Cień Ćmy Rozdział 17

Alex… Na samo wspomnienie dzisiejszego popołudnia i wieczoru aż pokręcił głową z podziwem. Do tej pory nie zauważył jej profesjonalizmu, jej zaangażowania, jej… Merlinie, była… Genialna! Równie wspaniała, co piękna!

Była też wymagająca i całkowicie zaabsorbowana pracą. Ponieważ ciągle zdejmował rękawice, powtórzyła tylko jeden raz, że ma je nosić, a potem pozwoliła, by nauczył się na błędach. Które właśnie cholera zaleczasz, pomyślał, wcierając maść. Gdy zaczęli warzyć, nie mógł nawet jej dotknąć (nie żeby miał zbyt wiele okazji, bo ledwo nadążał za jej wskazówkami), ale odebrał to sobie jak wrócili do jej pokoju. Choć jeśli o niego chodziło, miał ochotę na o wiele, wiele więcej i powstrzymywały go tylko jej zasady.

– I obolałe ręce – mruknął do siebie.

Powrót do własnych zajęć dziś rano, a przede wszystkim rozmowa z durnym Marchandem ostudziły go i musiał przyznać, że go poniosło. Odbiło mu, jak chyba nigdy w życiu! Oczywiście, że musieli dać sobie czas na poznanie się, a nie pobrać się w ten weekend.

Na ten weekend miał inne, poważne plany. Prócz przeniesienia do siebie Alex i naturalnie pomagania jej musiał przenieść też wszystko, co wiązało się z Projektem i z nią tak, by w Bastylii nie pozostał nawet najmniejszy ślad.

I miał jeszcze coś innego do zrobienia.

Tylko Sardin mógł zauważyć w poniedziałek zniknięcie Alex. I ich zdradzić.

Dlatego musiał się go pozbyć zanim to nastąpi. W ten weekend.

I wiedział już jak. Najprościej w świecie zamierzał wrzucić go do Niemagicznego Pokoju, gdzieś w epokę średniowiecza i wymazać to z rejestrów, żeby nikt nigdy go nie odnalazł.

 

 

Londyn, dom Hermiony i Severusa

Pięć minut później

 

– Hermiona, to jest geniusz! – ciesząc się jak wariat, Harry rąbnął ręką w stół. – Na pieprzone, obsrane gacie Merlina, to absolutny geniusz!!!

W odpowiedzi Hermiona spojrzała w stronę korytarza prowadzącego do pracowni, w której znikł Severus.

Gdy przed chwilą wyjaśnił im, na czym polegał jego plan, miała ochotę go uściskać! Uściskać i ucałować!

Harry miał rację, Severus był absolutnym geniuszem, JEJ geniuszem!

Harry przesłał wiadomość Gawainowi, że muszą spotkać się za dziesięć minut, ale ponieważ nie mógł zjawić się jako on, nawet u niego w domu, a nie miał ze sobą wielosokowego ani czyichś włosów, Severus poszedł po jakieś do pracowni.

– Jak czuje się Ginny? – spytała Hermiona, korzystając z jego nieobecności.

– Ma już dość, ale Molly mówi, że to normalne pod koniec ciąży – odparł Harry.

– Zdecydowaliście już, jak dać Jamesowi na drugie imię? – zerknęła jeszcze raz do korytarza.

Harry też rzucił okiem i ściszył głos.

– Wahamy się między Syriuszem i Albusem.

Właśnie z tego powodu był to bardzo delikatny temat. Severus dosłownie zjeżył się, gdy dowiedział się, że syn Harry’ego i Ginny będzie nazywał się James, choć tego można było się domyśleć. Drugi James Potter.

I na całe szczęście nie wiedział, że Harry chciał dać dziecku na drugie właśnie Severus. Ginny i Hermionie udało się Harry’emu to wyperswadować, bo Jamesa Severusa Pottera z pewnością ktoś by nie przeżył!

– Skoro nie mogę sprzątać Bastylii, wpadnę do niej w sobotę przed zajęciami. Pewnie to jedna z ostatnich okazji. I przy okazji zrobię wam kontaktowe galeony.

– Będzie bardziej niż szczęśliwa! I z galeonów i z wizyty! Bo od tygodnia nie przestaje żreć się z Molly i resztą rodziny o to, gdzie ma urodzić – powiedział dziwnym głosem Harry.

– To znaczy?

– Och, Molly chce, żeby Ginny urodziła w Norze, z jej pomocą. Bo to tradycja, bo wszyscy Weasleyowie właśnie tam przychodzili na świat i że przecież Fleur, Audrey i Angelina tak zrobiły, więc i ona musi.

– No wiesz co?! – oburzyła się Hermiona. – A Ginny?

– A Ginny chce iść do Kliniki. I… cytując moją małżonkę, powiedziała, że ma w dupie tradycje pod tym względem – w tym momencie z korytarza wyszedł Severus i Harry lekko się zająknął.

– I ma rację! To wy decydujecie – stwierdziła stanowczo Hermiona. – A ty co wolisz?

– Ja? – Harry odgarnął niepewnie włosy i poprawił okulary. – Ja? No więc… szczerze, to ja już bym chciał być po – odparł niepewnie. – Może Gawain mógłby mnie gdzieś wysłać…

Hermiona parsknęła śmiechem, za to Severus posłał mu drwiące spojrzenie.

– Gdzie się podziała twoja słynna odwaga?

Harry odpowiedział mu równie drwiąco.

– Wrócimy do tej dyskusji za jakiś czas to zobaczymy. A poważnie to oczywiście, że będę z Ginny! I może w Klinice będzie faktycznie lepiej, bo w Norze Molly nie dałaby mi nawet jej trzymać za rękę!

Severus drgnął lekko i zmarszczył brwi.

– Jeśli nie zamierzasz spóźnić się trzeci raz tego samego dnia, radziłbym ci zająć się sobą – powiedział, kładąc przed nim kopertę z włosami i fiolkę z eliksirem wielosokowym. – I uprzedzam, tym razem będziesz kobietą, bo mężczyźni, których włosy mam, są mojego wzrostu.

Hermiona zachichotała na widok miny Harry’ego.

– Idź do łazienki się przemienić, a ja znajdę ci jakieś buty, bo w tych trepach będziesz pływał.

– Dzięki, ale nie sądzę, żeby żona Gawaina zwracała uwagę na takie drobiazgi – zaoponował chłopak, zbierając swoje rzeczy.

Hermiona popatrzyła na niego z politowaniem.

– Wierz mi. Nie znasz kobiet.

