła piżamę, po czym poszła przygotować sobie wczesną kolację, czy też raczej późny obiad. Gdy skończyła jeść, zaczęła zmywać brudne naczynia ze śniadania. Uczucie ciepłej piany otulającej jej ręce i wody przeciekającej przez palce było w jakiś sposób zaskakujące, ale całkiem przyjemne.

Potem wytarła i schowała wszystko do szafek i przeszła do saloniku. Poukładała notatki i księgi na stole, wyczyściła pióra i odstawiła do szklanki, ale gdy zobaczyła brudne od atramentu dno, wyjęła wszystkie i poszła przemyć szklankę. I wytrzeć.

Sprzątanie nie zajmowało jej dużo czasu, bo mieszkając samotnie, nie brudziła za bardzo. Tym razem miała wrażenie, że trwało to krócej niż zazwyczaj.

Westchnęła ciężko i rzuciła okiem na zgaszony telewizor. Przyszedł czas.

Skuliła się w kącie na kanapie i włączyła Sky News. Przez jakiś czas słuchała jednym uchem różnych błahych wiadomości, na koniec każdego reportażu nabierała głębiej powietrza i zamierała w wyczekiwaniu, ale najgorsze nie przychodziło.

Co było zaskakujące. Wiadomość o ponad pięciuset zmarłych w wyniku nieznanej choroby powinna być powtarzana na okrągło, a tymczasem….

Jest!

Na widok rzędu szpitalnych łóżek dziewczyna skuliła się jeszcze bardziej i zamarła.

Zobaczyła pełno dzieci – niektóre spały, ale dookoła innych siedzieli dorośli i podawali im kolorowe pluszaki.

Nie rozumiejąc, co widzi, Hermiona przyjrzała się dokładniej i zobaczyła, że dorośli się uśmiechają. Dzieci również. Jakaś mała dziewczynka nieporadnie przytuliła do siebie dużą, puchatą pumę i siedząca obok kobieta wybuchnęła śmiechem.

– Minęła praktycznie doba od wczorajszego oświadczenia Przewodniczącego Rady Zdrowia, Alaina Milburna, dotyczącego faktu, iż lekarzom udało się wreszcie opanować sytuację i ta wspaniała nowina cały czas się potwierdza – powiedział uśmiechnięty reporter. – Chciałbym przyłączyć się do moich koleżanek i kolegów i złożyć gorące podziękowania wszystkim sławom medycznym naszego kraju, które przez trzy doby pracowały bez przerwy nad znalezieniem lekarstwa. Przede wszystkim profesorowi Neumannowi z Instytutu Chorób Zakaźnych, bez którego wiedzy i doświadczenia z całą pewnością nie udałoby im się dokonać tego cudu.

Stan wszystkich chorych poprawia się z godziny na godzinę. Dziś w południe przeniesieni oni zostali z OIOMu na normalne oddziały i zezwolono bliskim na odwiedziny. Jak możecie państwo zobaczyć, sale pękają w szwach od wizyt rodzin chorych oraz… od setek maskotek, które na apel BBC Radio od samego rana dosłownie zasypały wszystkie szpitale w Belfaście. Niektórzy z was ślą również słodycze, ale szpitale odmawiają ich przyjmowania, bojąc się kolejnego zatrucia. Jak mówią dyrektorzy szpitali, łatwiej wysterylizować małpę niż czekoladę.

Głośny wybuch śmiechu otrzeźwił Hermionę i dziewczyna zorientowała się, że klęczy na podłodze tuż przed stolikiem. Nabrała głębiej powietrza, wróciła na kanapę i sięgnąwszy po poduszkę, zaczęła oglądać dalej.

Przez jakiś czas słuchała jeszcze wywiadów z rozmaitymi lekarzami, którzy kilka dni temu ściągnięci zostali do Royal Victoria Hospital, i rozluźniała się coraz bardziej.

Wyglądało na to, że mugolom udało się w jakiś niepojęty sposób pokonać magię. Nie umiała sobie wyobrazić jak, ale w tej chwili liczyło się tylko to, że znaleźli sposób!

Nie będzie już więcej cierpienia i śmierci. Czymkolwiek był ten lek, przekreślił przeklęty plan jakiegoś maniakalnego czarodzieja i powstrzymał kolejny koszmar.

Przyszło jej jeszcze do głowy, że powinna napisać o tym Severusowi Snape’owi, ale w następnej sekundzie poczuła, jak poduszka przytula się do niej i zamknęły się jej oczy.