Gdy kilka chwil później dziewczyna o krótkich, kręconych rudych włosach wyszła na dwór, Severus objął Hermionę i pocałował w czoło.

– Możesz mi wyjaśnić… o co chodziło z tym… trzymaniem za rękę?

 

 

Dom Hermiony i Severusa,

Po 4:30 rano

 

Lekkie pacnięcie w twarz wyrwało Hermionę ze snu. Uchyliła oczy, rozejrzała się niezbyt przytomnie, poczuła na nowo pacnięcie… i westchnęła, czując koci ogon przy policzku. Bast, jak to często było ostatnio w jego zwyczaju, znów spał jej na głowie. Musiał wejść do sypialni, gdy po długim, gorącym wieczorze Severus otworzył drzwi, ale to do niej już nie dotarło.

Wczorajszy wieczór… Na samo wspomnienie uśmiechnęła się i przesunęła stopę na drugą połowę łóżka. Zimną połowę – co znaczyło, że Severus musiał wstać już jakiś czas temu.

Wczorajszy wieczór był… wyjątkowy. Wyraźnie było widać, że przeszli na inny etap ich związku. Przeszli DALEJ. Stali się sobie jeszcze bliżsi. I choć całowali się i kochali tak samo jak dotąd, ich pocałunki, wzajemne pieszczoty, ich miłość były zupełnie inne. A gdy w końcu doszli na skraj rozkoszy, osunęli się w nią i odnaleźli spokój, zupełnie inaczej splotły się ich dłonie.

I gdy jakiś czas później, utuleni ciemnym aksamitem nocy, rozpletli je – ich dusze nadal trwały złączone.

Jeszcze chwilę leżała racząc się ciepłem i miękkością pościeli, aż w końcu wstała, wyłączyła mugolski budzik i zebrawszy z podłogi jedwabną koszulkę nocną poszła się umyć i ubrać.

 

Gdy weszła do gabinetu z dwoma kubkami kawy, Severus siedział przy biurku obłożony księgami, rulonami pergaminu i przyborami do pisania. Na jej widok uniósł w górę brew.

– Myślałem, że położysz się z powrotem spać. Jeszcze wcześnie – powiedział.

– Spanie bez ciebie to nie samo – uśmiechnęła się Hermiona. – I Bast nie sprawdza się nie tylko jako skrzat domowy, ale też jako najdroższy mężczyzna – podeszła do niego i pocałowała lekko na powitanie.

– Niech nawet nie waży się próbować – rzucił na pozór ostrzegawczym tonem Severus, przytrzymując ją i oddał pocałunek.

Mruknąwszy z aprobatą Hermiona rozejrzała się dookoła. Na biurku nie było niemal ani cala wolnego miejsca, poza tym Severus nie lubił pić czy jeść podczas pracy.

– Gdzie postawić ci kawę?

Odsunąwszy krzesło Severus odchylił się na oparcie i wyciągnął rękę po kubek.

– Dziękuję – powąchał unoszącą się parę, chwilę smakował mocny aromat, aż w końcu upił niewielki łyk. Była doskonała. Jak zawsze, gdy robiła ją Hermiona. Jak zawsze w Domu. – Zamierzasz sprawdzić reakcje organizmu na składniki eliksirów?

– Tak. Może uda mi się coś znaleźć na nasze poranne spotkanie. A jak tobie idzie? – ziewnęła i zerknęła na kartki pergaminu pokryte drobnym, ścisłym pismem.

– Powinienem niedługo skończyć Eliksir Indyferentny.

– Mogę tu pracować?

– Tak, tylko mi nie przeszkadzaj.

– Postaram się – obiecała Hermiona, wiedząc co ma na myśli. Kiedy była czymś naprawdę mocno zaabsorbowana, zdarzało się jej czytać półgłosem, mruczeć do siebie pod nosem czy nawet wykłócać się z autorem książek.

 

Sprawdziwszy samej skład wywaru z piołunu, rzuciła kolorowe magiczne znaczniki na poszczególne ingrediencje w czterotomowym Przewodniku dla Uzdrowicieli po Zwykłych i Niezwykłych Reakcjach Ciała i Duszy i pogrążyła się w lekturze.

Pół godziny później MUSIAŁA jednak mu przerwać.

– Severus? – zagadnęła cicho.

Severus uniósł lewą dłoń, skończył pisać i spojrzał na nią. Uśmiechała się szeroko i pierwsza myśl, że jest piękna niemal natychmiast wyleciała mu z głowy.

– Sądząc po twojej minie, coś znalazłaś.

Odgarnąwszy włosy na plecy Hermiona przekrzywiła grubą książkę trochę bardziej w stronę światła.

– I to nie byle co! – potaknęła. – Piszą tu pełno ciekawych rzeczy, ale wyjaśnię ci póki co tylko to, co nas najbardziej interesuje. Substancja znajdująca się w łodygach piołunu oddziałuje na strach. W dawkach do dwóch fiolek dziennie, przez dwa tygodnie nie powoduje żadnych efektów, ale w przypadku przedawkowania prowadzi do napadów niepokoju, koszmarów sennych oraz w rzadkich wypadkach do ostrych, przewlekłych stanów lękowych. Dlatego też do wywaru z piołunu na ostatnim etapie warzenia dodaje się profilaktycznie wyciąg z dziurawca, który działa uspokajająco*  – w trakcie wyjaśnień nie wiedzieć kiedy opuściła głowę, więc podniosła ją i spojrzała na niego z triumfalnym uśmiechem. – Znaleźliśmy to! Wywar z piołunu działa na Strach, choć to się niczym nie objawia. Wystarczy następnie podać coś, co ten Strach spotęguje do jakiegoś oszałamiającego stopnia i… uwolni! Rozumiesz?! Czyli Ryana zabił smok, którego się panicznie bał, Anne-Marie pewnie bała się pszczół! Margaret mogła bać się wody! A reszta….  – odłożyła na bok książkę i sięgnęła pamięcią do listy Dory. – Ten marynarz może kiedyś trafił na jakieś plemię, które chciało go ugotować żywcem! Ta kobieta z Bordeaux musiała się bać węży, ta druga z St. Malo może bała się zostać pobita… a Frozenberg pewnie bał się zamarznąć na śmierć! Ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, że najwyraźniej ten Strach objawia się tylko ofiarom. Dlatego na Pokątnej nikt nie widział smoka, ani ognia! A u Anne-Marie nie znaleźli os, tylko ślady po nich! Ani węża w Bordeaux!

Mówiła coraz prędzej, coraz gwałtowniej, poruszona zarówno odkryciem jak i tym, jak musiał działać ten dwuskładnikowy eliksir i Severus nie mógł opanować lekkiego uśmiechu. Nie wiedzieć skąd nagle przed oczami stanęła mu scena sprzed roku, gdy dopiero zaczęli rozpracowywać śmierć Griffina i truciznę w czekoladzie – wtedy również siedziała naprzeciw niego i równie podekscytowana szukała sposobu na zidentyfikowanie mordercy.

Ile się od tamtego czasu zmieniło… W zasadzie Wszystko.

– Czemu się śmiejesz? – spytała naraz Hermiona, zupełnie innym tonem, marszcząc brwi. – Powiedziałam coś nie tak…?

Severus przywołał ją gestem, odsunął krzesło aż pod ścianę i gdy podeszła, pociągnął ją sobie na kolana.

– Nie powiedziałaś nic nie tak – odparł, a kącik jego ust podjechał jeszcze wyżej do góry.

– Więc co?

– Naprawdę jesteś Panną-Wiem-To-Wszystko – gdy Hermiona spojrzała na niego dużymi oczami, dodał. – I nie MY znaleźliśmy, tylko TY znalazłaś.

Hermiona wtuliła się w ciepło jego ramion. Gdyby tylko tak wyglądał wczorajszy poranek… Choć z drugiej strony warto było przeżyć to, co się stało, by zrozumieć, jak bardzo im na sobie zależy.

– Dziękuję – mruknęła. – A ty gdzie jesteś? Skończyłeś już? – zerknęła przez ramię na pergamin.

– Zostało mi jeszcze do sprawdzenia pięć składników.

– Będę mogła ci pomóc?

Severus potrząsnął głową.

– Nie sądzę. Szukam nie tylko właściwości poszczególnych ingrediencji, ale i tego jak oddziałują między sobą, a jak wiesz, bardzo dużo zależy od ilości oraz momentu ich dodawania. Czasem jedna nowa właściwość zmienia całkowicie moje wyobrażenie receptury…

– A następna je przywraca – dokończyła Hermiona. Severus potaknął, a ona pokręciła głową z niedowierzeniem. – To niesamowite, że udaje ci się to wszystko ogarnąć. Jesteś… – urwała, szukając odpowiedniego słowa.

– Jak wczoraj powiedziałaś, jestem doskonały – podpowiedział i oboje parsknęli śmiechem. – Skończę, jak wrócimy. A teraz sądzę, że czas zbierać się na śniadanie.


* dziurawiec istotnie ma działanie antydepresyjne:  https://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/apteczka/dziurawiec-wlasciwosci-i-zastosowanie-aa-j72Y-Xsnm-1dwa.html)

 

 

Paryż, Dom Chancerela

07:00 (06:00 w Londynie)

 

Severus z Hermioną zjawili się pierwsi. Zamiast do kuchni, Mimie zaprowadziła ich do saloniku, w którym czekał na nich Chancerel. Na ich widok stary czarodziej wstał z trudem z przepastnego fotela i podszedł, by uściskać im ręce. Hermionę w dodatku ucałował w oba policzki.

– Cieszę się, że cię widzę, cherié – powiedział, uśmiechając się całym sobą. – Brakowało nam cię tu wczoraj.

Hermiona przygryzła lekko usta. Wiedziała, że Severus nie wyjaśnił powodu, dla którego jej wczoraj nie było, ale czuła, że powinna mu to powiedzieć.

– Jean-Louis… Możemy o tym porozmawiać po śniadaniu?

– Nie sądzę, żeby to było konieczne – rzucił krótko Severus.

Chancerel obrzucił ich uważnym spojrzeniem i uścisnął ramię Hermiony.

– Jeśli tylko zechcesz. A póki co rozgośćcie się – wskazał ręką pozostałe fotele, usiadł w swoim i otworzywszy srebrną tabakierkę zaczął nabijać fajkę. Niemal natychmiast po pomieszczeniu rozszedł się przyjemny zapach perfumowanego tytoniu.

 

Siadając koło Severusa Hermiona rozejrzała się dookoła. Salon był dość skromnie umeblowany. Pierwszą rzeczą, jaka rzuciła się jej w oczy, była myślodsiewnia, stojąca na stoliku koło okna. Była… olbrzymia to mało powiedziane. Z pewnością jest tymczasowo powiększona, uznała, przypominając sobie książkę o magicznych naczyniach.

Jej wzrok prześliznął się po długim kredensie, błyszczącym w świetle ognia i licznych świec, kilku ruchomych obrazach na ścianach i olbrzymiemu stojącemu zegarowi, podświetlanemu od środka. Ponad tarczą dostrzegła półkolistą granatową mapę nieba, na której lśniły dziesiątki mniejszych i większych punkcików, najpewniej pokazując gwiazdozbiory widoczne akurat na tej szerokości geograficznej. Spróbowała odnaleźć na nim Gwiazdę Polarną, ale nie zdążyła, bo w tym momencie drzwi otwarły się i weszła Dora i Harry.

Na widok drobnej blondynki Hermiona uśmiechnęła się lekko.

Harry i Dora przywitali się z Chancerelem, Severus ograniczył się do skinięcia głową i oboje podeszli do Hermiony.

– Yhmmm… Dora, to Hermiona. Granger. Moja przyjaciółka – wymamrotał Harry. – To znaczy koleżanka – poprawił się pospiesznie, pokazując machinalnie obrączkę. – Hermiona… Yhyyy… to Dora. Auror. Wiesz, ta… yhhmm…, co ci mówiłem.

– Ta Hermiona Granger! – ucieszyła się Dora, podając jej rękę. – Super, że cię poznałam!

W odpowiedzi Harry zrobił na poły przepraszającą, na poły zagubioną minę i poprawił okulary.

– W porządku, Harry – zaśmiała się Hermiona, ściskając rękę dziewczyny. – Ja też się cieszę. Tym bardziej, że spotykałyśmy się już przedwczoraj, ale nie miałyśmy okazji się sobie przedstawić.

– Przedwczoraj? Jak to przedwczoraj…? – zdziwiła się Dora.

– Pamiętasz tę Angielkę, którą przesłuchiwałaś przedwczoraj rano koło kawiarni? – zdziwienie na twarzy Dory jeszcze bardziej się pogłębiło. – To byłam ja, tylko po wielosokowym.