Ale nawet gdyby do niego napisała, Severus Snape już by jej nie odpisał. Nigdy więcej.

 

 

Pracownia Eliksirów Powella

Kilka chwil wcześniej

 

Snape szybko wszedł do swojej pracowni, zamknął za sobą drzwi i oparł się o ścianę.

Bryant, ty sukinsynu. Zapłacisz mi za to. Za Griffina i za wszystkich innych!

Nie miał żadnych wątpliwości, że Bryant jest w to wszystko zamieszany. Z pewnością nie uwarzył trucizny, ale za to osłaniał tego, kto to zrobił.

Nie mylił się! Od rana czuł, że coś było nie tak z tym przeklętym Aurorem i miał rację!

Wpierw odsłonił się, mówiąc, że coś im zginęło z Pracowni. Mógł co prawda palnąć tak przez przypadek, ale instynkt podpowiadał Severusowi, że to było coś więcej niż przypadek.

O kradzieży składników wiedział tylko on, Hermiona Granger i morderca.

Zaś przed chwilą jego przeczucie się potwierdziło. Auror zdradził się, mówiąc o ofiarach, choć został wezwany tylko do jednej. Do Chase’a Griffina.

O śmierciach u mugoli też wiedział on, Hermiona Granger i morderca.

Naturalnie Bryant mógł dowiedzieć się od Pottera czy z innych źródeł, że u mugoli ludzie umierają w dziwny sposób i skojarzyć to z Griffinem. Mógł się dowiedzieć PRZEZ PRZYPADEK. I ten przypadek byłby o wiele bardziej prawdopodobny niż kradzież składników.

Ale dwa tak różne przypadki w tym samym czasie…?

Kłamał. Bryant kłamał. Musiał przed przyjściem wypić Reverserum i odegrał przed nimi bardzo przekonującą scenę wylewnej szczerości.

Pytanie tylko, czy White również był w to wmieszany, czy też uczestniczył w tym bo był partnerem Bryanta.

Severus rzucił okiem na stół i pospiesznie odesłał na miejsca kilka buteleczek ze składnikami, usunął z kociołka resztki eliksiru, którego nie zdążył przelać do fiolek i wstawił go do zlewu. Umyje go jutro.

Teraz zamierzał wybrać się do Ministerstwa, gdzie z pewnością poszedł właśnie Bryant z Powellem. Zamierzał dopaść go tam, zawlec do siebie i wyciągnąć z niego wszystko, co tamten wiedział.

I było mu obojętne, czy będzie musiał użyć legilimencji, czy siły, żeby się tego dowiedzieć. Tak samo, jak było mu obojętne, w jakim stanie będzie Bryant, gdy z nim skończy.

Zapieczętował Colloportusem drzwi pracowni i zbiegł po schodach na dół. Monika zbierała właśnie swoje rzeczy, więc nawet nie zwróciła na niego uwagi.

Wyszedł przed budynek i mrużąc oczy od słońca, skupił się na swoim celu – Ministerstwie Magii.

I w tym momencie poczuł, jak sztywnieje mu całe ciało, stracił równowagę i zwalił się na ziemię.

Ostatnią rzeczą, jaką pamiętał, było zgrzytanie kamyków pod stopami kogoś, kogo nie widział i delikatne muśnięcie twarzy niewidoczną tkaniną.

Potter…?

Potem nastała ciemność.

 

 

Ministerstwo Magii, Atrium

Około dwudziestej

 

– Atrium – powiedział damski głos, winda zatrzymała się i złota krata odsunęła się ze zgrzytem.

Paul ukłonił się lekko przed Powellem, ustępując mu miejsca i wyszedł za łysym mężczyzną prosto w złoty prostokąt światła padającego z kabiny na czarną posadzkę niemal ciemnego Atrium.

Obaj mimo woli rozejrzeli się dookoła. W powietrzu unosiło się kilka szklanych kul ze świecami, pod ścianami płonęły nieliczne pochodnie, ale to nie wystarczyło do oświetlenia tak dużego holu. Ich kroki odbijały się od ścian cichym echem i w panującej pustce brzmiały zupełnie nie na miejscu.

– Naprawdę bardzo panu dziękuję – rzekł Paul, gdy obaj ruszyli w kierunku toalet. – I gorąco przepraszam, że to tyle trwało. Zajęliśmy wam dziś stanowczo za dużo czasu.

Powell stłumił ziewnięcie i poklepał Paula po ramieniu.