– O merde! – zawołała Dora, zupełnie odruchowo przyglądając się Hermionie, jakby próbowała sobie przypomnieć rysy twarzy Angielki i dodała trochę ciszej. – Merde. Nic ci nie zrobiłam? Bo chyba nie byłam zbyt delikatna…

Severus spojrzał na Chancerela, lecz stary Francuz nawet nie drgnął; ze spokojem skończył nabijać fajkę, stuknął w cybuch różdżką i zaciągnął się mocno. Cholera, jest gorzej niż mogłeś przypuszczać. Ale nic nie mógł z tym zrobić. Przesunął wzrok na Pottera i uniósł pytająco brew, na co chłopak niemal niedostrzeżenie skinął głową.

Doskonale. Przesyłka została wysłana, teraz należało czekać na efekty.

Chwilę później dołączył do nich Francis Marchand – z ponurą miną. Jego twarz rozjaśniła się na chwilę, gdy Chancerel przedstawił mu Hermionę, ale niemal natychmiast powlekła się na nowo dziwnym, niemal bolesnym cieniem.

– Cztery nowe ofiary – powiedział, machnąwszy gazetą w kierunku przyjaciela.

Jego słowa niczym huragan wdarły się w umysły wszystkich obecnych i obiły echem o ściany.

– Co?!

– O Merlinie!

– AŻ cztery?! Boże…

W napięciu, które wypełniło cały salonik okrzyki Harry’ego, Dory i Hermiony zabrzmiały dziwnie głucho. Severus zachował spokój, lecz zmarszczka między jego brwiami pogłębiła się mocno, a usta zacisnęły się na chwilę w spazmie bezsilności.

– Wiem, mój drogi – odparł z ciężkim westchnieniem Chancerel. – Czekałem z tą nieprzyjemną nowiną, aż będziecie wszyscy.

Dora, nadal zasłaniająca usta dłonią jakby miała zwymiotować, powiodła po wszystkich wzrokiem.

– Merlinie, pospieszmy się…

– Masz rację – Chancerel podszedł do myślodsiewni. – Wiem, że zaprosiłem was na śniadanie i pewnie jesteście głodni, ale zanim przejdziemy do kuchni, z Francisem proponujemy wam krótkie spotkanie z Anne Durand – wykonał zapraszający gest, po czym przystawił sobie różdżkę do skroni.

Podchodząc Hermiona spuściła wzrok i przyjrzała się runom na brzegach naczynia. Widok ludzi oddających wspomnienia nieodmiennie kojarzył się jej z Wrzeszczącą Chatą i widokiem zalanego krwią Severusa i wolała tego uniknąć.  W dodatku nie wiedzieć czemu tym razem na samą myśl o tamtej chwili przeszły ją dreszcze, jakby coś lodowatego otarło się o nią. Coś zupełnie innego niż jej prywatny koszmar. O wiele bardziej… przerażającego.

– To niezbyt długa scena testu… powiedzmy, eliksiru uspokajającego – dodał gwoli wyjaśnienia Chancerel – przeprowadzona przez Bertranda De Laine’a i Georges’a Sardina.

Gdyby myślodsiewnia nie została magicznie powiększona, w żadnym wypadku nie byłoby miejsca dla sześciu osób, jednak teraz nie stanowiło to problemu. Chancerel musiał dopełnić naczynie jakąś substancją, bo było pełne aż po brzegi, a pod powierzchnią majaczyło jakieś pomieszczenie rozświetlone świecami.

Hermiona pochyliła się wraz z innymi, dotknęła jej nosem… i runęła w dół.

 

Jakieś dziesięć minut później wszyscy wynurzyli się z myślodsiewni, ale tylko ciałem. Umysłem z pewnością zostali w korytarzu Bastylii, patrząc za odchodzącą Anne. Scena się skończyła, opadła kurtyna, lecz to, co ujrzeli było jak… objawienie. W zasadzie prawie każde zdanie, jakie podczas niej padło, każdy fakt, nieomal każde spojrzenie miały swoje znaczenie. Jakby była napisana i zagrana specjalnie dla nich.

– Biedna Margaret – szepnęła lekko pobladła Dora. – I biedna Anne.

Po czym zamilkła, jak cała reszta.

 

Powietrze w kuchni wręcz lepiło się od słodyczy. Mimie zastawiła cały stół paterami z ciastkami z czekoladą czy masą kajmakową, tackami z naleśnikami oraz słoiczkami z konfiturami, czekoladą do smarowania, serkiem waniliowym, miodem i cukrem pudrem.

Severus skrzywił się strasznie i pozwolił Mimie tylko nalać sobie kawy, lecz poza nim nikt nie miał głowy do protestów i wyraźnie przejęta skrzatka ponakładała im na talerze wszystkiego po trochu.

Dopiero dobre pięć minut później, gdy poszła doglądać Madame Chancerel i przy stole zaległa cisza, odezwała się znów Dora.

– Merlinie, nie wiem nawet, od czego zacząć – westchnęła, unosząc kubek z gorącą czekoladą. – Po pierwsze myślę, że możemy wykluczyć właściciela Chocorêve. Gdyby to był on, do dziś Georges przekonałby się, że czerwone cukierki z tamtej misy zabijają, złapałby go i rząd z pewnością natychmiast skorzystałby z okazji, żeby o tym poinformować. Szczególnie, że w chwili obecnej czegoś takiego rozpaczliwie potrzebują. Poza tym nie wierzę, że przez przypadek cukierki, które zabijają, są RÓWNIEŻ dwuskładnikowym eliksirem. To znaczy… zawierają Aktywator. Och, wiecie, o co mi chodzi – machnęła ze zniecierpliwieniem ręką.

– Naturalnie – potwierdził Francis, rozsmarowując czekoladę na naleśniku. – Ale przede wszystkim dlatego, że gdyby to był Pierre Lefebvre, na pewno by… nie dałby zabijających cukierków czarującemu Monsieur De Laine i jego Zgniłej Rybie.

Po twarzy Hermiony przemknął cień uśmiechu. Istotnie, to był bardzo przekonujący argument, choć ujęty w dość specyficzny sposób.

– Powód, o którym mówiła Dora, wyklucza również kogoś innego spoza Ministerstwa – zaznaczył Chancerel. – Więc zawęźmy naszą listę podejrzanych do tej dwójki. Oraz – dodał z naciskiem – być może kogoś wyżej.

– Wiem, że ich nie lubicie, ale nie wiemy, czy działają razem czy jest w to zamieszany tylko jeden z nich – zastrzegła Dora. – Zwróciliście uwagę, jak różnie zareagowali, gdy Anne powiedziała, że umrze ze strachu? Georges tylko się roześmiał, zaś De Laine’em aż wstrząsnęło. Jeśli to ma związek ze Strachem, to chyba bardzo jednoznaczna reakcja, nie sądzicie?

– To nie jest tak, jakby Sardin nie umiał grać – zripostował natychmiast Francis, tłumacząc dosłownie na angielski francuskie zdanie, co nie zabrzmiało zbyt zgrabnie. – Poza tym Sardin, który na początku miał bezpośredni dostęp do śledztwa, mógł o wiele łatwiej ukrywać coś przed De Laine’em niż ten przed nim. Na twoim miejscu trzymałbym się od niego z daleka.

– Będzie ciężko, bo jutro o jedenastej jest mugolski pogrzeb Laurenta i jako jego szef z pewnością się tam zjawi…

Obskubująca ciemne placki z naleśnika, Hermiona zerknęła kątem oka na milczącego cały czas Severusa i wymieniła krótkie spojrzenie z Harry’m. Nie było sensu rozważać, czy Sardin był mordercą, to się miało niebawem samo okazać, lecz tego nie mogli powiedzieć, nie dekonspirując Harry’ego. A przynajmniej nie teraz. Natomiast było coś innego, o czym wszyscy musieli się dowiedzieć.

– … może, ale Georges został zmuszony do odsunięcia nas od śledztwa właśnie wtedy, gdy wpadliśmy na trop cukierków – mówiła właśnie Dora.

– To na pewno ma związek ze Strachem – oznajmiła Hermiona na tyle głośno, żeby uciąć ich dyskusję. Istotnie, Francis, który już otworzył usta, zamknął je natychmiast. – Dziś rano ustaliliśmy, czym jest Eliksir Indyferentny i jak działa…

Gdy spojrzała jeszcze raz na Severusa, ten ruchem głowy dał jej znak, by kontynuowała, więc Hermiona bardzo krótko wyjaśniła jeszcze raz zależność między oboma eliksirami, a następnie skutki spożycia wywaru z piołunu. Ledwie wymieniła nazwę eliksiru, na wszelki wypadek również po francusku, Francis zaklął ostro pod nosem, a Harry uderzył ręką w stół.

– A jednak! – zawołał półgłosem. – Czyli to faktycznie rodzaj testu!

– Testu? – powtórzył za nim Chancerel, skubiąc swoją bródkę.

Zanim Hermiona czy Harry zdążyli odpowiedzieć, odezwał się Severus.

– Jeśli nikt nie próbuje powtórzyć wyczynu Rayleigh z ubiegłego roku, a nie sądzę, to na to wygląda – prócz ich dwojga nikt nie wychwyciłby nutki niechęci w jego głosie. – Bo patrząc na ofiary, są to zupełnie przypadkowe osoby.

– Czemu nie sądzisz? – spytała Dora.

Severus przyglądał się jej chwilę w milczeniu zanim odpowiedział.

– Ponieważ zabicie przy użyciu dwustopniowego eliksiru to sposób na morderstwo doskonałe, a nie na wywołanie fałszywej choroby, wynalezienie antidotum i zarobienie na tym gór złota. Do tego wystarczyłaby zwykła, nieznana trucizna.

– Średnio doskonałe, skoro wywar z piołunu może wypić każdy, kto zje cukierka – zauważył kwaśno Francis. – Na przykład ja. Wczoraj wieczorem.

– Dokładnie, mój drogi – powiedział cicho Chancerel. – Dokładnie. Coś tu jest nie tak, ale nie potrafię powiedzieć co. Miejmy nadzieję, że uda się nam ustalić więcej jutro – przeniósł spojrzenie na Harry’ego.

– Fleur się zgodziła – odparł pospiesznie na niezadane pytanie chłopak. – Mamy się spotkać po południu, by uzgodnić szczegóły.

– Skoro o szczegółach mowa – Francis dokończył naleśnika, oblizał palce z czekolady i przywoławszy swoją teczkę wyciągnął notatki.

Dora i Hermiona natychmiast zaczęły robić miejsce na stole. Harry pomógł im przestawiając, co się da, a Chancerel odesłał część słoiczków, talerzy oraz tac na kuchenny blat. Francis złapał w ostatniej chwili jeszcze jednego naleśnika, rozprostował pośrodku jedną z rolek pergaminu, który okazał się być mapą i wszyscy pochylili się, by lepiej widzieć.

– Nie udało się nam porozmawiać z Magichitektem, który zajmował się Strefą Projektu – zaczął, blokując lewy górny róg cukierniczką. – Ale dobra nowina jest taka, że znalazłem wszystkie informacje w aktach Projektu w Rejestrze Re-Re – zachichotał na widok miny Hermiony i natychmiast spoważniał. – Które, swoją drogą, chwilę przede mną przeglądał De Laine.

– Psiakrew! – wyrwało się Dorze.

– Rejestrujecie otwarcie akt? – spytał równocześnie Severus, wymieniając spojrzenie z Harry’m.

– Imię, nazwisko, data i godzina, synu – potwierdził posępnie Francis i zerknął na Dorę. – Więc jeśli czegoś nie doczytał przez te jego kwadratowe okularki, to jestem w gównie.

– I to po szyję – skomentowała dziewczyna.

W odpowiedzi Szef Amnezjatorów tylko wzruszył ramionami.

– Tu jest Bastylia – powiedział, stukając palcem w nieforemny brunatny placek pośrodku mapy, po czym przesunął go na prawy margines. – A tu jest Strefa Projektu.

Chancerel, który nie widział wczoraj mapy, przeszedł na jego stronę, Harry poprawił okulary, zaś Hermiona pochyliła się i dopiero wtedy zauważyła krzyżyk zrobiony najpewniej przez Francisa piórem.

Czarodziej odchylił się na oparcie krzesła, pozwalając przyjacielowi lepiej się przyjrzeć.

– Mniej więcej dwadzieścia kilometrów od Bastylii i, co ciekawsze, w wymiarze mugolskim. Mapa magicznego Paryża i okolic nie rozciąga się tak daleko, więc dlatego tego miejsca na niej nie ma.

– Jak… – zaczął Chancerel.

– Skomplikowane – odparł Francis i pokazał im odręczny szkic. – Siadajcie, już wyjaśniam. I tłumaczcie, jeśli coś źle powiem.

Miał rację – warto było usiąść, nie tylko ze względu na to, że wyjaśnienia zajęły sporo czasu, lecz też dlatego, że sposób, w jaki została stworzona i przede wszystkim strzeżona Strefa Projektu wręcz zwalał z nóg.