– Najważniejsze, że udało się otworzyć dochodzenie. To my powinniśmy wam dziękować. I jestem pewny, że Severus nadrobi jutro str… cały czas – poprawił się szybko. – Nawet nie ma pan pojęcia, jaki on jest zdolny!

Paul uśmiechnął się ze skruszoną miną.

– Doskonale wiem. Uczył mnie przez całe siedem lat w Hogwarcie. To geniusz.

Trzeba mu przyznać, że jest zdolny. Żeby uwarzyć taką samą truciznę bez wskazówek tego pieprzonego kucharza…? Całe szczęście, że masz już z nim spokój.

– Ach! – zatrzymał się raptownie w miejscu i stuknął ręką w czoło. – Jutro profesor Snape przyjdzie trochę później. Tak jak pan zauważył, wie o tej sprawie tak dużo, że został zaproszony na jutro rano. Ja i paru moich kolegów musimy wiedzieć jak najwięcej, żeby móc szybko znaleźć sprawcę… Jeszcze raz przepraszam!

Powell również się zatrzymał i uśmiechnął dobrotliwie.

– Ależ nie ma za co! Proszę się nie wahać i pytać go o wszystko, obojętnie ile by to nie zabrało czasu.

Paul odprowadził Powella aż do toalet i pożegnał się z nim serdecznie. Gdy starszy mężczyzna zniknął, Auror westchnął ciężko i zerknął na zegarek.

Było tuż po ósmej wieczorem. Mia pewnie zaczyna się martwić.

Ale nie mógł jeszcze wrócić do domu. Musiał odwiedzić jeszcze jedną osobę.

 

 

Morze Północne

Azkaban

 

Severus wiedział, gdzie jest, jeszcze zanim uchylił powieki.

Całe jego ciało przeniknął ziąb gorszy od wszystkiego, czego do tej pory doświadczył. Przemoczone ubranie przylgnęło do zmrożonej skóry i praktycznie nie pozwoliło mu zaczerpnąć głębszego oddechu. Nabrał krótki haust i wilgotny smród wtargnął do skostniałych płuc.

Smród strachu, smutku i cierpienia. Smród pogrzebanych żywcem, oszalałych z beznadziei ludzi, którym wydarto z serc i umysłów wszystko, co dobre i zostawiono tylko najgorsze koszmary ich życia.

Poruszył się i poczuł, że leży na zimnej, kamiennej podłodze, więc podparł się i usiadł powoli. Równocześnie otworzył oczy, ale zobaczył tylko ciemność. Dopiero po chwili jego wzrok przyzwyczaił się do niej i dostrzegł nierówne kraty na tle nieco jaśniejszej plamy. Poza tym wszędzie panował mrok.

To był świat, w którym nie było kolorów. Nie było nawet czerni, były tylko odcienie zgnilizny. Wyczuwał to wyraźnie, równie mocno, jak świadomość, że odtąd to będą jedyne barwy, jakie będzie dane mu widzieć. Aż do końca.

Nagle znikąd napłynął jeszcze bardziej przerażający chłód, przeniknął go na wskroś, aż do jego duszy i wyssał z niego wszystko, co czuł. Na tle krat pojawiła się jakaś sylwetka, której świszczący oddech ogarnął go całego i rozdarł jego uszy na tysiące dzwoniących kawałków. Ostatnie, co jeszcze usłyszał, to czyjś rozpaczliwy krzyk.

 

 

Wtorek, 6 maja

Pracownia Eliksirów Powella

Południe

 

Cały poranek Hermiona nie potrafiła się skupić.

Wczoraj wieczorem zbudziły ją reklamy i ponieważ była dopiero dziesiąta wieczorem, napisała do Snape’a krótką wiadomość. Ponieważ nie odpisał, rano wysłała mu kolejną: „12:00 u mnie”.

Jednak w południe nadal nie miała od niego żadnych wiadomości i nie zjawił się na spotkanie.

To było do niego całkowicie niepodobne i choć Hermiona próbowała znaleźć jakieś błahe wyjaśnienie, zaczęła się coraz bardziej denerwować i postanowiła wpaść do Pracowni Powella pod pretekstem rozmowy o Inspekcji.

Aportowała się na Krętej, poprosiła o rozmowę z Powellem i siedząc na kanapie, sama nie wiedziała, czy to dobrze, że musi czekać, czy nie.

– Panna Granger! – zawołał Powell, podchodząc do niej. – Miło panią znów widzieć!