Na polecenie De Laine’a Magichitekt znalazł na obrzeżach mugolskiego Paryża zniszczony pałac z wewnętrznym dziedzińcem z ogrodami i dużą sadzawką i używając zewnętrznych ścian budynku przeniósł go do wymiaru czarodziejskiego. Następnie wydzielił kilka parterowych pomieszczeń w północno-zachodnim rogu pałacu jak również część dziedzińca i sadzawki i posługując się zaklęciami zakrzywiania rzeczywistości, dematerializacją, blokadą teleportacyjną oraz Magiczną Klatką odciął je od reszty budynku.

W ten sposób Strefa Projektu stała się niedostępna dla czarodziejów z zewnątrz. Korytarze w obu skrzydłach zostały zamknięte od środka wewnętrznymi murami. Gdyby jakimś cudem ktoś aportował się W pałacu i doszedłby korytarzem do obszaru Strefy, jednym krokiem, w zupełnie niezauważalny sposób znalazłby się po jej drugiej stronie.

Również wejście przez dziedziniec było niemożliwe. Magiczna Klatka oraz Tarcza oparta nie na haśle, ale na rozpoznawaniu magii sięgały na wysokość pierwszego piętra i ciągnęły się aż do muru budynku oraz blokowały przejście pod arkadami. W dodatku liczne dwuskrzydłowe drzwi prowadzące pod arkady zablokowane były magią.

Strefa została przyłączona do Bastylii – lecz i tu istniały bardzo szczególne, wręcz unikalne obwarowania. Jedynym wejściem były drzwi do szatni koło Niemagicznego Pokoju, które stanowiły Intra-Portal do pałacu i jednocześnie zabezpieczone były Barierą, w którą wpisany został De Laine i Sardin i tylko oni mogli rozszerzać ją na inne osoby.

Intra-Portal aktywowany był dotknięciem drzwi do szatni przez osoby, których magia wpisana była w Barierę i pozostawał aktywny tak długo, jak w środku znajdowała się choć jedna z nich. Jednocześnie to samo dotknięcie dezaktywowało zaklęcie dematerializacji, co sprowadzało się do tego, że jeśli w środku nie było nikogo, cała Strefa po prostu nie istniała.

– CO oni tam trzymają, na miłość boską?! – jęknęła oszołomiona Hermiona, gdy Francis skończył wyjaśnienia.

– Sukinsyny, postarali się – prychnęła równocześnie Dora z niedowierzeniem graniczącym z fascynacją – Biorąc pod uwagę, że mają ze sobą zawsze choć jednego strażnika, nawet jakby ktoś spróbowałby się tam dostać przez dziedziniec, to zostałby rąbnięty klątwą jak tylko pojawiłby się tam choć jego cień.

Harry fuknął na to głośno.

– Co mnie martwi to to, że chyba szlag trafia pomysł wejścia tam w niedzielę, kiedy nikogo nie ma. Żeby przejrzeć na spokojnie to, co Fleur uda się znaleźć!

Francis, któremu od mówienia zaschło w gardle, upił kilka łyków zimnej już kawy i sięgnął po odłożonego naleśnika.

– No właśnie. Panno Auror, panie eks-Aurorze i panie eks-szpiegu. Da się tam w ogóle wejść, hę?

Dora spojrzała na niego wielkimi oczami.

– Monsieur Marchand… proszę mi wybaczyć, ale… ja tu jestem ostatnią małpą na drabinie! Harry? Severus?

Severus gestem kazał Harry’emu podejść do siebie i przekręcił szkic w swoją stronę. Hermiona natychmiast ustąpiła przyjacielowi miejsca, usiadła koło Dory i tak jak pozostali, utkwiła w nich wzrok.

Nie miała żadnych wątpliwości, że znajdą jakieś rozwiązanie, w końcu to byli „jej chłopcy”. Na własne oczy widziała, jak Severus otworzył kiedyś zamknięty gabinet w Ministerstwie, a niedawno szkolił Harry’ego, który też miał spore doświadczenie.

 

– Więc, panie Potter? – Severus uniósł pytająco brew.

Harry przez kilka minut przyglądał się szkicowi, przypominając sobie wszystkie mankamenty różnych metod ochrony, sposobów na ich obejście i próbując dopasować je do tego, co miał przed sobą.

Niektóre były dla niego oczywiste, inne zaś…

Przesunął palcem po przerywanej czarnej linii, którą Francis zaznaczył granicę Tarczy oraz Magicznej Klatki, po czym jego spojrzenie osunęło się na drzwi prowadzące pod arkady, a zablokowane magią. Dziwne…

W końcu podniósł głowę i powiódł wzrokiem po wpatrzonych w niego twarzach.

– Owszem, wejść się da – oznajmił, na co rozległo się gremialne, cichutkie „och”. On zaś odwrócił się do Severusa. – Co prawda nie bardzo widzę sensu zastosowania niektórych…

– Później – uciął Severus. On też nie widział.

Harry potaknął i zaczął wyjaśniać.

– Więc o wejściu od środka możemy zapomnieć.

– Nie ma na to sposobu, czy to zbyt niebezpieczne? – dopytał się Francis.

– Obejść Barierę można tylko za pomocą wyjątkowo parszywej czarnej magii. Wierzcie mi, nie chcecie wiedzieć – zapewnił ponuro Harry. – Zostaje nam faktycznie wejście z zewnątrz. I tylko w sobotę, razem z Fleur, co się mija z celem.

– Lepiej wiedzieć za dużo niż za mało – stwierdził filozoficznie Chancerel. – Możesz nam powiedzieć jak, mój drogi?

– Wiem, jak zdejmuje się Magiczną Klatkę – powiedziała równocześnie Dora, pochylając się na stołem i przekrzywiając lekko głowę. – Co niestety jest widoczne. Ale jest tam jeszcze Tarcza oparta na rozpoznawaniu magii.

– Tarczę można czasowo zamrozić – wyjaśnił Harry i dziewczyna wytrzeszczyła na niego oczy. – Co niestety też jest widoczne. Ale być może da radę jakoś to zamaskować. Musiałbym obejrzeć ten teren. Wystające gzymsy, rynny, drzewa, ławki… wszystko może się przydać.

Francis spojrzał na zegarek i otarł usta i palce serwetką. To uświadomiło wszystkim, że było już po ósmej. Dora nie szła dziś do pracy, lecz dla Francisa i Chancerela był czas najwyższy się zbierać.

– Żaden problem, możemy się tam wybrać o… jedenastej. Wcześniej i później nie mogę – zaproponował Szef Amnezjatorów. – To wszystko, co póki co udało mi się znaleźć. Potrzebujecie jeszcze czegoś?

Prędko ustalili, że na rozpoznanie pałacu z Francisem wybierze się tylko Harry. W ten sposób Severus, mając już składniki obu eliksirów i wiedząc, co mają powodować, mógł pracować nad przygotowaniem jakiegoś antidotum.

Prócz tego Francis obiecał wpisać na listę sprzątaczek niejaką Anne Legrand, precyzując przy tym, że ma sprzątać Strefę Projektu Cień Motyla w Skrzydle Północnym.

Hermiona ze swojej strony zaproponowała przygotować listę zaklęć, które mogły przydać się Fleur. Dora dołączyła do niej i obiecała naszkicować plany Recepcji i Skrzydła Północnego, w którym kilka razy była – co prawda nie było nic niezwykłego w tym, że nigdy nie bywająca tam sprzątaczka nie znała układu pomieszczeń, ale wszyscy byli zgodni co do tego, że im lepiej Francuzka będzie przygotowana, tym będzie jej łatwiej.

O piątej Fleur miała zjawić się z Billem na Grimm, by omówić z Harry’m i Severusem jej jutrzejszą „misję”, zaś o dwudziestej pierwszej czasu francuskiego, czyli jak tylko Hermiona skończy pracę, wszyscy mieli spotkać się po raz ostatni u Chancerela w celu dopracowania ostatnich szczegółów.

Na wszelki wypadek Francis uzgodnił z Chancerelem, że ten zjawi się w pracy dopiero za kwadrans – w ten sposób, jeśli „kwadratowy troll” zwrócił na niego uwagę, nie powinien interesować się Mistrzem Umysłu.

– Jest mi to bardzo na rękę, mój drogi – odparł na to Chancerel, żegnając się równocześnie z Dorą, która też już wychodziła.

Ledwo drzwi zamknęły się za tą dwójką, stary czarodziej odwrócił się i spojrzał na Hermionę.

– Mogę prosić cię na słówko? Przejdźmy do salonu – wskazał jej głową drzwi i uśmiechnął się przepraszająco do Severusa i Harry’ego. – Wybaczcie, ale to nie zajmie wiele czasu.

– Chancerel, nie sądzę, żeby to było koniecznie – zaoponował Severus odrobinę podniesionym głosem.

Hermiona, której do żołądka wpadł jakiś kamień i niemal wbił w krzesło, natychmiast się podniosła.

Rozmowa z Chancerelem na swój sposób była równie trudna, co rozmowa z Severusem – przecież naraziła życie jego i Severine, lecz mimo to była na nią zdecydowana. Zaabsorbowana naradą chwilowo o niej zapomniała, jednak teraz jego słowa… dosłownie ją zmroziły.

– Owszem, konieczne – powiedziała lekko zdławionym głosem. – Chodźmy – i nie czekając ruszyła do drzwi. Miała nadzieję, że tak przynajmniej Severus nie będzie dłużej protestował. I im prędzej będzie PO, tym lepiej.

 

Harry powiódł wzrokiem za wychodzącą Hermioną, która wyglądała, jakby nagle skurczyła się w sobie i odchrząknął niepewnie.

– Cholera. Boję się, że jest wściekły.

Severus zmusił się do zachowania spokojnego wyrazu twarzy. Miał bardzo ponure przypuszczenia co do tej rozmowy.

– Jedyna sprawa, jaka może cię teraz obchodzić leży przed tobą – rzucił oschle. – Więc zajmij się nią i powiedz, co cię zaskakuje.

Było słuchać przed chwilą, odwarknął mu w myślach Harry, ale musiał przyznać, że dobrze się składało, że mogli o tym porozmawiać we dwóch, bo reszcie musieliby tłumaczyć wszystko od podstaw.

Krzyżując w myślach palce za przyjaciółkę, Harry sięgnął po szkic Francisa.

– Zaskakuje mnie, że posłużyli się i Tarczą reagującą na magię i Magiczną Klatką, choć dla wszystkich z wyjątkiem wąskiej grupy ludzi wystarczy zupełnie Tarcza. To wygląda trochę tak, jakby chcieli regulować dostęp do różnych obszarów Strefy – wysunął przypuszczenie. – Ale skoro chodzi tam tylko De Laine i Sardin oraz strażnicy, to… nie ufają sobie nawzajem?

– Sądzę, że możemy uznać, że zapraszają tam czasem kogoś innego – odparł Severus.

– Kogoś, na kogo muszą uważać? No dobrze, to jest jakieś wytłumaczenie. Ale co z tymi drzwiami? – Harry w zamyśleniu postukał się łyżeczką po ustach. – Skoro to nie jest sprecyzowane w aktach, to mi wygląda na zwykły Colloportus. Ale to jest jakiś absurd! Z jednej strony stosują takie środki ochrony, że nie powstydziłby się ich sam Minister, a z drugiej używają Colloportusa? Przecież to otworzy nawet i pięciolatek, który zwinie różdżkę rodzicom! Kto tam chodzi, ktoś, kto nie umie używać różdżki, czy co, do cholery?

Severus sięgnął w milczeniu po szkic. Nie omówili sposobów ochrony pomieszczeń w środku – Francis Marchand o nich nie mówił, bo pewnie nie pomyślał, że to ważne, oni nie pytali, bo skupili się na sposobach wejścia DO Strefy, a nie poruszania się po niej, ale teraz widział, że to był błąd. Niech Potter dopyta go o to jak spotkają się przed południem.

Teraz szybko usytuował coś, co musiało być łazienką tuż przy klatce schodowej, dwa wyglądające normalnie pomieszczenia, jedno chyba częściowo zburzone, bo brakowało ściany i jego uwagę przykuły dwie jasnoniebieskie linie tworzące jakby dwie ściany trzeciego pomieszczenia. Tuż przy jednej z nich było napisane coś, co wyglądało jak „Bclr*2”, ale nie mu to nie mówiło.

– Dopytaj Marchanda, jak chronione są pomieszczenia w środku. I co znaczy ten bazgroł – stuknął palcem w napis.

Harry poprawił okulary i zmrużył oczy.

– To może być… Zaklęcie Tarczy – stwierdził z wahaniem. – Po francusku brzmi coś jak ‘book-lee-yeer’. Podwójne Zaklęcie Tarczy….?

Obaj spojrzeli na siebie, na dziwny napis i drzwi chronione najwyraźniej zwykłym Colloportusem i z powrotem na siebie.