Hermiona miała tylko jedno wyjście – żeby uniknąć mówienia prawdy, której nie chciała wyjawić, musiała go po prostu zagadać. Na całe szczęście na brak nowin w temacie Inspekcji nie można było narzekać.

– Tak więc… pani Banks poważnie zastanawia się, czy nie zawiesić chwilowo całej procedury, wyznaczyć panu nieprzekraczalnego miesięcznego terminu na niezbędne poprawki i rozpocząć na nowo całego drugiego etapu – powiedziała na zakończenie przydługiej relacji z ostatniej rozmowy ze swoją przełożoną z Ministerstwa.

Powell spojrzał na nią z miną niesłusznie skarconego dziecka i westchnął rozdzierająco.

– Cóż… nie zaprzeczę, że sprawa tego podwórka jest bardzo niepokojąca. Być może Severus ma rację, mówiąc, że to właśnie tamtędy wszedł ten ktoś, kto uwarzył truciznę.

Hermiona z pewnym wysiłkiem przybrała równie niewinną minę co Powell i równocześnie z zadowoleniem stwierdziła, że czas działania Veritaserum mija.

– Właśnie, ma pan jakieś nowiny w sprawie Chase’a?

– Oczywiście – odparł z zadowoleniem Powell. – Sprawa jest na nowo otwarta. Wczoraj składałem w Ministerstwie zeznania i wyraziłem zgodę, żeby dziś rano przyszedł do nich Severus. Widocznie mają dużo pytań, bo jeszcze nie wrócił do pracy…

– Jak pan może się domyślać, nie mam ochoty słuchać o Severusie Snapie – ucięła ostro Hermiona.

Równocześnie odetchnęła z ulgą. Dowiedziała się, czego chciała i nawet nie musiała się męczyć z zadawaniem ostrożnych pytań. Ostentacyjnie spojrzała na zegarek i aż nabrała głośno powietrza.

– Merlinie, przepraszam, że aż tyle zawracam panu głowę! – zerwała się i poprawiła szatę Uzdrowicielki. – Jak tylko będę miała jakieś bardziej precyzyjne nowiny, natychmiast dam panu znać. A teraz już na mnie czas.

Oboje uścisnęli sobie krótko ręce i Hermiona wyszła na dwór.

Najwyraźniej ta fałszywa plama nieźle poruszyła Aurorów. Pewnie zasypali go tysiącem pytań i wczoraj, i dziś… Może nawet odkryli składniki i teraz Snape robi im wykład, jak mi dwa tygodnie temu?

W każdym razie nie ma się co dziwić, że nie odpisał. Przecież przy nich nie może.

Uspokojona wróciła do domu. Oglądając wiadomości, zjadła pospiesznie kanapkę i przed powrotem do Kliniki napisała kolejną wiadomość. „Co nowego?”

Przez całe popołudnie podświadomie czekała na znajome uczucie nagłego ciężaru w lewej kieszeni, ale nadaremno, dlatego tuż po piątej nie bawiła się nawet we wracanie do domu, ale aportowała bezpośrednio na Spinner’s End.

Przez ciemne okienka niewiele było widać, ale dom sprawiał wrażenie pustego. Hermiona zastukała mocno w drzwi i odczekawszy chwilę, rąbnęła w nie kilka razy otwartą dłonią.

Ale na głośny łomot nikt nie odpowiedział.

Coraz bardziej zaniepokojona nacisnęła klamkę i ku jej zdumieniu drzwi otworzyły się. Na mnie to krzyczał za kominek, a sam do tej pory nie rzucił żadnych zaklęć…

– Panie profesorze? – zawołała i weszła niepewnie do środka. – Profesorze Snape!

Ale odpowiedziała jej tylko złowróżbna cisza.

Na kominku nie było żadnych świeżych śladów po ogniu, zaś w kuchni na stole stał kubek po kawie, której resztki zaschły już na dnie. Hermiona przygryzła usta, rozejrzała się dookoła i jej wzrok padł na coś leżącego na parapecie za oknem.

Nie musiała go uchylać, żeby rozpoznać dzisiejszy poranny numer Proroka.

– O, Merlinie…

Wszystko stało się jasne.

 

Rozdziały<< Stan Krytyczny Rozdział 12Stan Krytyczny Rozdział 14 >>

Anni

Zakaz kopiowania i publikowania opowiadań jak również używania wykreowanych przeze mnie bohaterów i świata bez mojej zgody. !!! * Bardzo proszę BEZ WULGARYZMÓW w komentarzach * !!!

Ten post ma 5 komentarzy

Dodaj komentarz