– To jest tak samo pokręcone jak ten pański eliksir dwustopniowy – zawyrokował Harry. – W którym ten pierwszy może wypić każdy, zaś Aktywator z jednej strony to szczyt osiągnięć eliksirotwórstwa, a z drugiej dozy niektórych składników wskazują na pierwszoroczniaka.

 

 

Wejście do salonu było zaledwie kilka kroków od kuchni – i na szczęście, bo z każdym z nich do żołądka Hermiony wpadał kolejny kamień i więcej by chyba nie udźwignęła. Szczęk drzwi za sobą powitała z ulgą.

– Jean-Louis… – odezwała się, nie czekając na to, aż Chancerel zacznie rozmowę. To była jej wina i ona musiała ją wyjawić, a nie kazać mu ją z siebie wyciągać. – Na pewno już się zorientowałeś, że w środę rano to ja rozmawiałam z Dorą.

– Och naturalnie – Chancerel usiadł w swoim fotelu i wskazał Hermionie fotel obok. – Ale to nie na ten temat chciałem z tobą rozmawiać. Choć nie przeczę, że jest między nimi związek.

Hermiona, która usiadła na samym brzegu z niemal boleśnie złączonymi kolanami, zawahała się lekko.

– Masz na myśli to, że naraziłam ciebie i Severine? – Bo w sumie do tego rozmowa z Dorą się sprowadzała. – To był bardzo poważny błąd i mam tylko nadzieję, że zdołasz… zdołacie mi to wybaczyć – ścisnęła splecione dookoła różdżki palce, ale nie opuściła spojrzenia.

Ku jej zdumieniu Chancerel uśmiechnął się ciepło.

– Jak dobrze wiesz ani mi, ani Severine nic się nie stało, więc nie widzę potrzeby roztrząsania tego tematu.

– Lecz to mogło mieć bardzo poważne konsekwencje! – Hermiona potrząsnęła mocno głową. – Jakby Dora powiedziała o tym Sardinowi…

– Jakby, jakby – machnął ręką Chancerel. – Jakby ciotka miała… to by była wujkiem – zrobił śmieszną minę. – Ale skoro to ma dla ciebie tak wielkie znaczenie, przyjmuję przeprosiny. A teraz, skoro to już za nami, przejdźmy do mojego tematu. Powiedz mi, jak zareagował na to Severus.

W pierwszej chwili Hermiona otworzyła usta, lecz nie wiedziała, co powiedzieć. Burza przeszła zanim spadła choć jedna kropla deszczu i zupełnie się tego nie spodziewała. Oczywiście nie zamierzała się z nim kłócić, wracać do tematu, lecz potrzebowała chwili by… znikły kamienie w żołądku, rozeszły się chmury i wyszło słońce.

– No więc… Raczej źle – przyznała w końcu.

W kilku słowach opowiedziała ich raczej zdawkową rozmowę w południe i dopiero potem tę wieczorną, która, choć odległa i ukojona łagodną pieszczotą Przebaczenia nadal bolała. I patrząc na Mistrza Umysłu, kobieta odniosła wrażenie, że jego oczy były zwierciadłem jej duszy, bo widziała w nich swoje przygnębienie, smutek i cierpienie.

Stary czarodziej przechylił się ku niej, lecz zanim zdążył sięgnąć po jej dłonie, Hermiona wspomniała o porannej wizycie Harry’ego, a potem przeszła do innej rozmowy. Tej Najważniejszej. O niej też Chancerel musiał wiedzieć.

I tak jak każde następne słowo promieniało coraz bardziej szczęściem, tak coraz bardziej śmiały się błękitne oczy jej Zwierciadła.

– Cudownie, moja droga! – Chancerel aż klasnął w dłonie, gdy Hermiona skończyła mówić o obietnicy Severusa. – Jak to się mówi, nawet najciemniejsza chmura jest obrębiona srebrem!

– Srebrem, mówisz… To by nawet pasowało. Bo zachował się jak przystało na prawdziwego Ślizgona – Chancerel posłał jej pytające spojrzenie, a Hermiona pokiwała smętnie głową. – Jak wieczorem wszystko mi wyjaśnił i zaproponowałam, że to ja wybiorę się jutro do Bastylii, natychmiast stwierdził, że nie, bo to zbyt niebezpieczne i przecież się umówiliśmy, że to on będzie decydował, co jest niebezpieczne, a co nie!

Widząc jej minę Chancerel zachichotał cichutko.

– Chérie, chérie… To tylko jedno przedpołudnie. Raptem kilka godzin. Czym to jest w porównaniu do całego życia, jakie macie przed sobą? Więc przestań się dąsać.

Bo niby ja się dąsam?! Hermiona rozluźniła zaciśnięte wargi i poprawiła na fotelu.

– Po prostu boję się, że on będzie tej wymówki używał ciągle – odparła i sama usłyszała różnicę w swoim głosie.

– Nie masz o co się bać.

– Myślisz? – spytała powątpiewająco Hermiona. – Chciałam, żeby Severus też do ciebie chodził, choćby normalnie porozmawiać, ale o ile pamiętam, spotkał się z tobą tylko raz. Naprawdę sądzisz, że… mu się polepszyło?

– Pst, pst, pst – stary czarodziej przyłożył palec do ust. – Jedyne, co mogę ci powiedzieć to to, że dziesiątki Spacerów ze mną nie dałyby mu tego, co bycie z tobą.

 

 

Rozdziały<< Cień Ćmy Rozdział 16Cień Ćmy Rozdział 18 >>

Anni

Zakaz kopiowania i publikowania opowiadań jak również używania wykreowanych przeze mnie bohaterów i świata bez mojej zgody. !!! * Bardzo proszę BEZ WULGARYZMÓW w komentarzach * !!!

Ten post ma 8 komentarzy

    1. powinna uspokajac…
      Ale juz widzialam na ulotkach Paracetamolu, ze moze powodowac bol glowy, wiec nie zdziwi mnie juz nic 🙂
      Swoja droga – jak kiedys, dawno temu probowalam pic kawe, to zasypialam.
      Jakis czas temu sprobowalam jeszcze raz – bo padalam na pysk. Owszem, obudzilam sie, bo az dostawalam dreszczy z obrzydzenia jak ja pilam 🙂

      1. Ja normalnie kawę wieczorem piję, bo jest dla mnie jak zwykły napój, a mleko mnie rozbudza. Co do paracetamolu to chyba ktoś nie wiedział do czego służy i odruchowo tak napisał hihi

Dodaj komentarz